
Czy Bielsko-Biała będzie kolejnym miastem w Polsce, które odwoła swojego prezydenta? Sytuacja w mieście stała się bardzo napięta. Bezpośrednim zapalnikiem okazał się pomysł sprzedaży gminnych terenów w dzielnicy Kamienica. Problemów w Stolicy Podbeskidzia jest jednak więcej, a władze niekoniecznie są skore do dialogu.
Jeżeli nie dojdzie do wycofania uchwały, którą wyrażono zgodę na sprzedaż gminnych terenów w dzielnicy Kamienica, w Bielsku-Białej wystartuje zbiórka podpisów pod organizację referendum, które miałoby doprowadzić do odwołania prezydenta Jarosława Klimaszewskiego. Co dzieje się w "Małym Wiedniu"?
Bielsko-Biała z problemami
Choć w tym roku wielu Polaków słyszało o Bielsku-Białej w samych superlatywach – w końcu to Polska Stolica Kultury – w mieście robi się naprawdę gorąco. Chodzi o planową sprzedaż przez miasto 2 hektarów ziemi położonej przy ulicy Pileckiego w Bielsku-Białej. To, jak tłumaczy w rozmowie z InnPoland Rafał Bargiel, prawnik i działacz społeczny, "naturalny bufor zieleni dla mieszkańców pobliskich bloków",
Jak powiedział nam Bargiel, przed władzami miejskimi i samym miastem sądny dzień.
– Czwartek 27 sierpnia to będzie ważny dzień dla miasta. Rada Miejska w Bielsku-Białej może zmienić swoją decyzję o wyprzedaży terenów zielonych o pow. 2 ha w dzielnicy Kamienica – stwierdził.
Jak, jednak dodał, "jeśli uchwała o zmianie decyzji o sprzedaży działek za sprawą Radnych Klubu Prezydenta Klimaszewskiego upadnie, powołamy komitet referendalny o odwołanie Prezydenta Bielska-Białej".
– To nie ultimatum, ale kolejny krok prawny, by powstrzymać "betonozę" naszego miasta. Będziemy potrzebowali oczywiście wsparcia opozycji, z której liderami jesteśmy w kontakcie – powiedział.
Czy jednak inicjatywa ma wsparcie opozycji? Jak zauważył Bargiel, "dwóch posłów zalajkowało post o referendum". O zdanie zapytaliśmy więc Bronisława Foltyna, posła Konfederacji, który już wcześniej sugerował, że w mieście mogłoby odbyć się referendum.
– Mam wrażenie, że od pewnego czasu idea przeprowadzenia Referendum w Bielsku-Białej dojrzewa w błyskawicznym tempie. Władze robią bardzo wiele, by do referendum doprowadzić. Nie pamiętam w naszym mieście prezydenta, który wywoływałby taką ilość konfliktów. Jeśli pojawi się silna grupa mieszkańców, która wystąpi z wnioskiem o przeprowadzenie referendum odwoławczego prezydenta i Rady Miasta, to mieszkańcy mogą liczyć na pomoc i zaangażowanie Konfederacji – powiedział poseł.
Jego zdaniem "akcja referendalna nie powinna mieć absolutnie zabarwienia politycznego, wymaga współpracy wielu środowisk, najlepiej od lewej do prawej, ale najważniejsi są tutaj mieszkańcy".
Nie tylko działki: Bielsko-Biała ma też inne problemy
Warto jednak dodać, że frustracja mieszkańców nie bierze się tylko z kwestii planowanej sprzedaży ważnej dla nich ziemi. Od kilku tygodni lokalne media informują o tym, że miejskie spółki są zarządzane przez członków Koalicji Obywatelskiej, z której to partii wywodzi się prezydent miasta Jarosław Klimaszewski. Sam pisałem o tej sprawie w swoim artykule na InnPoland.
Do tego dochodzą planowane likwidacje przedszkoli. Głośno było też o planie zamknięcia jednej ze szkół podstawowych. To wszystko wbrew woli rodziców.
Na to nakłada się śledztwo dotyczące tego, co we wcześniejszych latach działo się w Zakładzie Gospodarki Odpadami. Chodzi o tzw. zmowę przetargową, którą oskarżeni rzekomo wyrządzili szkody majątkowe na rzecz kilku podmiotów i instytucji na poziomie nawet 37 mln zł. Zarzuty usłyszał m.in. wiceprezes Jerzy B, były bielski radny.
Kolejna afera związana jest z działalnością TS Podbeskidzie. Klub leasingował luksusowego Mercedesa. Nagle dokonał jednak zaskakującej cesji umowy na pewną spółkę z Radomia. Na jej czele stał były członek rady nadzorczej bielskiej spółki miejskiej ZIAD. Spółka ta zaczęła wystawiać TS Podbeskidzie faktury za usługi marketingowe. Jak podają lokalne media, powołując się na osoby znające kulisy sprawy, firma miała jednak nie wykonywać żadnych realnych usług. Wypłacona firmie przez klub kwota na poziomie około 30 tys. zł niemal całkowicie pokrywała raty leasingowe. Jak podał portal Bielsko.biala.pl, z samochodu miał korzystać ówczesny wiceprezydent Piotr Kucia (nie piastuje już tego stanowiska).
Mieszkańcy mają dość
To nadal nie wyczerpuje kontrowersji z ostatnich miesięcy. Jak pisaliśmy na InnPoland, Polska Stolica Kultury w Bielsku-Białej miała być sukcesem, a teraz mieszkańcy mają jej po dziurki w nosie – tylko przez jeden weekend do służb wpłynęło co najmniej 1300 zgłoszeń o hałasie, jaki generował hip-hopowy festiwal.
Emocje budziła też sprawa zadośćuczynienia dla ukraińskich dziewczynek, które zostały obrażone w bielskim autobusie. Jak pisaliśmy na InnPoland, darmowe bilety dla Ukrainek w Bielsku-Białej – do dziś nie jest jasne, kto ma pokryć koszty rocznych przejazdów dla dzieci z Ukrainy.
Wszystko to prowadzi wielu Bielszczan do wniosku, że obecne władze miasta należy odwołać.
– Prezydent [Klimaszewski] przestał słuchać głosu mieszkańców. Na ostatnim, emocjonalnym spotkaniu [dot. sprzedaży wspomnianej ziemi] było, pomimo wakacji, 150 osób – tłumaczy Bargiel. – Są tysiące podpisów przeciw betonozie. Ludzie licznie popierają nas w mediach społecznościowych. Czas zatem zapytać w referendum wszystkich mieszkańców, co sądzą o polityce obecnego prezydenta – podsumował.
Zobacz także
Ile podpisów wystarczy?
Jakie jednak warunki powinna spełnić grupa osób domagających się referendum? W ciągu 60 dni od zgłoszenia startu zbiórki musi zebrać dostateczną liczbę podpisów. W przypadku Bielska-Białej byłoby to tylko ok. 13 tysięcy. Liczba ta musi bowiem stanowić minimum 10 proc. liczby wszystkich uprawnionych do głosowania. W 2025 r. w "Małym Wiedniu" głosować mogło ponad 122 tysięcy wyborców. 10 proc. z nich to więc ok. 12,2 tys. (podpisy powinny zostać zebrane "z górką", stąd 13 tys.).
Następnie organizowane jest referendum, ale by głosowanie było ważne do lokali wyborczych musi pójść co najmniej 3/5 wyborców biorących udział w wyborze. Tu więc patrzymy na kolejne liczby: Klimaszewski wygrał wybory w drugiej turze przy niskiej frekwencji, która wyniosła tylko 38,69 proc. Aby referendum odwoławcze było ważne, wystarczą głosy 23,19 proc. uprawnionych do głosowania. Oczywiście zakładając, że większość opowie się za odwołaniem.
W przypadku odwołania Rady Miejskiej próg byłby nieco wyższy: na poziomie ok. 29,9 procent.






