Segregatory w barwach flagi UE.
Inicjatywa "Alliance for the Reduction of Bureaucratic Burden" ma poparcie również w Polsce. Cel: odciążyć przedsiębiorców z nadregulacji. Fot. Allexxandar/Shutterstock

Jeszcze niedawno dyskusja o unijnej deregulacji sprowadzała się głównie do krytyki samej Brukseli. Dziś akcenty wyraźnie się przesuwają. Coraz więcej państw członkowskich głośno zwraca uwagę, że problemem są nie tylko unijne dyrektywy, ale również dodatkowe wymogi nakładane przez rządy krajowe podczas ich wdrożenia. Przeciwko temu zjawisku wystąpiła nowa europejska koalicja, zrzeszająca już 17 państw.

REKLAMA

Jak donosi wpływowy brukselski portal EU Insider, inicjatywa uruchomiona przez Austrię i Włochy pod nazwą "Alliance for the Reduction of Bureaucratic Burden" zyskała szerokie poparcie – w tym Polski. Głównym celem Sojuszu jest ukrócenie tzw. gold-platingu, czyli powszechnej praktyki doklejania przez lokalne rządy własnych procedur, biurokracji i wymogów administracyjnych, wykraczających daleko poza ramy prawa UE.

Problem z nadmiarem biurokracji

Dla przedsiębiorców różnica ta ma fundamentalne znaczenie. Gdy Unia uchwala nową dyrektywę, rządy narodowe często dokładają do niej własne formularze, obowiązki sprawozdawcze, licencje czy dodatkową dokumentację. W efekcie firmy działające na wspólnym rynku zamiast jednego, przejrzystego zestawu zasad muszą mierzyć się z kilkunastoma różnymi wersjami tego samego prawa.

Przedstawiciele nowej koalicji podkreślają, że to właśnie nadmierna biurokracja stanowi jedną z głównych przyczyn słabnącej konkurencyjności Europy. Potwierdzają to analizy przygotowane przez European Policy Innovation Council (EPIC). Ten znany think tank od miesięcy ostrzega, że Stary Kontynent przegrywa wyścig ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami z powodu lawinowego przyrostu regulacji oraz gigantycznych kosztów ich wdrażania.

Według raportu EPIC "Ukryty koszt unijnych regulacji" nowe przepisy dotyczące pięciu strategicznych sektorów gospodarki (przemysłu, motoryzacji, rolnictwa – w tym uprawy i przetwórstwa tytoniu, opakowań oraz nowej żywności) będą kosztować europejskie firmy ponad 150 mld euro rocznie. Autorzy raportu wskazują, że nadmierne obciążenia administracyjne nie tylko podnoszą koszty prowadzenia biznesu, ale też blokują inwestycje, spowalniają innowacje i utrudniają rywalizację na globalnym rynku.

Co to oznacza dla Polski?

Debata o deregulacji przestaje być zatem jedynie sporem o decyzje samej Brukseli. Coraz więcej rządów dostrzega, że nawet dobrze przemyślane unijne intencje mogą zmienić się w kosztowne bariery, jeśli zostaną obudowane krajowymi obostrzeniami. Uczestnicy inicjatywy domagają się uproszczenia całego procesu legislacyjnego – od unijnych instytucji po lokalne urzędy. Koalicja pod wodzą Austrii i Włoch apeluje o kompleksowy audyt istniejących oraz projektowanych przepisów, a także o zamrożenie prac nad nowymi regulacjami na co najmniej rok.

Dla polskiej gospodarki ten spór ma szczególne znaczenie. Nad Wisłą temat nie jest nowy – gdy ogłoszono, że Brzoska ma zająć się deregulacjami w biznesie, przedsiębiorcy komentowali ten ruch z mieszanką nadziei i sceptycyzmu. Ekspertki z Zakładu Innowacji w Ochronie Zdrowia SGH ostrzegają, że skutki kolejnych regulacji mogą być nad Wisłą znacznie bardziej dotkliwe niż w wielu innych krajach UE. Z ich analiz wynika, że skumulowany wpływ nowych przepisów może kosztować Polskę ponad 14 mld euro utraconego PKB oraz zagrozić około 200 tys. miejsc pracy.

Badaczki zwracają uwagę przede wszystkim na rygorystyczne normy klimatyczne i planowane zmiany na rynku wyrobów tytoniowych. Zaostrzenie wymogów uderzy bowiem w gałęzie gospodarki kluczowe dla polskiego eksportu, zatrudnienia oraz wpływów do budżetu. Według wyliczeń SGH same tylko restrykcje dla sektora tytoniowego mogą doprowadzić do ubytku blisko 15 miliardów złotych w polskim PKB do końca tej dekady, zagrażając ponad 200 tysiącom miejsc pracy – w rolnictwie, przemyśle i handlu.

Spór o deregulację przestał być techniczną dyskusją prawników i urzędników. Staje się strategiczną batalią o przyszłość gospodarczą Europy. Jeśli UE chce skutecznie rywalizować z globalnymi potęgami, musi powstrzymać nie tylko zalew nowych ustaw, ale przede wszystkim zjawisko gold-platingu, które niszczy wspólny rynek. Dołączenie do koalicji aż 17 państw pokazuje, że ten pogląd zyskuje w Europie coraz szersze poparcie.