
Konsumenci napojów alkoholowych muszą przygotować się na to, że zapłacą więcej. W piątek 29 maja Sejm skierował do komisji finansów projekt nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym. Tym razem skala podwyżki będzie jednak wyjątkowo dotkliwa.
Rząd podjął decyzję o drastycznej aktualizacji dotychczasowej "akcyzowej mapy drogowej". Efekt? Ceny wódek, piw i win wystrzelą w górę.
Akcyza na alkohol w górę
Projekt zakłada dwuetapowy, agresywny wzrost stawek na alkohol etylowy, piwo, wino, napoje fermentowane oraz wyroby pośrednie:
To skala, której rynek się nie spodziewał, gdyż pierwotne założenia mówiły zaledwie o kilkuprocentowych korektach. Dobra wiadomość dla konsumentów i branży jest taka, że przepisy przewidują 6-miesięczne vacatio legis dla stawek na 2026 rok. Nowe cenniki zaczną obowiązywać najwcześniej pół roku od oficjalnego ogłoszenia ustawy, co daje rynkowi chwilę na adaptację.
Alkohol w Polsce jest za tani?
Ministerstwo Finansów bije na alarm: alkohol w Polsce stał się zbyt łatwo dostępny pod względem ekonomicznym. Jak argumentuje resort, dotychczasowy plan podwyżek był pisany w zupełnie innych realiach makroekonomicznych, w 2021 roku. Nie przewidziano potężnej inflacji wywołanej wojną na Ukrainie oraz dynamicznego wzrostu płac. Rząd planował podwyższyć akcyzę wraz ze wzrostem podatku od wygranej na loterii.
"Doprowadziło to do sytuacji, w której napoje alkoholowe stały się relatywnie tańsze niż prognozowane założenia w stosunku do zarobków konsumentów" – tłumaczy resort finansów w uzasadnieniu ustawy. Podwyżka ma więc na celu ograniczenie konsumpcji alkoholu poprzez podniesienie bariery cenowej. Dzieje się w czasie, kiedy kolejne miasta w kraju wybierają nocną prohibicję. Pod lupą jest także możliwość wprowadzenia porannej prohibicji w Polsce.
Zobacz także
Dotychczasowe statystyki pokazują jednak, że wyższe ceny alkoholu nie zawsze zniechęcają – wystarczy przypomnieć, ile Polacy wydają na alkohol, dane PARPA potwierdzały rok do roku rekordowe sumy.
Nadwyżka z akcyzy na alkohol trafi do NFZ
Budżet państwa zabezpieczy dla siebie stałe, dotychczasowe wpływy z akcyzy. Cała wygenerowana przez zmiany nadwyżka nie zasili jednak ogólnego budżetu, lecz trafi bezpośrednio do Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). To swego rodzaju domknięcie błędnego koła, w którym państwo zarabia na używce i jednocześnie łoży na leczenie chorób wywołanych jej nadużywaniem.
Transfery do funduszu zdrowia uruchomią się automatycznie po przekroczeniu sztywno określonych rocznych limitów wpływów do budżetu:
Dla pacjentów i systemu ochrony zdrowia to potencjalny zastrzyk gigantycznych środków. Dla konsumentów – jasny komunikat: każdy kolejny zakupiony trunek będzie bezpośrednią, choć przymusową, składką na polską służbę zdrowia.
