
Słowa premiera Tuska o tym, że dzięki stworzeniu w Warszawie centrum Europejskiej Agencji, Polska zbuduje statek kosmiczny, wywołało liczne drwiny. Za tym podążyły dyskusje o tym, jak z tą polską współpracą z ESA i POLSA w ogóle jest. Najdalej poszedł Przemysław Wipler, który w swoim liberalnym pędzie rzucił, że POLSA należy zlikwidować.
Rozbierzmy sobie całą tą sprawę na części.
Po pierwsze, o co chodzi z tym całym statkiem kosmicznym? Czy Polska buduje statek kosmiczny? Poniekąd. Polska buduje coś, co możemy nazwać satelitą serwisowym lub pojazdem serwisowym i w baaaaardzo szerokim tego słowa znaczeniu – statkiem kosmicznym do serwisowania satelitów. Nie ma to oczywiście nic wspólnego ze znanymi nam z transmisji kosmicznych statkami towarowymi, załogowymi czy wahadłowcami.
Czym jest projekt RAVEN?
Chodzi o projekt RAVEN, przygotowywany przez firmę PIAP i Creotech, we współpracy z ESA. Będzie to pojazd kosmiczny, którego manewrowość ma pozwalać na poprawianie orbity satelitów ich tankowanie czy doraźne naprawianie. Jest to projekt z pewnością ciekawy i należy mu kibicować, ale zdecydowanie nie jest to projekt nawet w zbliżonym stopniu tak trudny i ambitny jak faktyczny statek kosmiczny. Mówimy wszak o ważącym kilkaset kilogramów obiekcie, mającym około metra długości.
Tak więc czytać, kibicować, ale w kosmos tym nie polecimy.
A co z tym całym ESA i nowym centrum w Warszawie? Bez wątpienia duża rzecz, będąca świadectwem rosnącej roli Polski w rozwoju technologii kosmicznych. To się zdecydowanie dzieje i warto to śledzić. Natomiast niezmiennie dyskusje wywołuje polska składka do ESA, co wynika głównie z niewiedzy.
Ile składek Polska zapłaciła do ESA?
Polska uzyskała pełne członkostwo w ESA w 2012 roku, co wiązało się z płatnością składek w cyklach trzyletnich. Był to okres rozruchowy, kiedy polskie firmy jeszcze raczkowały i dopiero uczyły się europejskiej branży kosmicznej. W latach 2012-2022, Polska przekazała do ESA ponad 140 milionów euro.
Zgodnie z zasadami funkcjonowania ESA, praktycznie całość tych środków wracała w ramach kontraktów do polskich firm. Był to oczywiście proces, który trwał latami, ponieważ często kilkunastoosobowe firmy nie były w stanie realizować wielomilionowych kontraktów. Potrzebny był czas na rozwój.
Pierwszy skok na głęboką wodę to rok 2022, kiedy Polska zadeklarowała na trzy lata kwotę około 140 mln euro, która później jeszcze wzrosła. To właśnie ten skok pozwolił Polsce wejść do programów załogowych, co skutkowało lotem polskiego astronauty na stację ISS.
Pod koniec 2025 Polska zadeklarowała kolejny skok, tym razem do około 735 mln euro – ponad 3 mld zł, do rozdysponowania głównie wśród polskich firm przez 3 lata.
Zobacz także
Rozwój branży kosmicznej w Polsce a POLSA
Warto pamiętać, że badania i rozwój w tzw. deep techu, jakim jest branża kosmiczna, to badania trwające latami, tak samo, jak budowa urządzeń czy satelitów. Dzięki tzw. zwrotowi geograficznemu, szczególnie wysokiemu w przypadku programów opcjonalnych, do których zgłosiła się Polska, polską branżę czekają lata dynamicznego rozwoju, który widoczny jest już dzisiaj.
Taka kwota pozwoliła nam wyprzedzić takie kraje jak Holandia, Szwecja, Norwegia czy Austria. Realia ESA są brutalne i większa kwota przekłada się wprost na większe wpływy polityczne i większe kontrakty. Przed nami jest tylko Belgia, Szwajcaria, Wielka Brytania, Hiszpania, Włochy, Francja i Niemcy.
A co z tym Panem Wiplerem i jego sugestią likwidacji POLSA? Do POLSA, jak do wielu agencji rządowych, można mieć oczywiście zarzuty (o wielu pisały media), jest to jednak ośrodek koordynujący polskie programy w ESA czy współpracę z wojskiem w ramach działań tzw. dual-use, ale jest również wsparciem dla mniejszych firm, które bez tego zwyczajnie walki o kontrakty w ESA by nie wygrały.
Tak jak kiedyś zaczynaliśmy naszą przygodę w ESA od dziesiątek małych firm, tak dzisiaj nadal istnieją dziesiątki małych firm, nawet jeśli wyrosły na tej glebie już naprawdę poważni gracze jak Creotech czy SCANWAY. Trudno sobie wyobrazić, aby mocno polityczny byt ESA realizował polskie interesy bez politycznego narzędzia, którym bez wątpienia jest POLSA.
Polska może w kosmos, ale nie od razu
Trudno też czynić zarzut, że nie wszystkie środki ze składki ESA zostały już rozliczone. Niektóre programy mają trwać nawet do 10 lat. Jednym z przykładów jest program firmy Creotech, gdzie firma bierze udział jako jeden z potencjalnych wykonawców misji w głęboki kosmos. Misja ta planowana jest na późne lata 30, czyli za 10-12 lat. To jest właśnie horyzont czasowy w branży kosmicznej.
Kolejnym przykładem niech będzie budowa prawdziwego, załogowego statku kosmicznego. Europejska firma buduje statek Nyx, będący europejskim odpowiednikiem statku Dragon 2. Jak poinformowali, potrzebują oni na to 4 miliardy euro i 8 lat. Start więc nie prędzej niż w 2034, a raczej sporo później.
Branża kosmiczna jest trudna, kosztowna i czasochłonna. I nigdzie na świecie nie powstała bez intensywnego finansowania. Nawet takie firmy jak SpaceX czy Blue Origin, czerpią garściami z rozwiązań udostępnianych im przez NASA w ramach dostępu do badań, wyników prac inżynieryjnych czy eksperymentów.
Nie można też pominąć aspektu militarnego i wzmocnienia polskiego bezpieczeństwa. Od paru lat rośnie skala militaryzacji kosmosu, nawet jeśli jest to przez wzgląd na traktaty międzynarodowe, nadal wzrost ukrywany pod zastosowaniami dual use. Rozpoznanie, łączność czy transmisja danych to obecnie podstawa w działaniu nowoczesnego wojska. Polska już teraz buduje swoją namiastkę wojsk kosmicznych, a niedawno podpisano porozumienie o współpracy z amerykańskimi Space Force.
O ile więc jedną kwestią jest nadzorowanie wydatków i ich optymalizacja, tak, to co Polska robi od paru lat w kosmosie to prawdziwy powód do dumy, a sama branża kosmiczna to prawdopodobnie najszybciej rosnąca branża technologiczna w naszym kraju.
Nie warto tego psuć w imię politycznych wojenek i populistycznych sloganów.






