Biedronka i ręce w strajku
Związkowcy z OPZZ Konfederacja Pracy zapowiadają protest pracowników Biedronki. Fot. RobinRmD/Sheviakova Kateryna/Shutterstock

Biedronka ma kłopoty. Kolejny związek zawodowy dołącza do sporu z Jeronimo Martins Polska. Związkowcy dają zarządowi czas do 10 października. Porażka mediacji i groźba referendum mogą sparaliżować zakupy Polaków.

REKLAMA

Sytuacja w Biedronce – największej sieci dyskontów w Polsce, liczącej prawie 4 tys. sklepów – staje się coraz bardziej napięta. Zarząd Jeronimo Martins Polska musi mierzyć się z presją kolejnej organizacji pracowniczej. Po nieudanych mediacjach z NSZZ "Solidarność" twarde żądania wysunął kolejny związek – OPZZ Konfederacja Pracy.

Praca w Biedronce pod lupą związków zawodowych. Trzy postulaty i ultimatum do 10 października

Jak ustalił portal Wiadomości Handlowe, związkowcy z OPZZ Konfederacji Pracy wyznaczyli władzom sieci termin do 10 października. Jeśli nie dojdzie do porozumienia, grożą sporem zbiorowym i protestami.

Główne postulaty związku to podwyżki płac: wzrost wynagrodzenia o 1 tys. zł brutto dla każdego pracownika od 1 stycznia 2027 r. Chcą również zaprzestania utrudniania działalności organizacji związkowym i... zatrudnienia większej ilości rąk do pracy.

W Polsce powszechnym widokiem są sklepy Biedronka zatarasowane paletami (tzw. paletoza), a także znaczące kolejki klientów do kas. Te zjawiska wynikają z niedostatku pracowników, co czasem w dyskontach sieci widać wręcz gołym okiem. Związkowcy domagają się zwiększenia o co najmniej 30 proc. liczby pracowników na stanowiskach niemenedżerskich w sklepach i centrach dystrybucyjnych.

Pracownicy Biedronki chcą większej płacy i większej liczby osób do obsługi klientów

To kolejny odsłona konfliktu. Od lutego 2026 r. trwa spór zbiorowy z NSZZ "Solidarność". Związkowcy oprócz podwyżki 1 tys. zł domagają się zmian w organizacji pracy, obsadzie kas, liczbie etatów i godzinach zamykania sklepów.

Wrześniowe rozmowy mediacyjne zakończyły się niepowodzeniem, a "Solidarność" zapowiedziała procedurę zmierzającą do ogólnokrajowego referendum strajkowego.

Przedstawiciele Biedronki wskazują, że spełnienie oczekiwań pracowników bardzo obciążyłoby budżet firmy. Tomasz Dejtrowski, dyrektor ds. wynagrodzeń w Biedronce, w rozmowie z Portalem Spożywczym ocenił, że propozycja zmian płacowych oznaczałaby dodatkowe koszty sięgające nawet 1 mld zł. "Obecnie proponowane zmiany wynagrodzeń oznaczałyby horrendalne dodatkowe i nieplanowane koszty finansowe dla firmy" – powiedział Dejtrowski.

Eskalacja sporu w popularnej sieci sklepów stawia pod znakiem zapytania płynność funkcjonowania placówek. Decyzja zarządu do 10 października pokaże, czy dyskontowi grożą masowe protesty.

Źródło: Wiadomości Handlowe

Sonda

Czy popierasz żądania pracowników Biedronki?

... odpowiedzi