Stacja paliwowa Orlen z dużym logo przy jezdni.
60 proc. od manny z nieba. Sejm przegłosował windfall tax, który uderzy w Orlen. mat. pras.

Rynek paliwowy właśnie otrzymał potężny cios od rządu. Sejm przyjął ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków, która ma wyciągnąć z kieszeni naftowych gigantów 4 miliardy złotych. Kto straci najwięcej i czy na stacjach zapłacą za to kierowcy?

REKLAMA

W piątkowy poranek Sejm podjął decyzję, która zdeterminuje krajobraz finansowy polskiego sektora energetycznego na najbliższe lata. Większością 231 głosów uchwalono rządowy projekt ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków ze zbycia paliw ciekłych. Ustawa, która teraz trafia do Senatu, to bezpośrednia reakcja państwa na geopolityczne turbulencje i "nadprogramowe" miliardy na kontach spółek paliwowych.

Oto szczegóły nowego mechanizmu, który ma przynieść budżetowi 4 miliardy złotych.

Na czym polega nowa ustawa o podatku od nadzwyczajnych zysków

Nowa regulacja wprowadza czasowy podatek od tzw. zysków nadzwyczajnych (ang. windfall tax). Obejmie on okres od marca do grudnia 2026 roku (z wejściem w życie od 1 sierpnia). Pomysł nie pojawił się znikąd – już wcześniej, gdy publikowano ceny maksymalne paliw i prognozy dotyczące programu CPN, minister energii sygnalizował możliwość sięgnięcia po daninę od nadzwyczajnych zysków koncernów.

Algorytm fiskusa jest prosty, choć bolesny dla przedsiębiorców.

  1. Urzędnicy wezmą pod lupę średnią marżę sprzedaży paliw danej firmy z 2025 roku.
  2. Powiększą ją o 20 proc. (margines na naturalny rozwój i wahania rynkowe) – to tzw. marża referencyjna.
  3. Wszystko, co firma zarobiła powyżej tego progu w 2026 roku, zostanie opodatkowane stawką aż 60 proc.

Danina obejmie około 20–30 największych podmiotów w kraju – głównie producentów oraz importerów posiadających koncesję na obrót paliwami z zagranicą. Co ciekawe, z wyliczeń Ministerstwa Finansów wynika, że około 60 proc. całej podstawy opodatkowania przypadnie na jednego gracza: Orlen.

Nowy podatek dla koncernów paliwowych. Dlaczego ta ustawa to absolutna nowość

Choć pojęcie windfall tax przewijało się w Europie w trakcie wojennego kryzysu energetycznego po 2022 roku (w Polsce objęło m.in. sektor węglowy stawką 33 proc.), obecna ustawa to fiskalny ewenement z trzech powodów.

Pierwszy to działanie wstecz. Ustawa wchodzi w życie w sierpniu 2026 roku, ale podstawą opodatkowania stają się zyski generowane już od marca 2026 roku (czyli od momentu ataku USA na Iran). Branża (z Polską Organizacją Przemysłu i Handlu Naftowego na czele) alarmuje, że to jawne złamanie konstytucyjnej zasady nieretroaktywności prawa (prawo nie powinno działać wstecz).

Drugi to drakońska stawka: poziom 60 proc. był dotychczas w polskim systemie podatkowym kojarzony raczej z karami za nieujawnione źródła przychodów niż ze standardową daniną biznesową. Rząd pierwotnie planował nawet 75 proc., ale stanęło na "łagodniejszym" wariancie.

Trzeci to celowany charakter: ustawa wycina segment małych firm (wyłączono m.in. oleje opałowe, procesy mieszania i mały detal), uderzając bezpośrednio w wąską grupę paliwowych krezusów.

Jaki jest cel wprowadzenia ustawy z windfall tax?

Oficjalny powód to zewnętrzny szok podażowy. Konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie oraz blokada Cieśniny Ormuz wywołały skokowy wzrost cen ropy naftowej na świecie. Już wcześniej na rynku paliw zapanował chaos (po ataku na Iran), Orlenu próbował uspokajać nastroje.

Polskie rafinerie zaczęły notować gigantyczne marże, które – jak argumentuje Ministerstwo Finansów – nie wynikały z poprawy ich efektywności czy nowych inwestycji, a po prostu z chaosu na rynku. Dla odmiany, gdy napięcie opada, Orlen i jego inwestorowie tracą przez spokój na Bliskim Wschodzie, bo tańsza ropa oznacza mniejsze wpływy koncernu.

Drugi, bardziej pragmatyczny cel to załatanie dziury po tarczach osłonowych. Rząd uruchomił wcześniej pakiet "Ceny Paliwa Niżej" (CPN), obniżając VAT na paliwa do 8 proc. oraz ścinając akcyzę do unijnego minimum. Pamiętamy, że operacja CPN przeszła błyskawicznie, a Sejm za obniżeniem akcyzy głosował niemal jednomyślnie. Kosztowało to budżet 4,8 miliarda złotych w zaledwie trzy miesiące.

Windfall tax ma te pieniądze (w kwocie 4 mld zł) po prostu odzyskać i sfinansować dalszą obronę portfeli konsumentów. Jak tłumaczono, kierowcy mogą niedługo zapłacić znacznie mniej – sam podatek od nadmiarowych zysków miał być przy tym narzędziem bardziej redystrybucyjnym niż cenowym.

60 proc. windfall tax. Bilans zysków i strat na nowym podatku

Jak każda głęboka ingerencja w wolny rynek, tak i ta ustawa niesie ze sobą pakiet korzyści oraz potężnych ryzyk.

Co zyskujemy

  • Miliardy z podatku bezpośrednio sfinansują niższe ceny na stacjach dla obywateli i mniejszych firm.
  • Państwo łata 4-miliardową dziurę bez konieczności nowelizacji budżetu i zwiększania długu.
  • Następuje też likwidacja tzw. "renty wojennej" – gigantyczne marże koncernów wynikające z kryzysu politycznego wracają do społeczeństwa.
  • Co ryzykujemy

  • Sektor paliwowy (w tym Orlen) straci kapitał na transformację energetyczną i zielone projekty.
  • Realne jest ryzyko wojny prawnej i uchylenia ustawy przez Trybunał Konstytucyjny z racji naliczania podatku wstecz, co mogłoby rodzić konieczność zwrotu środków z odsetkami.
  • Do tego importerzy paliw mogą uznać polski rynek za nieopłacalny, co grozi przejściowymi niedoborami diesla czy benzyny.
  • Ustawa paliwowa to przede wszystkim sygnał dla biznesu: w czasach kryzysu rynkowego państwo nie waha się używać narzędzi ostatecznych. Dla konsumentów to dobra wiadomość przed wakacyjnymi wyjazdami, jednak długofalowy koszt w postaci osłabienia pozycji inwestycyjnej polskich spółek paliwowych przyjdzie nam dopiero podsumować. Sprzątanie po blokadzie Cieśniny Ormuz właśnie oficjalnie przerzucono na barki korporacji.