
Jeszcze 20 lat temu to Słowacja była dla Polski przykładem gospodarczego sukcesu. Dziś sytuacja się odwróciła. Słowacy patrzą na polskie autostrady, rozwój gospodarki, ceny w sklepach i rosnącą popularność Bałtyku. Była ambasador Słowacji w Warszawie Magda Vášáryová mówi o wyraźnej zmianie wizerunku Polski.
Vášáryová pełniła funkcję ambasadora w Polsce w latach 2000-2005. Jej zdaniem w ciągu ostatnich 2-3 lat obraz Polski na Słowacji wyraźnie się poprawił. Jednym z powodów jest rozwój infrastruktury.
Polskie autostrady i fundusze UE. Słowacy zazdroszczą nam infrastrukturalnego skoku
– Jak to możliwe, że Polacy mają taką sieć autostrad, a my wciąż nie mamy autostrady z Bratysławy do Koszyc? – pytają Słowacy, cytowani przez byłą ambasador.
Skala różnicy widoczna jest zwłaszcza w ostatnich latach, gdy Polska domyka kolejne korytarze transportowe. Od czerwca jest Trasa Kaszubska S6 otwarta na całej długości, dzięki czemu przejazd między Gdańskiem a Szczecinem skrócił się nawet o 1,5 godziny.
Mieszkańcy Słowacji porównują też, jak oba kraje wykorzystały pieniądze z Unii Europejskiej. Zdaniem Vášáryovej wielu z nich uważa, że Polska znacznie lepiej przełożyła unijne środki na rozwój. Potwierdzają to zresztą wyliczenia ekonomistów, według których Polska zyskała miliardy dzięki UE – bez członkostwa we Wspólnocie nasze PKB byłoby nawet o 30 proc. niższe.
Tym bardziej że na początku lat 2000. to Słowacja uchodziła za "środkowoeuropejskiego tygrysa".
– Byłam wówczas ambasadorką w Warszawie i pamiętam, jak polscy politycy, przedstawiciele biznesu i ludzie z finansjery pytali mnie, jak wam (Słowakom - PAP)udało się przebić polska ofertę? Mówili, że zrobili wszystko, aby KIA zbudowała fabrykę 100 km od Warszawy. W Polsce pokutowało wówczas przekonanie, że Słowacja to kraj rolniczy zamieszkiwany przez prostych ludzi i górali. To oczywiście stereotyp, bo przemysł ciężki powstał u nas jeszcze w czasach Królestwa Węgierskiego – wspominała.
Zobacz także
Bałtyk zamiast Chorwacji i tanie zakupy. Co przyciąga Słowaków do Polski?
Aktualnie mieszkańcy północnej Słowacji często jeżdżą do Polski na zakupy, bo mogą znaleźć niższe ceny. Trend odwrócił się na tyle wyraźnie, że dziś Słowacy robią zakupy w Nowym Sączu i innych miastach Małopolski, kusieni tańszą żywnością, chemią, alkoholem i paliwem.
Coraz większą popularnością cieszą się też wakacje nad Bałtykiem. Sopot i Gdańsk zaczynają być dla Słowaków alternatywą dla Chorwacji.
– Ludzie, którzy wracają znad Bałtyku są zachwyceni. Mówią: Jak tam pięknie, jakie dobre jedzenie i nie jest tak gorąco jak w Chorwacji – mówiła Vášáryová.
To zjawisko nie ogranicza się do naszych południowych sąsiadów. Branżowe prognozy wskazują, że zagraniczni turyści zaleją Sopot, bo chłodniejszy klimat wybrzeża staje się atutem wobec upałów na południu Europy. Paradoks polega na tym, że dla samych Polaków wakacje nad Bałtykiem bywają coraz droższe, a "paragony grozy" wracają co sezon.
Nie wszystko jednak podoba się Słowakom. Była ambasador uważa, że na wizerunek Polski może negatywnie wpłynąć rosnąca fala nastrojów antyukraińskich. Słowacka opinia publiczna już zwróciła na to uwagę.
Vášáryová przestrzega też przed losem własnego kraju. Jej zdaniem Słowacja, która kiedyś była "tatrzańskim tygrysem" i jednym z ulubieńców UE, pokazała, jak szybko może zmienić się pozycja państwa w Europie. Była ambasador uważa, że Polska powinna dbać o relacje z sąsiadami i budować swój wizerunek nie tylko przez gospodarczy rozwój, ale też przez współpracę w regionie.






