
W 1944 roku Józef Mackiewicz, brat słynnego Stanisława "Cata" Mackiewicza, napisał broszurę pod tytułem "Optymizm nie zastąpi nam Polski". Gorzka publikacja wskazywała, że nadchodzący kres wojny i niemieckiej władzy, prowadzi Polskę w ręce sowieckiego okupanta. Optymizm faktycznie nie zastąpił Polski, zagrabionej na następne dziesięciolecia przez rosyjskich okupantów.
Od jakiegoś czasu, poniekąd zainspirowany, ukułem w swojej publicystyce nową sentencję: "Pesymizm nie zastąpi nam Polski".
Katastrofizm, szczególnie w dobie platform społecznościowych, sprzedaje się doskonale. "Polski już nie ma", "druga Grecja", "Polska wymrze lada moment", albo też "wszyscy umrzemy od globalnego ocieplenia" czy "zabiją nas roboty". Wybór pełny, dla każdej strony sporu politycznego.
Coraz lepszy świat bez nadziei
Nie jest to oczywiście rzecz nowa. Głośno było ostatnio o śmierci Paula Ehrlicha, znanego głównie z katastroficznych prognoz demograficznych, które z jednej strony się nie sprawdziły, a z drugiej doprowadziły do wprowadzenia radykalnych polityk antyrozwojowych. Kryzys przeludnienia miał doprowadzić do katastrofy, śmierci milionów i masowego głodu. Tak pojawiły się środowiska antynatalistyczne, zwolennicy ruchów "de-growth", razem z piętnowaniem wielodzietności i państwową kontrolą populacji.
Pomimo tego, że ludzie w wielu miejscach na świecie żyją na niewyobrażalnym wcześniej poziomie, to, co przyniosła nam kultura masowa i dostęp do globalnej wioski, to masowy pesymizm. Zbudowano nam wizję świata bez nadziei. Katastrofizm to przecież wspaniały towar: zapewnia treści, interakcje, potwierdza ludzkie obawy i lęki. Pesymizm ma jednak fatalne skutki uboczne, dlatego trzeba postawić tamę pustemu nihilizmowi.
Zobacz także
Nasza cywilizacja ma tendencję do funkcjonowania jak wahadło. Trudno sobie wyobrazić, żeby w przypadku globalnego problemu demografii stało się inaczej. Mamy dodatkowo narzędzia, aby ten proces przyspieszyć, albo negatywne skutki złagodzić.
Stan dzisiejszy nie jest stanem trwałym, niezmiennym, który możemy rozciągnąć na dziesiątki lat do przodu. To nic ponad intelektualne lenistwo prostej ekstrapolacji, a statystyka to nie przeznaczenie.
Wyobrażenia a fakty. Świat jest lepszy, niż się wydaje
W 2018 roku ukazała się książka "Factfulness" Hansa Roslinga, profesora zdrowia publicznego, który sam niestety nie dożył jej publikacji. Autor na kilkuset stronach pokazuje jak fałszywą wizję świata posiadamy i jak nieprawdziwe jest postrzeganie rzeczywistości.
Nawet dobrze wykształceni ludzie pytani o sytuację zdrowotną dzieci, niedożywienie, choroby czy poziom życia, często wielokrotnie przeszacowywali skalę nieszczęść. W rzeczywistości ludzie żyją dłużej, jedzą więcej, ich stan zdrowia jest lepszy, a poziom życia regularnie poprawia się.
A skoro zaczęliśmy od cytatu to i dodam kolejny, tym bardziej, że i okazja jest doskonała, bo ukazał się trailer trzeciej części filmu "Diuna". W dziele pojawia się mantra o nazwie "Litania przeciw strachowi" i jeden z jej fragmentów doskonale oddaje to z czym się mierzymy: "Nie wolno się bać, strach zabija duszę. Strach to mała śmierć".
Strach nie prowadzi do rozwoju, nie prowadzi do rozwiązania problemu, a jedynie do poczucia bezradności. A my potrzebujemy optymizmu, wiary w siebie, wiary w Polskę, aby dalej zasypywać dzielący nas od najbogatszych rów. Coraz płytszy, ale nadal istniejący.
Również etap strachu przed AI nie jest niczym dziwnym. Ludzkość przeżywała ten sam strach przy elektryczności, samochodach czy internecie. A jednak przetrwaliśmy i kwitniemy.
Innowacje przenikają z góry na dół
Wiemy z historii technologii, że żadna przełomowa innowacja nie pozostała na długo własnością nielicznych. Zjawisko dyfuzji innowacji oznacza, że na ostatnim etapie następuje jej upowszechnienie. Dżina wypuszczonego z butelki nie da się już z powrotem do niej wsadzić.
To co teraz kosztuje miliardy, niedługo będzie kosztować miliony, a potem tysiące. Tak było z komputerami, telefonami, lotami w kosmos i lekami genetycznymi. W 1981 roku wyniesienie kilograma na orbitę kosztowało 65 tys. dolarów, a obecnie spadliśmy do poziomu poniżej 2 tys. dolarów za kilogram, a za parę lat ma być to nawet 10 dolarów za kilogram. Cena spadnie 4 tysiące razy.
Tak samo będzie i z AI, które już dzisiaj jest poza kontrolą, na dobre i na złe. Istnieją odpowiedniki wielkich sztucznych inteligencji, które uruchomisz na swoim komputerze czy telefonie. Powstają roboty humanoidalne, których elementy będziesz mógł drukować na domowej drukarce 3D czy wyprodukować w prywatnym warsztacie. Postęp jest nieunikniony, a odpowiedzią na niego nie jest wieszczenie końca świata.
Pesymizm nigdy nie jest rozwiązaniem
Wspomniana dyfuzja innowacji to nie tylko proces techniczny, ale przede wszystkim proces psychologiczny. Aby innowacja mogła się rozlać, potrzebuje naczynia, które nie jest dziurawe od defetyzmu, pesymizmu i katastrofizmu. Najgorsze szklane sufity to te, które sami sobie budujemy.
Pesymizm nigdy nie jest rozwiązaniem. To po prostu strategia przetrwania, która ma racjonalizować porażkę: "przecież nie mogło się udać", "mówiłem, że tak będzie". Ot, próba bycia inteligentnym bez wysiłku intelektualnego.
Zawsze zaskakuje mnie to, jak wiele niektórzy poświęcają energii na to, aby przekonywać, że InPost nie jest już polską firmą, że ICEYE to firma fińska, a jak budujemy Borsuki, to że za mało w nich polskich części. Zawsze źle, zawsze mało. Z tym że pesymiści mówią to nie po to, aby zmobilizować do pracy, ale po to aby pognębić, upokorzyć, odebrać nadzieję.
Niestety, jest to naturalne dla ludzkiego umysłu. Ludzki mózg ma zakodowany pesymizm. Negativity bias, czyli tendencja do negatywnego postrzegania rzeczywistości, to cena, którą płacimy za nasz małpi umysł. Strata stu złotych boli bardziej niż znalezienie takiej samej kwoty. Katastrofa zapada w pamięć, kiedy sukces szybko jest bagatelizowany.
Tylko od nas zależy, czy wygramy z własnymi ograniczeniami i słabościami. Nie przyjdzie to z pewnością samo, ani łatwo, ale świadomość gdzie leży pułapka, to już połowa drogi do jej uniknięcia.
Mackiewicz miał rację: optymizm nie zastąpił nam Polski. Pesymizm jednak też jej nie zastąpi. Zastąpi ją praca, wiara we własne możliwości i przede wszystkim trzeźwa ocena rzeczywistości i świata. Naszych słabości, naszej siły i naszych możliwości.
Przetrwaliśmy zabory, przetrwaliśmy okupację, komunizm i nawet transformację. Nie wymrzemy, nie zbankrutujemy, nie zabiją nas roboty. Skończmy z prostymi wymówkami przed tym, żeby zabrać się do poważnej pracy.
