zdziwieni ludzie na tle osoby tankującej auto
Z 5,84 na 6,50 zł w kilka sekund. O północy skończyły się tanie wakacje polskich kierowców Fot. Engin Akyurt / Pixabay / Vitaly Gariev / Unsplash / Montaż: InnPoland.pl

Miał być kontrolowany powrót do rynkowej rzeczywistości i podwyżki rzędu 30-40 groszy na litrze. Stało się zupełnie inaczej. 1 lipca 2026 roku przywitał polskich kierowców potężnym nokautem na stacjach benzynowych. Wygaśnięcie rządowego pakietu "Ceny Paliwa Niżej" (CPN) wywołało na pylonach prawdziwe trzęsienie ziemi. Wiele stacji w całym kraju zmieniło cenniki nie o zapowiadane grosze, ale o blisko złotówkę.

REKLAMA

Tysiące kierowców, przejeżdżając dziś obok stacji benzynowej, wypowiedziało z pewnością popularny zwrot zakończony dźwięcznym "mać". Nie ma się co dziwić, bo ceny na pylonach poszły w górę w sposób kompletnie abstrakcyjny. Eksperci mówili o podwyżce rzędu 40 groszy, ale wygłodniali właściciele stacji uznali, że to za mało. Część z nich podniosła ceny o złotówkę.

Sceny jak z filmu: "Właśnie stoimy sobie przy pylonie"

Dla pracowników stacji paliw noc z poniedziałku na wtorek była jedną z najbardziej pracowitych w roku. Symbolem tego paliwowego przełomu stała się relacja pracownicy jednej ze stacji w Bełchatowie na antenie radia Eska, która na żywo opisywała mechaniczne wklepywanie nowych stawek do systemu: "Cena oleju napędowego była 5,84 zł za litr i teraz muszę zmienić na 6,50 zł. Poszło. I teraz zmieniamy cenę benzyny 95 z ceny 5,59 zł/l na 6,41 zł/l".

Z kolei w Warszawie dziennikarz Jakub Wiech uwiecznił na zdjęciu "midnight shock", który idealnie pokazuje, że stacje benzynowe natychmiast, bez minuty opóźnienia, rzuciły się do odrabiania marżowych strat po uwolnieniu cen. Oto jak wyglądało brutalne zderzenie z rzeczywistością na jednej ze stołecznych stacji:

  • Benzyna 95: skok z 5,99 zł na 6,82 zł (wzrost o 83 grosze)
  • Benzyna 98: skok z 6,68 zł na 7,61 zł (wzrost o 93 grosze)
  • Olej napędowy (diesel): skok z 6,16 zł na 6,99 zł (wzrost o 83 grosze)
  • Był to więc scenariusz, przed którym ostrzegaliśmy – gdy rząd wygaszał program CPN, zostawiając sobie asa w rękawie, część branży już zapowiadała ostre nadrabianie strat.

    Dlaczego ceny wystrzeliły mocniej niż zapowiadali eksperci?

    Teoretycznie sama podwyżka podatku VAT z preferencyjnych 8 proc. do standardowych 23 proc. powinna podbić ceny na pylonach o około 40–50 groszy na litrze. Dlaczego więc w praktyce na wielu stacjach kierowcy zobaczyli podwyżki sięgające nawet 80–90 groszy?

    Odpowiedź kryje się w uwolnieniu marż handlowych. Przez ostatnie trzy miesiące obowiązywania rządowej tarczy stacje benzynowe musiały operować pod dyktando cen maksymalnych narzucanych administracyjnie przez urzędników. Gdy tylko ten kaganiec spadł, właściciele stacji dostosowali ceny nie tylko do wyższego VAT-u, ale też do swoich własnych, komercyjnych potrzeb.

    Ten sam mechanizm opisywał kiedyś ekspert wyjaśniający "cud na Orlenie" – tyle że wówczas koncern ciął marże, by zamortyzować powrót pełnego VAT, a teraz robi coś dokładnie odwrotnego.

    Sytuacji nie ratują też ceny hurtowe – analitycy biura Reflex jasno wskazują, że w rafineriach nie widać przestrzeni do gwałtownych obniżek, które mogłyby zamortyzować powrót pełnego podatku. Warto też pamiętać, że kierowcy nie są jedyni na celowniku – pojawił się już nowy podatek dla Orlenu i spółki, windfall tax ma odzyskać z kont koncernów paliwowych około 4 mld zł.

    Koniec ery "równych cen". Wraca paliwowy Dziki Zachód

    Oprócz samych podwyżek, likwidacja pakietu CPN przywraca zjawisko, o którym zdążyliśmy już zapomnieć: gigantyczne zróżnicowanie cenowe pomiędzy stacjami w tym samym mieście lub regionie.

    Pod osłoną tarczy ceny na autostradach i w małych miasteczkach były do siebie bardzo zbliżone, bo nikt nie mógł przekroczyć wyznaczonego przez państwo pułapu. Od dziś ta zasada przestaje istnieć. Eksperci rynkowi ostrzegają, że w ciągu najbliższych kilku dni różnice między stacjami premium a punktami przymarketowymi znów będą drastyczne. Tankowanie na trasach szybkiego ruchu w drodze na urlop ponownie stanie się luksusem. Zresztą tańsze paliwa na stacjach miały zostać z nami na dłużej, a rząd podawał kolejne terminy – właśnie ta era administracyjnie wyrównanych cen dobiegła teraz końca.

    Tymczasowa tarcza i droższe wakacje

    Rząd od początku zapowiadał, że tarcza wprowadzona w marcu miała charakter wyłącznie tymczasowy. Sytuacja na Bliskim Wschodzie się ustabilizowała, a cena światowej ropy spadła ze 115 do około 70 dolarów za baryłkę. Warto pamiętać, że sam mechanizm miał swoją cenę – program CPN dzielił ekonomistów, bo tańsza benzyna miała cenę, której nie było widać na stacji, a jego utrzymanie kosztowało budżet około 1,6 mld zł miesięcznie.

    Dla budżetu państwa powrót do normalnych stawek podatkowych to wyczekiwana ulga, ale dla milionów Polaków ruszających właśnie na wakacje to jednoznaczny sygnał: letnie podróże będą znacznie droższe, niż planowali.