
Sklep sieci SPAR w Strzelcach Opolskich został zamknięty z dnia na dzień. Po nagłej likwidacji załoga została bez pracy i – jak alarmują ekspedientki – bez części wypłat. W tle sprawy pojawia się też spór o kilkadziesiąt tysięcy złotych zaległego czynszu.
Nagła decyzja o zamknięciu marketu miała wywołać ogromny szok zarówno wśród zatrudnionych, jak i stałych klientów. Mowa o sklepie sieci SPAR ze ścisłego centrum Strzelec Opolskich (przy ul. Wojska Polskiego). Jak podaje portal nto.pl, placówka działała tam od czterech lat i była chętnie odwiedzana przez mieszkańców – w dużej mierze dlatego, że robiła za rzadki ratunek w niedziele objęte zakazem handlu.
Praca stracona z dnia na dzień, pensje za sierpień w zawieszeniu
Zamknięcie przypadło na wyjątkowo niefortunny moment. Ostatnią przed długą przerwą była niedziela handlowa 30 sierpnia, a na kolejną trzeba poczekać aż do grudnia. Przez całą jesień mieszkańcy mogą więc liczyć tylko na sklepy korzystające z ustawowych wyjątków od zakazu handlu, a właśnie taką funkcję pełnił w centrum miasta SPAR.
– Jeszcze w lipcu pytałam szefa, czy ze sklepem wszystko w porządku, ponieważ planowałam wziąć kredyt. Usłyszałam wtedy bardzo wyraźnie, że wszystko jest w najlepszym porządku. Kilka tygodni później straciłyśmy pracę. Tak się po prostu nie robi – mówi jedna ze zwolnionych ekspedientek, cytowana przez nto.pl.
Załoga marketu liczyła zwykle około sześciu osób, lecz tuż przed zamknięciem cały ciężar pracy spoczywał już tylko na trzech ekspedientkach. Choć na papierze powodem zwolnienia była likwidacja etatów, pożegnanie z pracą nie jest jedynym problemem kobiet.
Zobacz także
Jak relacjonują zatrudnione, odpowiadająca za punkt na zasadach franczyzy spółka Dileto do dziś nie przelała części personelu należnych pensji za sierpień.
– Problemy z pieniędzmi zaczęły się tak naprawdę już w sierpniu. Wtedy moja poprzednia wypłata spływała do mnie w częściach. Teraz firma wciąż zalega mi z tą ostatnią pensją. To wstyd, żeby trzeba było prosić i upominać się o swoje ciężko zarobione pieniądze – twierdzi kolejna pracownica.
W rozmowie z redakcją przedstawiciel firmy uzasadnił nagłą likwidację placówki względami ekonomicznymi. Pytany o zaległe wynagrodzenia, współwłaściciel zapewnił, że przelewy zostaną zrealizowane "niezwłocznie" i trafią do całej załogi. Mimo deklaracji nie padł żaden wiążący termin wypłaty środków.
Strzelecki przypadek wpisuje się w szerszy trend, który od lat obserwujemy na rynku. Lokalne sklepy znikają tak szybko, jak nigdy dotąd.
Spór o 70 tysięcy złotych czynszu i burzliwe losy sieci w Polsce
Z ustaleń redakcji nto.pl wynika, że kością niezgody są także zaległości sięgające blisko 70 tys. zł. Na tyle nieopłacony czynsz wycenia właściciel wynajmowanej pod sklep nieruchomości. Do tych twierdzeń – już po ukazaniu się tekstu – odniósł się reprezentujący spółkę Grzegorz Szymański. Kategorycznie odrzucił zarzuty wynajmującego, kwitując je krótko jako zwykłe kłamstwo.
Sam szyld SPAR ma w Polsce za sobą kilka zwrotów akcji. Sieć weszła na rynek, przejmując sklepy dawnych delikatesów – pisaliśmy wtedy, że to koniec marki Piotr i Paweł, delikatesy znikają z Polski, a na ich miejsce przychodzi SPAR. Kilka lat później zwiastowano już koniec sieci spożywczej w Polsce, jednak marka nie zniknęła, a jedynie zmieniła właściciela na polską Grupę Specjał. Zamknięcie sklepu w Strzelcach Opolskich to decyzja lokalnego franczyzobiorcy, a nie całej sieci.
Czy robisz zakupy w sklepach otwartych w niedziele niehandlowe?
... odpowiedzi






