NBP ujawnia, co stanie się z cenami i zarobkami Polaków
Inflacja w celu, PKB na sterydach. NBP ujawnia, co stanie się z cenami i zarobkami Polaków Fot. Adam Śmigielski / Unsplash

Rok 2026 przyniesie nam solidny szczyt inwestycyjny napędzany miliardami z Krajowego Planu Odbudowy, ale kolejne lata mogą przynieść spore ochłodzenie. Czeka nas gospodarczy rollercoaster do 2028 roku. NBP przewiduje przełom w inflacji i wygasanie unijnych miliardów. Eksperci już teraz ostrzegają przed nowym unijnym podatkiem od emisji, który ma uderzyć w 2028 roku.

REKLAMA

Narodowy Bank Polski opublikował swój najważniejszy dokument ekonomiczny – lipcowy "Raport o inflacji". Przetłumaczyliśmy ten skomplikowany, pełen trudnych pojęć język bankierów centralnych na prosty i zrozumiały dla każdego przekaz. Z raportu wynika jedna główna prawda: to, ile pieniędzy zostaje nam w portfelach po zakupach i ile zarabiamy, zależy dziś w ogromnym stopniu od wielkiej światowej polityki i konfliktów zbrojnych.

Rakiety, cła i nasze portfele. Co naprawdę nas czeka?

Najnowszy raport Narodowego Banku Polskiego nie pozostawia złudzeń. Choć nasza gospodarka trzyma się mocno, globalne zawirowania – w tym konflikt zbrojny USA i Izraela z Iranem oraz twarde decyzje handlowe Waszyngtonu – bezpośrednio wpływają na to, ile płacimy na stacjach paliw. Wyjaśniamy prostym językiem, jak światowe kryzysy przełożą się na drożyznę w sklepach i tempo, w jakim będą rosły nasze pensje.

Bliski Wschód i Waszyngton, czyli skąd to całe zamieszanie?

Głównym powodem zawirowań w polskiej gospodarce w ostatnich miesiącach był tak zwany zewnętrzny szok podażowy, czyli wydarzenia na świecie, na które jako kraj nie mamy żadnego wpływu.

Kluczowe okazały się dwa czynniki:

  • Wojna na Bliskim Wschodzie: wybuch konfliktu zbrojnego USA i Izraela z Iranem doprowadził do potężnych zniszczeń infrastruktury wydobywczej i przetwórczej w krajach Zatoki Perskiej. Co gorsza, doszło do niemal całkowitej blokady transportu morskiego przez kluczową cieśninę Ormuz. Przez to zapasy paliw na świecie drastycznie spadły, a ceny ropy naftowej, gazu ziemnego i węgla skoczyły drastycznie w górę. Choć sytuacja zaczęła się powoli poprawiać, ceny surowców energetycznych wciąż są znacznie wyższe niż na początku roku.
  • Polityka handlowa USA: na sytuację rynkową mocno wpłynęło również wcześniejsze zaostrzenie polityki handlowej przez Stany Zjednoczone (podnoszenie ceł i ograniczenia w imporcie), co dodatkowo podbijało światowe ceny towarów.
  • Te światowe kryzysy uderzyły rykoszetem w banki centralne. Przestraszone rosnącą inflacją instytucje na świecie przestały obniżać stopy procentowe, a niektóre wręcz zaczęły je podnosić. W Polsce Rada Polityki Pieniężnej w marcu zdecydowała się na jedną obniżkę (do poziomu 3,75 proc.), ale po wybuchu wojny w Zatoce Perskiej natychmiast zablokowała kolejne cięcia i od kwietnia do lipca trzyma stopy na niezmiennym poziomie, aby nie dopuścić do ponownego rozszalałego wzrostu cen.

    Co z cenami w sklepach i na stacjach?

    Przez paliwowe zawirowania na świecie, inflacja w Polsce (czyli średnie tempo wzrostu cen) skoczyła z bardzo dobrego poziomu 2,1 proc. na początku roku do 3,1 proc. w maju. W czerwcu, według szybkich szacunków, spadła do 2,5 proc., ponieważ ceny surowców na świecie na moment odetchnęły, a w dół poszły też ceny żywności.

    Przed potężną drożyzną na stacjach uratował nas głównie rządowy program ochronny o nazwie "Ceny Paliw Niżej" (CPN), w ramach którego obniżono akcyzę i podatek VAT na benzynę oraz olej napędowy.

    Eksperci NBP zauważają jednak, że te ulgi podatkowe powoli wygasają, co oznacza, że w drugiej połowie roku ceny energii i paliw znowu mogą pójść w górę. Jak wyglądają oficjalne prognozy NBP dotyczące inflacji na najbliższe lata?

  • 2026 rok: ceny wzrosną średnio o 2,9 proc. Przed większą drożyzną chronią nas na razie tanie towary sprowadzane z Chin oraz wysoka dostępność mięsa i warzyw w Europie.
  • 2027 rok: inflacja wyniesie średnio 2,7 proc. Spadek drożyzny będzie jednak hamowany przez ceny żywności – dopadną nas bowiem opóźnione skutki wojny na Bliskim Wschodzie, przez którą drastycznie podrożały m.in. nawozy sztuczne.
  • 2028 rok: wzrost cen wyhamuje do 2,2 proc. Pojawia się tu jednak ogromne ryzyko – planowane unijne rozszerzenie handlu emisjami (system EU ETS2), który ma nałożyć nowe opłaty na transport drogowy i ogrzewanie budynków, co może znowu podbić nasze rachunki.
  • Koniec ery szalonych podwyżek. Co z naszymi zarobkami?

    Jeżeli czekacie na spektakularne podwyżki pensji, to lipcowy raport przynosi kubeł zimnej wody. Era dawania podwyżek na oślep i licytowania się o pracownika właśnie dobiega końca.

    Wzrost naszych wynagrodzeń wyraźnie i oficjalnie spowolnił. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku średnie krajowe pensje rosły w tempie 8,5 proc. rocznie. Na początku tego roku ta dynamika spadła do 6,7 proc. (a w samych firmach nawet do 6,2 proc.). Jeśli odejmiemy od tego inflację, okaże się, że nasze realne zarobki (czyli to, ile faktycznie możemy za nie kupić) wzrosły o przyzwoite, ale niespektakularne 4,3 proc.

    Dlaczego szefowie nie chcą już tak chętnie podnosić pensji? Z badań ankietowych NBP wynika, że przedsiębiorcy mierzą się z niepewnością i zbyt wysokimi kosztami prowadzenia działalności. Co więcej, w sektorze przedsiębiorstw wciąż notuje się spadek zatrudnienia. Większość firm nie planuje tworzenia nowych etatów, bo brakuje im nowych zamówień.

    Mimo to bezrobocie w Polsce nam nie grozi i utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie (ok. 3,1 proc. według badań europejskich). Lukę po brakujących pracownikach w wielu branżach idealnie uzupełniają cudzoziemcy – z danych wynika, że w ZUS ubezpieczonych jest już ponad 1,3 miliona obcokrajowców (głównie obywateli Ukrainy i Białorusi).

    Gospodarka: unijny zastrzyk, potem ochłodzenie

    Ogólna kondycja gospodarcza Polski (czyli PKB) jest stabilna, ale jej tempo zaczyna delikatnie falować. W ubiegłym roku nasza gospodarka rosła w tempie ponad 4 proc., na początku tego roku spowolniła do 3,5 proc.

    Prognoza na cały obecny rok jest jednak bardzo optymistyczna: polska gospodarka ma urosnąć o 3,7 proc. Ten świetny wynik zawdzięczamy ogromnej kulminacji unijnych dotacji, w tym masowemu napływowi miliardów z Krajowego Programu Odbudowy (KPO). Państwo inwestuje na potęgę w transformację energetyczną, obronność i wielkie projekty infrastrukturalne (koleje, lotniska).

    Problem pojawi się w latach 2027–2028. Wtedy unijne kurki z pieniędzmi zaczną powoli wysychać, a inwestycje wyhamują. W efekcie wzrost gospodarczy Polski spadnie do średniego poziomu 2,9 proc. Dodatkowo negatywnie na nasz eksport wpływać będzie permanentna słabość gospodarcza Niemiec, które są naszym głównym partnerem handlowym, a które bardzo ciężko znoszą kryzys paliwowy na świecie.

    Mówiąc najprościej: przed nami stabilne, ale znacznie spokojniejsze lata, w których zamiast na konsumpcyjne szaleństwo, będziemy musieli postawić na mądre i oszczędne zarządzanie domowymi budżetami.