
Za nieco ponad rok odbędą się kolejne wybory parlamentarne. Ostatnie sondaże pokazują nam jasno, że walkę o władzę może wygrać prawica. Obecny obóz rządzący przejdzie do opozycji. Co to jednak oznacza dla naszych portfeli?
Kolejny skład Sejmu wybierzemy jesienią 2027 r. Jak na razie z badań opinii publicznej wynika, że choć KO wygra wybory, zarazem je przegra. Co to oznacza?
KO wygra, ale zarazem przegra
KO to szerokie ugrupowanie ze sporymi zdolnościami koalicyjnymi. Pokazała to sytuacja z 2023 r., kiedy to partia Donalda Tuska zdołała zbudować rząd na podstawie współpracy z centrową Trzecią Drogą oraz Lewicą. Wiele jednak wskazuje na to, że za rok politycy dawnej Platformy będą musieli przejść do ław opozycyjnych. Powód? Brak koalicjantów.
Nie chodzi o to, że KO nagle się zradykalizowała. Po prostu miesięczna średnia sondażowa, którą na bazie wyników wielu badań regularnie przygotowuje portal eWybory, pokazuje jasno, że w Sejmie kolejnej kadencji zabraknie ugrupowań centrowych i lewicowych.
Spójrzmy zresztą na dane. Średnia za 30 dni KO wynosi 31 proc. Partia zajęłaby pierwsze miejsce w wyborach. Rejestruje też mocne odbicie na poziomie poparcia. Jej średnia wzrosła o 2,4 pkt proc. Na drugim miejscu znajduje się słabnące PiS z poparciem 18,9 proc. (-0,1 pkt proc.), a podium domyka Konfederacja z wynikiem 13,7 proc. (+0,5 pkt proc.).
Poza pierwszą trójką znajdują się kolejno: Konfederacja Korony Polskiej (8,5 proc.; -0,2 pkt proc.), Lewica (7,2 proc.; 1,1 pkt proc.), Rozwój Plus (5,1 proc.; -0,3 pkt proc.). Do Sejmu nie weszłaby partia Razem z nieco tylko ponad 4-procentowym poparciem, PSL, na które głos chce oddać 2,8 proc. wyborców, i Polska 2050 (1,1 proc.). Unii Centrum, ugrupowanie byłych współpracowników Szymona Hołowni, nie uwzględnia się nawet w sondażach.

Wszystko to pokazuje jasno, że nowy rząd budowałaby koalicja PiS, Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej i Rozwoju Plus. Po prostu w izbie niższej zabraknie koalicjantów Tuska.
Zobacz także
Nowy Sejm, nowa polityka
Nie są to wiadomości obojętne dla naszych portfeli. Zwolenników programów takich jak 800+ martwić może przede wszystkim to, że wpływ na rządzących będzie miała Konfederacja. Sojusz narodowców i wolnorynkowców od lat sprzeciwia się "rozdawnictwu".
Już w 2023 r. Krzysztof Bosak chwalił się tym, że on i jego współpracownicy "zdecydowanie występowali przeciwko rozszerzeniu 500+ do 800+". Skądinąd słusznie zauważał, że "w tej chwili inflacja zżera to, co wynika z rozszerzania programów socjalnych".
– Jesteśmy za obcięciem programów socjalnych – dodawał, a dopytywany stwierdził, że "nie ma pieniędzy" na takie programy jak 800+.
Z kolei w jednym z wrześniowych programów "Gość Radia ZET", został zapytany, czy jego zdaniem powinno się zlikwidować 13. i 14. emeryturę. Niejako powielił swoją odpowiedź dotyczącą zwiększenia świadczenia na jedno dziecko z 500 na 800 zł.
– Jeśli stan finansów nadal będzie tak opłakany, to będzie trzeba niestety to rozważać – odparł lider narodowego skrzydła "Konfy".
Jeżeli więc Konfederaci mieliby wpływ na rząd (a wszystko wskazuje na to, że bez ich udziału ten nie powstanie) będą mogli naciskać na ograniczanie polityki socjalnej. Będzie to oznaczało problemy dla tych z nas, którzy mocno uzależnili się od wypłat z budżetu państwa.
By być jednak sprawiedliwym: Konfederacja słusznie zwraca uwagę na problem z rosnącym zadłużeniem państwa. W takich warunkach uszczuplenie wydatków socjalnych brzmi rozsądnie. Warto jednak dodać, że tego typu reforma powinna pójść w stronę, którą oferuje np. Ryszard Petru: zabrania 800+ najzamożniejszym.
Całkowita likwidacja programu wydaje się nierealna ze względów politycznych oraz gospodarczych, gdyż na tym etapie mogłaby mocno uderzyć w wewnętrzny popyt. Optymalnym rozwiązaniem byłoby jego zachowanie (lekko ograniczając grupę docelową) i dewaluowanie inflacją.
Pytania o finansowanie pomysłów samej Konfederacji padają od lat – już w 2023 roku ekspert wziął program Konfederacji pod lupę: jak budżet to udźwignie? Swój pomysł ma też potencjalny koalicjant prawicy, czyli Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Jego pensja rodzicielska – 800 plus zostałoby w niej przez pierwsze trzy lata życia dziecka zastąpione wyższym świadczeniem.
Czy jesteś za likwidacją 800+?
... odpowiedzi






