
W odpowiedzi na społeczne emocje Biedronka i SMYK rezygnują z makabrycznych rekwizytów na Halloween. Sprawdzamy, jak branża radzi sobie z wycofaniem produktów.
Sezon na Halloween to dla handlu detalicznego okres wzmożonych zysków, w którym półki uginają się od przebrań i rekwizytów. W tym roku atmosfera zabawy zderzyła się jednak z brutalną rzeczywistością. Na skutek interwencji Polskie Radio RDC dwie sieci handlowe – Biedronka oraz SMYK – zdecydowały o natychmiastowym wycofaniu ze sprzedaży elementów strojów imitujących niebezpieczne narzędzia.
Reakcja na szkolne incydenty
Decyzja sieci SMYK i Biedronka to reakcja na zwrócenie uwagi, że na tle tragiczne wydarzeń w polskich szkołach w sklepach dzieci mogły kupić zabawkowe imitacje bron ze sztuczną krwią.
Przypomnijmy, że w pierwszym tygodniu października doszło do ataków nożowników. Zginęła w nich woźna próbująca powstrzymać napastnika, a w całym kraju placówek pilnuje policja (zatrzymano ponad 130 osób). Do tego w takich okolicznościach obecność plastikowych noży czy tasaków w sklepach budziła duży niepokój.
Biedronka podkreśliła, że jej asortyment ma "sprzyjać pozytywnym emocjom i wspólnej radosnej zabawie", a decyzja wynika z "troski o dobro dzieci i młodzieży" oraz dostosowania do społecznego kontekstu. Z kolei zarząd Smyka wskazał, że w "poczuciu pełnej odpowiedzialności społecznej" rezygnuje ze sprzedaży akcesoriów imitujących broń stacjonarnie i online, skupiając ofertę na motywach bajkowych i przyjaznych dzieciom.
Ekonomia Halloween
Halloween w handlu opiera się na produktach typu "in-and-out", sprzedawanych w wąskim oknie 2–3 tygodni. Marże na sprowadzanych z Azji plastikowych akcesoriach i strojach należą do najwyższych w detalu i sięgają 40–70 proc. (wobec kilkunastu procent na żywności). Cały polski rynek halloweenowy generuje rocznie setki milionów złotych.
Oficjalnie kwestie odpowiedzialności społecznej są ważniejsze niż koszty, ale te nie mogą być małe. Nagłe ściągnięcie partii towaru to nie taka banalna sprawa. Fizyczny zbiór produktów z ponad 3,5 tys. dyskontów Biedronki i 200 salonów Smyka generuje z pewnością wysokie koszty transportu do magazynów.
Wycofanie asortymentu w szczycie popytu pozbawia sieci planowanego zysku, a towar staje się "martwym stockiem" wymagającym utylizacji lub magazynowania. Koszty tej operacji w skali sieci mogą sięgać setek tysięcy, a nawet milionów złotych.
Do przedstawicieli sieci Biedronka i SMYK wysłałem pytania o to, czy może znają już koszty takiej operacji i jakie mają plany wobec wycofanych produktów: w tym, czy powrócą one w kolejnym sezonie, czy asortyment akcesoriów Halloween zmieni się na zawsze?
Sieć SMYK przekazała nam tylko swoje oficjalne oświadczenie o wycofanych produktach z zaznaczeniem, że to ich "jedyny komentarz".
Katarzyna Czechowska-Jakubowska
Specjalista ds. Marketingu SMYK
Czekamy wciąż na odpowiedzi od Biedronki. Nieoficjalnymi drogami dowiedziałem się, że sieć dyskontów wycofane towary zwróci do producenta.
W rachunku ekonomicznym można powiedzieć, że sieci wybrały mniejsze zło – kryzys wizerunkowy i utrata zaufania rodziców kosztowałyby detalistów znacznie więcej niż rezygnacja z marży na plastikowych rekwizytach.
Zobacz także
Dlaczego w ogóle takie zabawki były w sprzedaży?
Jednym z najpopularniejszych motywów na halloweenowe przebrania są od lat czarne charaktery ze znanych filmowych slasherów. W takich klasykach jak "Krzyk" czy "Halloween" seryjni mordercy uzbrojeni w ostre narzędzia bez litości polują na nastolatków.
Właśnie dlatego na sklepowych półkach – tuż obok masek inspirowanych postaciami Jasona Voorheesa czy Ghostface'a – regularnie pojawiały się dotąd plastikowe maczety, tasaki, noże i inne kuchenne przybory umazane sztuczną krwią. W tym roku w Polsce dzieciaki planujące wcielić się w te mroczne role będą jednak musiały obejść się smakiem i zrezygnować z krwawych rekwizytów.
Źródło: Polskie Radio RDC






