
Ceny certyfikowanego pelletu w niektórych regionach Polski sięgają na początku września aż 2400 zł za tonę. Posiadacze niemal pół miliona kotłów stoją przed widmem wyjątkowo kosztownego sezonu grzewczego. Minister energii Miłosz Motyka zapewnił, że rząd nadał priorytet rozwiązaniu tego problemu.
Ceny pelletu w Polsce biją kolejne rekordy. O ile w czerwcu w Wielkopolsce tonę można było kupić już za 1733 zł, o tyle na początku września w województwie łódzkim stawki dochodzą już do 2400 zł.
Średnie ceny detaliczne najwyższej jakości pelletu A1 wzrosły w relacji rok do roku o 20–30 proc., a w niektórych kanałach sprzedaży skok jest jeszcze wyższy. Posiadacze kotłów mają poczucie, że przepalają pieniądze. Zapytany o sytuację minister energii Miłosz Motyka wyjaśnił, skąd biorą się wysokie ceny pelletu i co robi rząd, by ulżyć właścicielom kotłów.
Ceny pelletu, wojna na Wschodzie i interwencja rządu
To nie pierwszy sygnał alarmowy w tym roku. Już latem ceny pelletu oszalały, a branża, zamiast obniżyć ceny, zaczęła apelować do rządu o ulgę podatkową dla gospodarstw domowych.
Na antenie "Porannej rozmowy" RMF FM minister Miłosz Motyka powiedział, że wysokie ceny pelletu są bezpośrednio powiązane z wojną Rosji przeciw Ukrainie. Import z Białorusi został zablokowany, z kolei moce produkcyjne w Ukrainie uległy zniszczeniu.
Przedstawiciele polskiego rządu zapewniają, że wspólnie z resortem klimatu intensywnie pracują z przedsiębiorstwami nad zwiększeniem podaży oraz przepustowości importu. Czy zdążą przed zimą? Jak stwierdził minister: "to sprawa absolutnie priorytetowa", a problem rosnących cen ma zostać rozwiązany "jak najszybciej".
Ceny pelletu 2026. Skąd wziął się deficyt surowca?
Problem sięga jednak głębiej niż sama sytuacja geopolityczna. Jak zauważa Augustyn Mikos z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot w rozmowie z portalsamorzadowy.pl, w Polsce działa obecnie około 450 tys. kotłów na pellet. Ich dynamiczny przyrost w ostatnim dziesięcioleciu to m.in. efekt dopłat z programu "Czyste Powietrze". Wysoki popyt zderzył się jednak z ograniczoną podażą surowca i konkurencją z rynkami.
Ciepłownie i elektrociepłownie przestawiające się z węgla na biomasę na masową skalę spalają pellet oraz odpady drzewne. Trociny i zrębki są poszukiwanym surowcem w meblarstwie i budownictwie (np. do produkcji płyt wiórowych). Dla właścicieli domów oznacza to prostą zależność: węgiel i drewno są coraz droższe, ale to właśnie granulat drzewny drożeje najszybciej.
Według eksperta mniejsza podaż produktów ubocznych wynika również z gorszej sytuacji w przemyśle drzewnym i spadku eksportu (np. do Niemiec), a nie z obostrzeń dotyczących ochrony lasów.
Zobacz także
Dlaczego ceny pelletu poszły w górę przed zimą?
Na drożyznę jeszcze przed rozpoczęciem okresu grzewczego wpłynęły też obawy konsumentów. Pamiętając ubiegłoroczne braki w składach, właściciele pieców zaczęli robić zapasy wcześniej, co skumulowało już i tak większy popyt. Już w lipcu Polacy grzali do składów po pellet, zapisując się na listy dostaw z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem – a mimo to część punktów zgłaszała brak dostępności towaru.
Eksperci przewidują, że z powodu utrzymujących się dopłat do kotłów oraz dalszej transformacji ciepłownictwa w stronę biomasy, ceny pelletu pozostaną na wysokim poziomie, a duży import niesie ze sobą ryzyko uzależnienia od niestabilnych dostaw zagranicznych.
Czy rząd zdąży rozwiązać problem wysokich cen pelletu przed zimą?
... odpowiedzi
Źródło: RMF FM, Portal Samorządowy






