
Węgierskie służby weszły do instytucji powiązanej z rządem Orbána. Śledczy badają fikcyjny etat zagranicznego urzędnika ściganego listem gończym. Według tamtejszych mediów chodzi o byłego wiceministra sprawiedliwości w rządzie PiS Marcina Romanowskiego.
Głośna akcja policji w stolicy Węgier. Śledczy badają wątek niegospodarności i fikcyjnego zatrudnienia zagranicznego urzędnika. Nazwisko oficjalnie nie padło, ale trop prowadzi prosto do Marcina Romanowskiego.
Jak podaje serwis WP, w środowe popołudnie 23 września 2026 roku węgierskie Krajowe Biuro Śledcze (NNI) przekazało informację o rewizjach przeprowadzonych w firmie zarządzającej dotowanym z budżetu państwa Centrum Praw Podstawowych (Alapjogokért Központ), a także w miejscu zamieszkania współpracującego z nią byłego urzędnika z zagranicy.
Przeszukania NNI w Budapeszcie. Fikcyjny etat za miliony
Z ustaleń organów ścigania wynika, że podmiot ten co miesiąc przelewał na konto mężczyzny ponad 3,5 mln forintów brutto (ok. 38 tys. złotych) za zadania, których ten w rzeczywistości niemal nie realizował. Podejrzany jest obecnie ścigany międzynarodowym listem gończym.
Śledztwem w tej sprawie zajmuje się Wydział Międzynarodowy Biura Odzyskiwania Mienia NNI, a czynności są prowadzone w kierunku niegospodarności wobec nieustalonego jeszcze sprawcy.
Zobacz także
Funkcjonariusze wkroczyli do nieruchomości należących do podmiotu przy ulicy Budakeszi w Budapeszcie, sprawdzili biuro rachunkowe obsługujące przedsiębiorstwo oraz przeszukali ostatni znany węgierski adres poszukiwanego polityka. Służby zabezpieczają dokumentację księgową, kontrakty, rozliczenia i rachunki, a także zgrywają zawartość firmowych serwerów. Jednocześnie trwają przesłuchania pierwszych świadków.
Jak przekazuje WP, choć służby oficjalnie nie ujawniły personaliów poszukiwanego, tamtejsza prasa jest pewna jego tożsamości. Serwis 444.hu podaje, że sprawa niemal na pewno dotyczy fikcyjnego etatu Marcina Romanowskiego. Były wiceszef polskiego resortu sprawiedliwości schronił się w Budapeszcie przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Węgry opuścił niedługo po wyborach, które przyniosły zmianę władzy.
Węgiersko-Polski Instytut Wolności i tajemnicza grupa robocza
W Polsce prokuratura zarzuca Romanowskiemu nieprawidłowości przy wydawaniu pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości, a sam polityk odpiera zarzuty jako motywowane politycznie. Wątek ten wybrzmiał w 2024 roku, gdy w InnPoland wyjaśnialiśmy, czemu służby weszły do domu Ziobry – defraudacja Funduszu Sprawiedliwości stała się wtedy głównym tematem śledztwa. Wcześniej media opisywały między innymi, jak milion z Funduszu Sprawiedliwości trafił do fundacji, która zleciła projekt spółce współtworzonej przez działacza PiS.
W kwietniu 2025 r. Romanowski stanął na czele powołanego przez Centrum Praw Podstawowych Węgiersko-Polskiego Instytutu Wolności. Projekt dostał 350 mln forintów z publicznych środków za pośrednictwem powiązanej z rządem Orbána Fundacji im. Lajosa Batthyánya.
Kwestia źródeł utrzymania zbiegłych polityków PiS budziła zresztą emocje już wcześniej. Gdy zastanawiano się, z czego na Węgrzech będzie żył Zbigniew Ziobro i czy po utracie władzy czeka go finansowy kryzys, Romanowski miał już zapewnione stabilne dochody z działalności w Budapeszcie.
Polityk był jedynym jawnym pracownikiem placówki, a jej dorobek okazał się znikomy – zaledwie 13 anglojęzycznych tekstów na stronie, z których część trafiła na jego prywatny blog z 11 subskrybentami na platformie Substack. Z oświadczenia majątkowego wynika, że Romanowski dostał w 2025 r. 17,5 mln forintów. Kolejne 142 mln forintów z budżetu poszły na zlecenia dla tajemniczej, nieznanej z nazwisk grupy roboczej.
Czy wierzysz, że zbiegli politycy PiS zostaną ostatecznie osądzeni?
... odpowiedzi






