
"Financial Times" opublikował artykuł, z którego możemy dowiedzieć się, jakie były szczegóły nieudanego zakupu wenezuelskiej ropy przez szwajcarską spółkę-córkę Orlenu. Próbę podjęto pod koniec rządów PiS, gdy polskim koncernem kierował Daniel Obajtek. Okazuje się, że w sprawie pojawiły się stablecoiny, czyli szczególny rodzaj kryptowalut. Wyjaśniamy o co chodzi w aferze Orlenu.
Spółka Orlen Trading Switzerland (OTS), szwajcarska odnoga polskiego Orlenu, starała się na przełomie 2023 i 2024 roku kupić wenezuelską ropę. Nie udało się. W sprawę zamieszane są podmioty z drugiego końca świata i handlarze kryptowalutami.
Orlen Trading Switzerland chce kupić ropę z Wenezueli
By zrozumieć to, co miało miejsce, musimy cofnąć się do listopada 2023 r. Wtedy to w Abu Zabi na jachcie dubajskiej spółki Hannon International doszło do spotkania prezesa tej firmy, Kama Ho "Alexa" Tse, z prezesem OTS Samerem A. Ten ostatni stał na czele spółki-córki polskiego giganta paliwowego i miał zapewniać alternatywne dostawy kluczowego surowca do Polski. Istnienie firmy miało więc sens, szczególnie po ataku Rosji na Ukrainę w 2022 roku. I właśnie tym A. zajmował się na jachcie: negocjował sprowadzenie do Polski wenezuelskiej ropy.
Dlaczego akurat zainteresowano się "czarnym złotem" z Wenezueli? Mniej więcej w tym czasie USA zdjęły warunkowo sankcje, jakie wcześniej były nałożone na surowiec z tego kraju. Była to szansa dla władz, które obiecały w zamian przeprowadzić demokratyczne wybory w swoim kraju. W ten sposób powstała interesująca okazja inwestycyjna: można było kupić tanią ropę z Wenezueli. Niska cena wynikała jednak z faktu, że taka transakcja była obarczona sporym ryzykiem. Reżim Nicolasa Maduro jest bowiem od lat odcięty od międzynarodowego systemu finansowego i swoim surowcem handlował za pomocą m.in. kryptowalut. I w tym miejscu musimy się na chwilę zatrzymać.
Stablecoiny, czyli kryptowaluty ze stabilnym kursem
Kryptowaluty kojarzą się ze spekulacją i ciągłymi zmianami cen. I faktycznie, jeden bitcoin w ciągu doby potrafi zdrożeć lub potanieć o parę procent. Dlatego też branża technologii blockchain, na której to cyfrowe waluty są oparte, stworzyła stablecoiny. To także kryptowaluty, ale o stabilnym kursie. Przykładowo jedna jednostka tethera, najpopularniejszego stablecoina rynku, zawsze kosztuje jednego dolara lub jedno euro. Stabilność kursu zapewnia emitent, prywatna firma.
Choć początkowo stablecoiny powstały, by inwestorzy z łatwością mogli przenosić kapitał z jednej giełdy na drugą, takie jednostki płatnicze mogą być też wykorzystywane do zakupu czegokolwiek. To po prostu cyfrowe dolary lub euro. I właśnie z tego rozwiązania Wenezuela chętnie korzystała. Problem w tym, że w kontekście transakcji OTC-Hannon International okazało się to największym problemem.
Umowa jest zawarta i... zaczynają się problemy
Umowa pomiędzy "szwajcarskim Orlenem" a dubajską spółką została zawarta 29 listopada 2023 roku. Łącznie opiewała na 345 mln dolarów. W jej ramach miało dojść do zakupu 6 mln baryłek ropy z Wenezueli. Tu warto jednak podkreślić jedno: Hannon nie miało swojej ropy, chciało jedynie pośredniczyć w transakcji jej zakupu.
Orlen szybko wpłacił na rachunek Hannon International 230 mln dolarów zaliczki. "Alex" otrzymał więc "zwykłe" pieniądze, a potrzebował stablecoinów. Te zapewnić miała mu spółka Horizon Global, której przelał 135 mln dolarów. Z tego aż 50 mln zniknęło. Sprawą zajmuje się sąd w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
To nie wyczerpało jednak listy problemów biznesmena, który zjawił się w Wenezueli w styczniu 2024 roku. W Caracas zaczął spotykać się z kolejnymi pośrednikami, którzy w zamian za stablecoiny mieli mu sprzedać ropę.
Skalę braku odpowiedzialności "Alexa" pokazuje inny, opisany przez "FT" fakt. Ponoć miał on chodzić po Caracas z pendrivem, zawierającym klucze prywatne do portfeli z jego wartymi miliony dolarów stablecoinami. Korzystał rzekomo z ochrony, ale i tak bardzo ryzykował.
Dla przypomnienia: klucz prywatny to hasło, będące ciągiem cyfr i liter, które daje dostęp do portfela z kryptowalutami. Jeżeli ktoś go przejmie, może bez problemu ukraść zawartość takiego cyfrowego rachunku. Trudno pojąć, dlaczego "Alex" miał przemieszczać się z aż tak ważnymi danymi.
Jeżeli wierzyć doniesieniom "FT", 5 stycznia 2024 r. spotkał się w hotelu El Ávila z brokerem José Castillo z agencji Synergy, któremu miał zapłacić ok. 60 mln dolarów w stablecoinach. Pod koniec tego samego miesiąca rozmawiał z nim jeszcze raz, tym razem w restauracji i także przesłał na jego portfel kryptowaluty, warte tym razem 50 mln dolarów. 25 lutego i 8 marca 2024 roku handlował już z Juanem Rodríguezem z firmy Consulting Services, która otrzymać miała od niego dwie transze po 11 mln USD każda (płatne nadal w stablecoinach).
Zobacz także
W tym czasie Orlen wysłał już do wenezuelskiego terminala trzy supertankowce. Gdy tylko znalazły się na miejscu, okazało się, że ropy dla nich nie ma i muszą na nią poczekać. Stały więc bezczynnie, generując ogromne koszty przestoju.
Ostatecznie ropy nie udało się kupić, a kryptowaluty przepadły. Podjęto jeszcze próbę kupienia innego rodzaju "czarnego złota", ale to okazało się jednak zanieczyszczone, więc nieprzydatne dla Orlenu.
Straty Orlenu
W efekcie tego wszystkiego polska spółka rozwiązała umowę dot. zakupu ropy. Straty poniesione przez OTS wyniosły 424 mln dolarów (ok. 1,6 mld zł). To nie tylko utracona zaliczka, ale też koszty żeglugi morskiej tankowców i ich "postoju" w porcie. Choć polski gigant stara się odzyskać pieniądze od dubajskiej firmy, ta broni się, że tylko pośredniczyła w transakcji. Strona polska twierdzi, że zobowiązała się do dostarczenia jej ropy.
Pikanterii dodaje fakt, że parę dni po unieważnieniu umowy wenezuelskie terminale załadowały ropę dla indyjskiego koncernu Reliance. Daniel Obajtek, były już prezes Orlenu, sugeruje, że mogła być to ropa, która miała trafić do Polski.
Sam Samer A. został zatrzymany w ZEA w styczniu 2025 roku. Problem w tym, że sąd w tym kraju nie zgodził się jednak na jego ekstradycję do Polski i wypuścił na wolność.
Dziś koncern mierzy się też z innymi wyzwaniami – Orlen tnie ceny w cieniu wojny, miotając się między naciskiem rządu a "duchem Obajtka", a po wygaszeniu programu CPN kurs akcji Orlenu spadał.






