
Kiedy 1 lipca wygasł rządowy program "Ceny Paliwa Niżej" (CPN), na stacjach benzynowych przeżyliśmy potężny szok, ceny skoczyły o blisko złotówkę. Niespełna miesiąc później premier Donald Tusk rzuca kierowcom koło ratunkowe na powroty z wakacji. Sprawdzamy, czy i ile naprawdę zaoszczędzimy przy dystrybutorze, ile kosztować będzie "mini-CPN" i jak ministerstwo chce obejść weto prezydenta.
Dla milionów polskich kierowców 1 lipca 2026 roku był jednym z najbardziej bolesnych dni tego lata. Wraz z wygaśnięciem rządowego pakietu osłonowego "Ceny Paliwa Niżej" (CPN), na stacjach w całym kraju doszło do zjawiska, które na łamach INNPoland.pl nazwaliśmy "paliwowym nokautem". Opisywaliśmy dokładnie, jak ceny paliw skoczyły z 5,84 na 6,50 zł w kilka sekund, gdy o północy skończyły się tanie wakacje kierowców – VAT powrócił z preferencyjnej stawki 8 proc. do pełnych 23 proc.
Zapowiedź premiera jest lekko niejasna
Niespełna cztery tygodnie później premier Donald Tusk oraz przedstawiciele Ministerstwa Energii wlali benzynę nadziei w serca zrezygnowanych kierowców. Podczas poniedziałkowego wystąpienia szef rządu zapowiedział, że jeśli sytuacja na rynkach międzynarodowych znowu zacznie rozhuśtywać cenniki, rząd wprowadzi obniżkę podatku VAT na ostatnie dwa tygodnie wakacji.
Wiceminister energii Konrad Wojnarowski ujął to bez ogródek: ma to być "namiastka pakietu CPN", która ma ochronić portfele Polaków w momencie największego zagęszczenia ruchu na drogach, czyli podczas masowych powrotów z urlopów. Rozłóżmy tę zapowiedź na czynniki pierwsze. Co dokładnie obiecał premier, ile realnie zostanie w naszych kieszeniach i kogo zaboli rachunek za ten wakacyjny manewr?
Co rzeczywiście obiecał premier?
Wbrew huraoptymistycznym nagłówkom, deklaracja rządu nie jest bezwarunkowym prezentem. Analizując słowa Donalda Tuska oraz wiceministrów energii Konrada Wojnarowskiego i Wojciecha Wrochny, wyłaniają się trzy kluczowe warunki.
Po pierwsze, obniżka jest warunkowa – rząd nie obiecuje cięcia VAT-u "w ciemno". Mechanizm zostanie uruchomiony tylko wtedy, gdy analitycy dostrzegą ryzyko ponownego, gwałtownego wzrostu cen hurtowych ropy spowodowanego sytuacją geopolityczną. Po drugie, horyzont czasowy to tylko 14 dni – w przeciwieństwie do wiosennego pakietu CPN (który działał przez kilka miesięcy), nowa osłona ma objąć wyłącznie ostatnie dwa tygodnie sierpnia. Po trzecie, to odpowiedź na weto prezydenta.
Cała operacja odbywa się bowiem w cieniu potężnego sporu politycznego. W miniony piątek prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków spółek paliwowych (tzw. windfall tax). Przypomnijmy, że gdy Sejm przyjął nowy podatek dla Orlenu i spółki, wyjaśnialiśmy, czy kierowcy zapłacą za decyzję rządu – danina miała wyciągnąć z koncernów paliwowych ok. 4 mld zł i sfinansować dalsze tarcze. Skoro prezydent zablokował te wpływy, rząd szuka "działań zastępczych".
Zobacz także
Kalkulator w dłoń. Ile naprawdę zyska kierowca?
Żeby sprawdzić, ile realnie zaoszczędzimy przy dystrybutorze, wystarczy cofnąć się do wyliczeń, które robiliśmy na INNPoland.pl przy okazji startu pierwszego programu CPN w marcu. Obecnie litr popularnej benzyny 95 czy diesla kosztuje na stacjach średnio ok. 7,30–7,40 zł brutto przy pełnej, 23-procentowej stawce VAT.
Gdyby rząd – zgodnie z zapowiedziami – obniżył na dwa tygodnie VAT z 23 proc. do 8 proc. (czyli o 15 punktów procentowych), średnia cena na pylonie zjechałaby o około –85-95 groszy na litrze. Właściciel typowego auta osobowego z bakami o pojemności 50 litrów zaoszczędziłby na jednym pełnym tankowaniu około 43–48 złotych. A jeśli w trakcie sierpniowych powrotów przejedziemy dłuższą trasę przez Polskę i zatankujemy dwukrotnie, w portfelu zostanie nam ok. 90–95 zł.
Czy to dużo? Dla pojedynczej rodziny to równowartość kilku obiadów na trasie lub darmowego przejazdu płatną autostradą. Z punktu widzenia psychologicznego – powrót cen w okolice 6,50 zł za litr byłby potężnym zastrzykiem dobrego humoru. Warto jednak pamiętać, że to i tak mniej hojna wersja wiosennej tarczy, gdy – jak przypominał naTemat – dzięki CPN kierowcy oszczędzali nawet po 60 zł na baku.
Jaki będzie koszt dla budżetu państwa?
I tu dochodzimy do miejsca, w którym kończą się uśmiechy, a zaczyna twarda księgowość. Końcówka sierpnia to moment rocznego szczytu zużycia paliw w Polsce – miliony aut wracają z Mazur, Bałtyku i gór, a branża transportowa pracuje na pełnych obrotach.
Obniżenie podatku VAT o 15 punktów procentowych na 14 dni największego ruchu w roku oznacza dla Ministerstwa Finansów wyparowanie z budżetu kwoty szacowanej na od 450 do 600 milionów złotych niepobranego podatku. Co najciekawsze, rząd musi wziąć ten ubytek "na klatę" bez planowanego wcześniej finansowania ze strony spółek paliwowych.
Zablokowany przez prezydenta windfall tax miał przynieść budżetowi około 4 miliardy złotych. Nic dziwnego, że rynek nerwowo reaguje na te przepychanki – opisywaliśmy, jak kurs akcji Orlenu spadał, gdy inwestorzy zaczęli bać się nowego podatku, obniżonego zresztą w trakcie prac z 75 do 60 proc.
Dlatego wiceminister Wojciech Wrochna zapowiedział już ruch posiłkowy: skoro nie udało się z jednorazowym podatkiem od nadzwyczajnych zysków, rząd przygotowuje stały, systemowy podatek dla branży rafineryjnej i gazowej, wzorowany na podatku bankowym, który miałby wejść w życie od stycznia 2027 roku.
Czy stacje benzynowe nie zepsują tego planu?
Jest jeszcze jedno ryzyko, przed którym ostrzegają eksperci rynkowi. Przerabialiśmy to dokładnie 1 lipca: gdy tylko rząd luzuje lub zmienia zasady, stacje benzynowe próbują odbijać sobie straty marżowe. Tłumaczyliśmy zresztą, że to nie pazerność pompiarzy sprawiła, że paliwo podrożało o blisko złotówkę – ale koniec sztywnych cen maksymalnych błyskawicznie rozwarstwił rynek.
Jeżeli rząd obniży VAT na dwa tygodnie, kluczowe będzie to, czy koncerny paliwowe nie podniosą w tym samym momencie swoich marż hurtowych lub detalicznych, "zjadając" połowę obiecanej przez Tuska obniżki. Aby "mini-CPN" zadziałał tak jak wiosną, premier musiałby ponownie postraszyć rynek sztywnymi limitami cen maksymalnych lub kontrolami Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) oraz Krajowej Administracji Skarbowej.
Czy "paliwowy prezent" na koniec wakacji faktycznie trafi do naszych baków? Wszystko zależy od tego, jak w najbliższych dniach zachowa się rynek ropy. Pistolet z tanią benzyną jest już jednak przeładowany i czeka na decyzję ministra finansów.






