mężczyzna z pistoletem do tankowania auta
To nie pazerność pompiarzy. Wwyjaśniamy, dlaczego paliwo podrożało o blisko złotówkę Fot. Marek Studzinski / Unsplash / Montaż: InnPoland.pl

Miało być kilkadziesiąt groszy podwyżki, skończyło się na brutalnym skoku cen na pylonach. Zamiast winić właścicieli stacji za nagłą drożyznę, warto spojrzeć w faktury hurtowe. Rozbijamy nowe stawki podatku VAT na czynniki pierwsze i sprawdzamy, dlaczego 1 lipca przyniósł polskim kierowcom tak bolesne przebudzenie.

REKLAMA

1 lipca przywitał polskich kierowców wyjątkowo lodowatym prysznicem. Pierwszy dzień po wygaśnięciu rządowego pakietu "Ceny Paliwa Niżej" (CPN) przyniósł na pylonach gwałtowne podwyżki, które zweryfikowały optymistyczne zapowiedzi polityków. Jeszcze wczoraj z ust ministra energii Miłosza Motyki słyszeliśmy zapewnienia, że uwolnienie cen i powrót wyższych stawek podatkowych podbije ceny na stacjach o skromne 40–50 groszy. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej brutalna.

Dlaczego na pylonach zobaczyliśmy nagle skoki rzędu 80–90 groszy, a nawet złotówki? O chłodną i pozbawioną emocji analizę sytuacji poprosiliśmy Grzegorza Maziaka, eksperta z firmy e-petrol analizującej rynek paliw. Był to zresztą scenariusz, który dało się przewidzieć – gdy rząd wygaszał program CPN, już wtedy wiadomo było, że powrót pełnego VAT-u odbije się na pylonach.

Matematyka kontra obietnice: gdzie pomylił się minister?

Jak zauważa Grzegorz Maziak, obecna sytuacja nie jest wynikiem zmowy czy złej woli właścicieli stacji benzynowych. To czysta matematyka. Sprawdziliśmy: Minister Motyka w swoich wypowiedziach zwyczajnie się zapędził, zapominając o podstawach ekonomii i strukturze podatkowej paliw.

Aby to zrozumieć, wystarczy rzucić okiem na twarde, hurtowe ceny, po jakich PKN Orlen sprzedaje obecnie paliwa bazowe, i zestawić je z powracającym, 23-procentowym podatkiem VAT.

Dziś Orlen w hurcie sprzedaje:

  • Eurosuper 95 po 5,327 zł,
  • Super Plus 98 po 6,006 zł,
  • Ekodiesel po 5,495 zł.
  • Jeśli dodamy do tego istniejące do wczoraj 8 proc. VAT-u, otrzymamy odpowiednio 5,75 zł, 6,49 zł i 5,93 zł za litr.

    Ale jeśli doliczymy 23 proc. VAT-u, ceny wyniosą już 6,55 zł, 7,40 zł i 6,76 zł.

    Wychodzi więc odpowiednio o 80 groszy, 91 groszy i 83 grosze więcej na litrze. I to nie biorąc pod uwagę ani grosza zarobku samej stacji paliw! Reasumując: fakt, że paliwa podrożały o 80–90 groszy czy złotówkę, nie jest żadnym zaskoczeniem. Tak naprawdę wszystko wynika ze zbyt dużej wiary w zapewnienia ministra Motyki.

    Ba, widać też, że wielu operatorów stacji wręcz ograniczyło swoje marże do minimum, byle nie odstraszyć klientów w pierwszy dzień wakacji.

    Powrót wielkich rozwarstwień i wakacyjne promocje

    Koniec pakietu CPN oznacza również koniec ery "jednolitych cen" w całym kraju. Analitycy prognozują, że rynek paliw błyskawicznie wróci do tradycyjnego rozwarstwienia. Stacje ponownie podzielą się na wyraźnie tanie i drogie.

    Tradycyjnie najniższych cen należy szukać na stacjach automatycznych oraz tych zlokalizowanych przy dużych supermarketach. Drożyzna uderzy z kolei na stacjach przy autostradach, drogach ekspresowych oraz w rejonach turystycznych, gdzie operatorzy nie czują na plecach oddechu konkurencji.

    Aplikacja w dłoń, czyli walka o klienta

    Na szczęście sieci paliwowe nie zamierzają patrzeć bezczynnie na odpływ klientów i dokładnie 1 lipca wytoczyły najcięższe działa w postaci wakacyjnych promocji. Liderzy rynku, tacy jak Orlen, bp, Shell czy Circle K, uruchomili coroczne akcje rabatowe, które mają osłodzić kierowcom pożegnanie z rządową tarczą. Wiedzieliśmy już wcześniej, że promocja na paliwo w Circle K została przedłużona, a kierowcy wycisną te wakacje do ostatniego grosza dzięki cotygodniowym kuponom w aplikacji.

    Większość sieci oferuje zniżki sięgające od 35 do 40 groszy na litrze paliwa. Warunek jest jeden: trzeba posiadać aplikację lojalnościową danej sieci lub aktywować specjalne kupony promocyjne. Na stacjach Orlenu w trakcie trwania całej letniej akcji kierowcy mogą zaoszczędzić łącznie nawet do 200 złotych.

    Aby polować na najtańsze stacje, warto zawczasu sprawdzić 5 aplikacji, które ci w tym pomogą. Dodatkowe rabaty można też często "odblokować" po zrobieniu zakupów w sklepie stacyjnym lub strefie gastronomicznej, a promocje będą obowiązywały przez całe wakacje.

    Globalny rynek ropy: odwilż w Zatoce Perskiej

    Jeżeli szukać jakichkolwiek optymistycznych sygnałów na przyszłość, to płyną one wyłącznie z giełd światowych. Wstępne porozumienie dyplomatyczne w sprawie zakończenia konfliktu na Bliskim Wschodzie przyniosło natychmiastową ulgę rynkom naftowym. Najważniejsza informacja to odblokowanie bezpiecznych dostaw surowca przez strategiczną cieśninę Ormuz. Jak opisywaliśmy, porozumienie USA–Iran i spadek cen ropy sprawiły, że na Bliskim Wschodzie pękła bańka strachu.

    Efekt? Ceny ropy naftowej zaliczyły spektakularny zjazd. Jeszcze pod koniec ubiegłego tygodnia baryłka ropy typu Brent wyceniana była na ponad 80 dolarów, a w trakcie ostatnich sesji jej cena tąpnęła do poziomu 72,06 dolarów za baryłkę. Tak niskich poziomów notowań czarnego złota nie widzieliśmy od przełomowego amerykańsko-izraelskiego uderzenia na Iran z końca lutego tego roku.

    Co prawda tuż przed końcem dnia na giełdzie w Londynie doszło do lekkiego, nerwowego odbicia po doniesieniach o "nieznanym pocisku", który miał trafić w statek handlowy w pobliżu Omanu, jednak incydent ten nie sparaliżował ruchu tankowców. Warto zresztą pamiętać, ile kosztowała wojna w Iranierachunek liczony jest w setkach miliardów dolarów.

    Z rejonu Zatoki Perskiej wypływają obecnie miliony baryłek ropy. Na rynku pojawiają się wręcz uzasadnione obawy o chwilową nadpodaż surowca – tym bardziej że mimo niskich cen nie widać gwałtownego wzrostu popytu i zakupów ze strony gospodarki chińskiej. Przed weekendem notowania na londyńskiej giełdzie konsekwentnie kierują się w stronę minimów, oscylując poniżej 73 dolarów.

    Trzeba jednak pamiętać o jednym: obecny boom podażowy to w dużej mierze efekt uwolnienia ropy z tankowców, które przez ostatnie miesiące stały uwięzione w Zatoce Perskiej z powodów militarnych. W nieco dłuższej perspektywie o tym, czy paliwa w Polsce zaczną powoli tanieć, zdecyduje to, jak szybko lokalne terminale odbudują zerwane łańcuchy dostaw i wznowią regularny, bezpieczny załadunek nowych statków.