osoba trzymająca kieliszek wina na tle winnicy
Zmiany klimatu robią z Pomorza Zachodniego nową Toskanię. Francuzi mogą zacząć się nas bać Fot. nadia_acosta / Shutterstock

Globalne ocieplenie pustoszy winnice na południu Europy, ale na Pomorzu Zachodnim otwiera szampana. W Szczecinie trwa właśnie 6. Festiwal Wina Pomorza Zachodniego, który udowadnia, że polska północ staje się winiarskim eldorado. Czy już niedługo zamiast francuskich klasyków będziemy pić szczecińskiego Solarisa?

REKLAMA

Zmiany klimatyczne kojarzą nam się z katastrofą, ale zachodniopomorscy plantatorzy widzą w nich swoją życiową szansę. Cieplejsze lata i łagodne zimy sprawiły, że uprawa winorośli wokół Szczecina rozwija się dziś najszybciej w historii.

Trudno w to uwierzyć, ale Pomorze Zachodnie wyrasta na jednego z najciekawszych graczy na winiarskiej mapie Polski. Dzięki odpornym na mrozy hybrydom i zauważalnym zmianom temperatury, lokalni pasjonaci zamieniają swoje winnice w stabilny dochodowy biznes. Czy to czas, by zainwestować w polski północny biodynamizm?

Kiedyś patrzyliśmy na Francję, dziś to oni mogą nam zazdrościć

Gdyby dwadzieścia lat temu ktoś powiedział francuskiemu lub włoskiemu kiperowi, że w 2026 roku jednym z najciekawiej rozwijających się regionów winiarskich w tej części Europy będzie polskie Pomorze Zachodnie, prawdopodobnie utopiłby ten żart w kieliszku dobrego Chianti. A jednak, rzeczywistość klimatyczna spłatała nam niesamowitego fikołka.

Na tarasach Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie trwa właśnie 6. Festiwal Wina Pomorza Zachodniego. 19 lokalnych winnic rozstawiło swoje stoiska, a tłumy mieszkańców degustują trunki, które jeszcze dekadę temu uznano by za egzotyczny eksperyment. Zmiany klimatyczne mają twarz globalnego zagrożenia, ale w tym jednym, konkretnym przypadku, napędzają biznes, o jakim na północy Polski nikt wcześniej nie śmiał marzyć. Co ciekawe, podobny renesans przeżywa też cała branża – polskie wina w Lidlu sprzedają się świetnie, a Polska staje się powoli krajem winnic. To już nie publicystyczny chwyt, lecz rzeczywistość rynkowa.

Klimatyczny pas ucieka na północ. Baltic Terroir jako odpowiedź

Tradycyjna mapa winiarska Europy powoli przestaje istnieć. Dotychczasowy "pas winiarski", gwarantujący idealny balans słońca i deszczu, nieubłaganie przesuwa się na północ. Podczas gdy winnice w Hiszpanii czy południowej Francji walczą z morderczymi falami upałów, które palą owoce i drastycznie podnoszą poziom alkoholu w gronach, Pomorze Zachodnie łapie wiatru w żagle.

Cieplejsze i dłuższe lata, łagodniejsze zimy oraz specyficzny mikroklimat napędzany bliskością Morza Bałtyckiego i Zalewu Szczecińskiego tworzą warunki, które plantatorzy określają krótko: idealne. Zresztą winorośl nie jest jedyną kulturą, która korzysta na ociepleniu – nawet polski imbir nadchodzi. To świetna odpowiedź na zmiany klimatu – naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu testują uprawę rośliny, która jeszcze niedawno była nie do pomyślenia w naszych warunkach.

– Sami zauważamy, że Pomorze Zachodnie staje się coraz lepszym miejscem do uprawy winorośli. Pogoda zmienia się cały czas i warunki są coraz lepsze dla wina tak naprawdę w naszym regionie – przyznaje wprost plantator Tomasz Osak.

Tajna broń Polaków: pancerne hybrydy PIWI

Polscy winiarze z północy nie próbują na siłę udawać, że są Toskanią. Zamiast kapryśnych, tradycyjnych szczepów (takich jak Chardonnay czy Pinot Noir), postawili na tzw. hybrydy (odmiany PIWI). To szczepy powstałe z połączenia szlachetnej winorośli europejskiej z odmianami amerykańskimi lub azjatyckimi.

  • Odporność: wytrzymują niespodziewane wiosenne przymrozki, które w naszym klimacie wciąż się zdarzają.
  • Ekologia: są naturalnie odporne na grzyby i pleśnie, co oznacza, że winnice wymagają drastycznie mniej oprysków chemicznych niż te na południu Europy.
  • Smak: szczepy takie jak Solaris, Regent czy Johanniter dają wina o unikalnej, rześkiej kwasowości i bogatym aromacie owoców, które idealnie trafiają w nowoczesne gusta konsumentów szukających lżejszych alkoholi.
  • Dzięki temu, jak podkreśla Damian Orlik, przewodniczący Stowarzyszenia Winnice Pomorza Zachodniego, pasja płynnie zamienia się w przewidywalny i bezpieczny biznes. To zresztą scenariusz, który powtarza się w całym kraju. Najlepszy przykład? Historia, która pokazuje, że polski Solaris potrafi pokonać konkurentów z Włoch czy Grecji: założyli w Polsce winnicę, dziś ich wino wygrywa międzynarodowe konkursy.

    Renesans, a nie nowość

    Choć dzisiejszy boom winiarski wokół Szczecina wygląda na nowoczesny trend, w rzeczywistości jest to powrót do historycznej normalności. W średniowieczu winnice na Pomorzu były czymś absolutnie powszechnym – uprawiali je zakonnicy, a wino płynęło strumieniami na dworze Książąt Pomorskich. Późniejsze ochłodzenie klimatu (tzw. mała epoka lodowcowa) zmiotło tę kulturę z powierzchni ziemi na kilkaset lat. Dzisiejsze ocieplenie po prostu oddaje Szczecinowi to, co zabrała historia.

    Co region dodaje od siebie? Baltic Terroir

    Zachodniopomorskie wino ma jedną, ogromną przewagę nad resztą Polski – bliskość morza i ogromnych zbiorników wodnych. Woda działa jak gigantyczny termostat. Jesienią oddaje ciepło, chroniąc winogrona przed wczesnymi mrozami i pozwalając im spokojnie dojrzewać na krzakach aż do października. To przekłada się na niezwykle elegancki profil smakowy. Lokalne białe wina wyróżniają się mineralnością i rześkością, której brakuje trunkom z przegrzanego południa Europy.

    Enoturystyka i nowa wizytówka regionu

    Festiwal Wina Pomorza Zachodniego to jasny dowód na to, że polskie winiarstwo wyszło z fazy ciekawostki dla hobbystów i stało się pełnoprawną gałęzią lokalnej gospodarki. Zmiany klimatyczne zmuszają nas do redefinicji tego, co lokalne. I choć globalne ocieplenie niesie za sobą mnóstwo zagrożeń, to akurat w kieliszku szczecińskiego wina możemy dostrzec jego najbardziej rześkie i zaskakujące oblicze.

    Nie tylko zresztą rodzimi konsumenci to doceniają. Niemieckie media nie mogą się nachwalić polskich win. Niesamowite – "Die Welt" pisze wprost, że trunki z polskich winnic przeszły drogę "od zera do żywej, barwnej rzeczywistości".

    Zachodniopomorskie wino to świetny produkt turystyczny. Region idealnie wykorzystuje modę na enoturystykę (turystykę winiarską), łącząc zwiedzanie winnic z wyjazdami nad morze. To biznes, który za 5-10 lat może stać się jedną z głównych wizytówek Pomorza Zachodniego. Warto śledzić, które konkretnie marki wybić się mogą najwyżej – w końcu polskie winnice są coraz mocniejsze. To dziś temat, który zaczyna interesować nie tylko koneserów, ale i zwykłych konsumentów szukających alternatywy dla francuskiego i włoskiego importu.

    Źródło: Radio Szczecin