Grafika przedstawiająca gadanie prowadzące w dół i działanie w górę, na tle polskiej flagi.
Dzieje się. W Polsce wyrasta nowa partia, ale przede wszystkim nadal potrzebujemy ludzi czynu. Fot. Roman Samobrskyi/Shutterstock/kompozycja SLL

Czy jesteśmy w końcu świadkami początku końca POPiS-u? Na to liczę, chociaż nie od dzisiaj mam przecież łatkę naiwnego optymisty. Ten okres musi jednak w końcu kiedyś nadejść, ponieważ szansa na odkrycie leku na nieśmiertelność przed emeryturą dwóch weteranów naszej polityki jest raczej niska. Co więc nas czeka? Albo co chciałbym, aby nas czekało? No cóż, jako człowiek utożsamiający się z tzw. “środowiskiem prorozwojowym” czy “partią CPK”, chętnie podzielę się swoimi przemyśleniami.

REKLAMA

Czego jestem pewny? Że zmiany nadchodzą. Nie da się dłużej ciągnąć tego stęchłego sporu, który wydaje się dzisiaj kłótnią dla samej kłótni, a nie dla uzyskania optymalnego rozwiązania jakiegokolwiek problemu. 

Koniec gaduł, czas na ludzi czynu

Musieliśmy wszyscy dostać dawkę przypominającą z rządów Tuska. Rządów bez wizji ("jak ktoś ma wizję, to niech idzie do lekarza"), toczącego się od afery do afery, czy to zawinionej, czy nie. Jeśli nie, to nawet lepiej, bo można na parę godzin ubrać wdzianko prawdziwego szeryfa i groźnie powypowiadać się na konferencjach.

Oczywiście, po tygodniu nikt nie będzie o tym pamiętał, tak jak nie pamięta o "repolonizacji", "doktrynie piastowskiej" czy innym "roku przełomu".

Wierzę jednak, że uodporni nas znowu przynajmniej na parę lat na rządy bezideowych populistów i znajdzie się w Polsce miejsce na partię doersów (ludzi czynu), a nie talkersów (gaduł).

Czego politycy mogą uczyć się z... Cyberpunka

Dzisiejsze czasy, ile by niektórzy nie zaprzeczali, to epoka absolutnego przeformatowania ludzkości. Sztuczna inteligencja, robotyzacja, autonomizacja, wszystko to zmieni ludzkość w niemożliwy do przewidzenia sposób.

To właśnie teraz potrzebujemy politycznych odpowiedników "fixerów", załatwiaczy rodem z gier RPG jak Cyberpunk czy Shadowrun. Współczesne państwo musi dać politykom narzędzia do działania, bo tylko w ten sposób możemy nadążyć za rzeczywistością.

I takich polityków ma w mojej ocenie Rozwój Plus. Morawiecki, Cieszyński czy Dworczyk to ludzie, którzy za czasów swoich rządów zasłynęli z dowożenia, właśnie z "załatwiania". Co swoją drogą powinno nas zachęcić do odczarowania negatywnych konotacji związanych ze słowem "załatwić".

Już po duopolu?

Mój optymizm jednak przygasł, kiedy przeczytałem wpis Krzysztofa Bosaka, polityka skądinąd przeze mnie cenionego, który jasno pokazał, że niestety i w "młodym" polityku czy we względnie nowych partiach świat nie jest wcale dużo lepszy niż w POPiS-ie.

Cały wpis marszałka Bosaka to była litania krytyki PiS-u i ludzi Morawieckiego za podejmowanie złych decyzji. I to jest niestety objaw tego, że w naszej polityce nadal właściwie nie ma ludzi czynu. Ludzi, którzy rozumieją, że nie ma czegoś takiego jak idealna decyzja.

Czasem jedynym rozwiązaniem jest podjęcie jakiejkolwiek decyzji i każda z nich będzie w mniej lub większy sposób zła. Z perspektywy lat łatwo krytykować sam fakt podejmowania decyzji, samemu nigdy żadnej strategicznej decyzji nie podejmując.

Najgorszy jest bezwład decyzyjny

Politycy muszą mieć naszą zgodę na popełnianie błędów. Nie przestępstw, nie oszustw, ale błędów. Alternatywą jest bezwład decyzyjny, w którym polityk, myśląc politycznie, uzna, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest trwanie i marazm zamiast czynu i działania. Czy to będzie epidemia, wojna czy katastrofa humanitarna, lepiej będzie nie robić nic niż podjąć złą decyzję.

Krótko przed wybuchem wojny na Ukrainie i w czasie jej trwania, całe szczęście byli politycy, którzy po prostu robili. "Załatwiali" w ciągu paru dni transport amunicji, przerzut kontenerów, agregatów czy nawet dostarczali radzieckie MiGi-29 jako części zamienne, aby obejść międzynarodowe protokoły.

Zdecydowanie wolę polityków którzy "dowożą", niż takich, którzy "dowiezienie" obiecują, ale ani nigdy nic faktycznie nie dowieźli, ani nawet zapowiedzi jak dowieźć obietnice nie mają. Wpadł mi w oko wpis jednego z dziennikarzy na X, który napisał, że o ile nasze młode i gniewne Konfederacje pełne są sloganów i wymądrzania się w dziedzinie np. systemu opieki zdrowotnej, tak nie jest w stanie znaleźć w tych partiach chętnego do dyskusji, jak ten system faktycznie naprawić. Ludzie czynu versus gaduły.

Koniec POPiS-u i co dalej?

Tak więc mimo szykującego się upadku duopolu, nie da się nie mieć obaw, że w sumie będzie już tylko gorzej. Szum social mediów jeszcze bardziej utrudni podejmowanie decyzji, a każda, jaka by nie była, będzie masowo kontestowana.

Trudno nauczyć społeczeństwo, że proces podejmowania decyzji jest trudny, zależny od tysięcy czynników, musi mieścić się w ramach rzeczywistości, a jednocześnie starać się chronić interes przynajmniej większości. Nie bez powodu wszelkie sugestie zaangażowania się w politykę powoduje u mnie podwyższone tętno i wyrzut hormonu stresu. Nie cenię zbyt wielu polityków, ale też im nie zazdroszczę. To nie jest łatwa praca.

Być może faktycznie będzie lepiej, jak władzę przejmie to całe AI?