
Tańsza benzyna ma swoją cenę. Program CPN obniża rachunki kierowców i hamuje inflację, ale według ekonomistów miesięcznie pochłania 1,6 mld zł z budżetu państwa. Większość ekspertów uważa, że rządowe dopłaty do benzyny i diesla powinny zostać wygaszone.
Program uruchomiono 31 marca 2026 roku jako odpowiedź rządu na gwałtowny wzrost cen ropy związany z wojną na Bliskim Wschodzie. W jego ramach obniżono akcyzę na paliwa o 28–29 groszy na litrze, zmniejszono VAT z 23 proc. do 8 proc. oraz wprowadzono maksymalne ceny paliw, które są codziennie aktualizowane przez Ministerstwo Energii.
Pakiet CPN pod ostrzałem. Dlaczego ekonomiści krytykują rządowy program?
Według rządu bez programu CPN kierowcy płaciliby za paliwo znacznie więcej. Benzyna 95 byłaby droższa o około 1 zł za litr, a diesel nawet o 1,20 zł. Program pomógł też ograniczyć wzrost inflacji. W kwietniu wyniosła ona 3,2 proc., ale bez dopłat mogłaby przekroczyć 3,5 proc.
Korzyści dla kierowców mają jednak swoją cenę. Szacuje się, że utrzymanie programu kosztuje budżet państwa około 1,6 mld zł miesięcznie. To właśnie ten argument najczęściej pojawia się wśród przeciwników dalszego funkcjonowania pakietu.
W panelu ekonomistów przeprowadzonym przez "Rzeczpospolitą" większość uczestników opowiedziała się przeciwko przedłużaniu programu. W gronie 18 ekspertów, 11 z nich stwierdziło, że CPN jest za drogi oraz źle skonstruowany.
Zdaniem krytyków program nie zachęca do ograniczania zużycia paliwa, a wsparcie trafia również do osób, które nie potrzebują pomocy państwa.
Zobacz także
Czy program CPN zostanie zlikwidowany? Eksperci podzieleni
Prof. Michał Brzeziński podkreśla, że obecny system powinien zostać stopniowo wygaszony. Uważa on, że lepszym rozwiązaniem byłyby bardziej precyzyjne formy pomocy, skierowane bezpośrednio do uboższych gospodarstw domowych lub mniejszych firm transportowych.
Innego zdania jest dr Michał Możdżeń, który uważa, że utrzymanie programu nadal ma sens. Jak wskazuje, wzrost cen paliw najmocniej odczuwają osoby o niższych dochodach oraz klasa średnia, podczas gdy najbogatsi są znacznie mniej wrażliwi na podwyżki cen.
Minister energii Miłosz Motyka zapowiedział, że rząd nie planuje na razie rezygnacji z programu. Tańsze paliwa na stacjach zostają z nami na dłużej, przynajmniej do końca maja.
Pakiet ma obowiązywać do momentu, gdy ceny ropy spadną do poziomu około 75–80 dolarów za baryłkę. Obecnie ropa Brent kosztuje ponad 103 dolary, a amerykańska WTI około 97 dolarów za baryłkę.
Przypomnijmy, że w piątek 22 maja zmieniły się ceny paliw na stacjach. Zgodnie z opublikowanym komunikatem resortu energii, kierowcy tego dnia zapłacą maksymalnie:
