
Jak informowałem na InnPoland, "wyciekł" dokument, pod którym znajduje się podpis Zbigniewa Ziobry, z którego wynika, że ten wiedział o zagrożeniach, jakie mogą generować kryptowaluty. Dokument ten pogrąża ówczesnego ministra sprawiedliwości. Jak podał minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, "linia obrony Zbigniewa Ziobry w sprawie 450 tys. zł od prezesa giełdy Zondacrypto właśnie się rozsypała".
Jak pisałem wcześniej na InnPoland, w sierpniu br. Ziobro potwierdził, że Fundacja Instytut Polski Suwerennej otrzymała 450 tys. zł. Środki pochodziły od kancelarii Przemysława Krala, prezesa Zondacrypto. Polityk upierał się, że nie miał bezpośrednich relacji z biznesmenem i nie śledził prac nad ustawą dotyczącą kryptowalut, gdyż w tym czasie chorował na nowotwór i przechodził rehabilitację. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zarzucił więc teraz Ziobrze, że po upadku Zondacrypto udawał, że nie wiedział o problemie z cyfrowymi aktywami.
Ziobro wiedział o kryptowalutach
Na początku września 2026 r. Zbigniew Ziobro powiedział dziennikarzom "Gazety Wyborczej", że jego wiedza o kryptowalutach jest tak duża, jak ta dotycząca hieroglifów. Brzmiało to jak narracja, która miała w pełni oczyścić go od oskarżeń: nie znał się na cyfrowych aktywach, więc nie mógł wiedzieć, że Zondacrypto jest zagrożeniem.
"Gazeta Wyborcza" dotarła jednak do pisma, jakie Ziobro, wtedy minister sprawiedliwości, wysłał do ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego. Pismo podpisał 26 stycznia 2018 r. i wynika z niego, że polityk wiedział o kryptowalutach całkiem dużo więcej, niż twierdzi.
Przypomnę, że w grudniu 2017 r. prezes UOKiK ostrzegał, że kryptowaluty do rynek nieuregulowany i zachęcał rząd do wprowadzenia zakazu reklamowania się tej branży. Ziobro wiedział o tym i w odpowiedzi na to napisał swoje pismo do szefa rządu. W nim przyznał, że wie, że przed cyfrowymi aktywami ostrzegają też Komisja Nadzoru Finansowego i prezes NBP. Prokuratura miała obawiać się "narastającego ryzyka" wykorzystywania cyfrowych aktywów w procesie prania brudnych pieniędzy.
Zobacz także
Żurek demaskuje Ziobrę
"Zanik pamięci czy chłodno skalkulowane kłamstwo? Linia obrony Zbigniewa Ziobry w sprawie 450 tys. zł od prezesa giełdy Zondacrypto właśnie rozsypała się w zderzeniu z dokumentami, które sam podpisywał" – napisał w swoim poście Żurek.
Jego zdaniem dokument, do którego dotarły media, stoi w sprzeczności z wcześniejszymi wypowiedziami Ziobry. "Nie da się być jednocześnie szefem prokuratury ostrzegającym rząd przed praniem pieniędzy w kryptowalutach i politykiem, który przyjmuje 450 tys. zł od szefa giełdy kryptowalutowej, bo rzekomo nie orientuje się, kto w tej branży jest uczciwy, a za kim ciągną się ciemne sprawy" – przekazał Żurek.
Dowiedzieliśmy się też, że przepływy finansowe dotyczące Zondacrypto i Fundacji Instytut Polski Suwerennej są przedmiotem zainteresowania prokuratury. "Fakty i dokumenty pamiętają wszystko, nawet jeśli byłemu ministrowi pamięć nagle zaczęła szwankować" – zakończył swój wpis.
Samo postępowanie nabrało tempa po decyzjach kadrowych ministra. Opisywaliśmy je w tekście śledztwo dotyczące Zondacrypto przyspiesza, inwestorzy niekoniecznie powinni się cieszyć – w Prokuraturze Krajowej powstał specjalny zespół prokuratorów.
Kluczowym źródłem wiedzy może okazać się sam szef upadłej giełdy. Jak informowaliśmy, Kral od Zondacrypto poszedł na współpracę, a prokuratura tylko przebiera nogami. Usłyszał zarzut udziału w oszustwie o dużych rozmiarach, a straty klientów śledczy szacują na co najmniej 2,4 mld zł. Polityczne koszty tej afery są już wymierne. Jak pokazało badanie opisane w artykule afera Zondacrypto zakończy karierę znanego polityka, 56,5 proc. będzie się mu śniło, ponad połowa Polaków chce usunięcia byłego ministra sprawiedliwości z PiS.






