logo Zondacrypto, Przemysław Kral
Minął kluczowy dzień dla ofiar Zondacrypto. Mat. InnPoland

We wtorek był ostatni dzień, w którym byli klienci Zondacrypto mogli zgłaszać swoje roszczenia do estońskiego syndyka. A dokładniej: wysłanie pisma w tym terminie pozwalało zachować realną szansę na odzyskanie przynajmniej części pieniędzy, które inwestorzy mieli ulokowane na giełdzie kryptowalut.

REKLAMA

27 października minął termin zgłaszania roszczeń wobec BB Trade Estonia, operatora upadłej giełdy kryptowalut Zondacrypto. Wszystkim zajmuje się estoński syndyk Margus Lentsius.

Upadek Zondacrypto

Giełda Zondacrypto zaczęła mieć w pierwszej połowie tego roku problemy z wypłatami środków (kryptowalut i walut fiat) dla swoich klientów. Ostatecznie platforma upadła z aktywami inwestorów. Teraz swoją zajmuje się syndyk, a poszkodowani mieli czas do 27 października, by wysłać do niego pismo ze swoimi wierzytelnościami. Jeżeli tego nie zrobili, nadal mają pewne szanse na odzyskanie pieniędzy, ale nieszczególnie duże.

– Kto nie zgłosi się na czas, trafia do ostatniej kategorii zaspokojenia. W praktyce jego szanse na otrzymanie czegokolwiek spadają do zera – tłumaczył w rozmowie z tvn24.pl radca prawny Damian Przybyłowski, przewodniczący komitetu wierzycieli Zondacrypto.

Warto dodać, że zgłoszenie sprawy na polską prokuraturę nie oznaczało, że sprawa z automatu trafi do estońskiego syndyka. Do tego ostatniego należało wysłać osobne pismo. Pytanie jednak, czy dokonanie formalności ratuje klientów. Nie jest jasne, czy uda się "zebrać" dostatecznie duży kapitał, który pozwoli na ich spłatę.

Miliardowe roszczenia

Spójrzmy bowiem na kwoty: pod koniec sierpnia syndyk przekazał, że szacuje kwotę roszczeń na 700 milionów euro (czyli około 3 miliardy złotych). Przybyłowski we wrześniu podał inną kwotę: 43 milionów euro (około 190 milionów złotych), ale w rozmowie z TVN tłumaczył, że suma może wzrosnąć do 50 milionów euro.

Różnica zastanawia. Szczególnie w kontekście tego, ilu klientów giełda obsługiwała. W latach swojej świetności – jeszcze jako BitBay – rzekomo mogła pochwalić się nawet milionem użytkowników (takie dane podał kiedyś Sylwester Suszek, założyciel platformy). Estońska jednostka wywiadu finansowego Rahapesu Andmeburoo twierdzi, że spółka BB Trade obsługiwała pod koniec 2025 roku około 57 tysięcy aktywnych klientów. A do syndyka zgłosiło się 5 tys. osób!

Jaki jednak majątek zabezpieczono? Prokuratura podaje kwotę około 125 milionów złotych, ale "część z jego składników nie pochodzi z korzyści uzyskanych kosztem klientów giełdy Zondacrypto, a co za tym idzie, nie może zostać przeznaczona na zaspokojenie ich roszczeń". W praktyce ma chodzić o m.in. 11 luksusowych samochodów. Majątek zidentyfikowany przez samego syndyka to jedynie 167 tysięcy euro (około 730 tysięcy złotych). To środki na rachunkach u dostawców usług oraz saldo kryptowalut.

Adwokat prezesa Zondacrypto Przemysława Krala, Roman Giertych, przekazał, że jego klient posiada "ogromny majątek", który "powinien wystarczyć do zaspokojenia wszystkich pokrzywdzonych, którzy zgłosili się jako tacy do prokuratury". Jak na razie jednak informacji tej nie potwierdzili ani syndyk, ani prokuratura.

Sam Kral zdecydował się na współpracę ze śledczymi, o czym pisaliśmy w materiale o tym, że Kral od Zondacrypto poszedł na współpracę, prokuratura tylko przebiera nogami. Usłyszał zarzut udziału w oszustwie o dużych rozmiarach, a straty klientów śledczy szacują na co najmniej 2,4 mld zł. Jego zeznania mogą mieć szersze konsekwencje – lista osób zainteresowanych tym, co powie, jest długa, co pokazaliśmy w artykule Przemysław Kral od Zondacrypto zaczął sypać, oni mogą się bać.

Samo postępowanie przyspieszyło po decyzjach kadrowych w Prokuraturze Krajowej, o czym informowaliśmy w tekście o tym, że śledztwo dotyczące Zondacrypto przyspiesza, ale inwestorzy niekoniecznie powinni się cieszyć.