
Usunięcie drzewa na własnej posesji to często rutyna, jednak puste ptasie gniazdo może okazać się pułapką prawną. Sprawdzamy, za co grożą wielotysięczne grzywny i kiedy na działkę trzeba wezwać ornitologa.
Pod koniec października w mojej okolicy rozkręciły się piły. W sąsiedztwie cięto gałęzie i całe drzewa na działkach. Brak liści ułatwia pracę, a powszechne przekonanie głosi, że po zakończeniu wiosennego sezonu lęgowego problem ptasich lokatorów znika. Prawo patrzy na to jednak inaczej. Niewielkie, puste gniazdo może zamienić rutynowe porządki w kosztowny spór sądowy. W Warszawie nie grozi to raczej moim sąsiadom, ale osoby mieszkające w sąsiedztwie terenów chronionych powinny być czujniejsze.
Puste gniazdo nadal pod ścisłą ochroną
Wydawałoby się logiczne, że jeśli w gnieździe nie ma jaj ani piskląt, przeszkoda znika. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska podkreśla jednak: zakazy dotyczące chronionych gatunków i ich siedlisk obowiązują rygorystycznie przez cały rok. Listę takich ptaków możemy znaleźć m.in. na stronie ptaki.info albo na stronie lasów państwowych.
Wiele chronionych ptaków wykazuje przywiązanie do miejsca rozrodu, wykorzystując te same konstrukcje przez lata. Zniszczenie takiego gniazda – nawet pustego – to złamanie przepisów. Co ważne, ochrona obejmuje również małe drzewa, których wycinka zazwyczaj nie wymaga nawet zgłoszenia do urzędu gminy.
O tym, jak silna potrafi być taka ochrona, przekonali się mieszkańcy Helu. W ubiegłym roku pod piły miało trafić 433 drzew, ale w opinii ekspertów były to drzewa lęgowe. Był to jeden z argumentów, aby unieważnić decyzję środowiskową dla budowy kompleksu apartamentowego.
Surowe kary: od grzywny po więzienie
Zlekceważenie przepisów może uderzyć w portfel. Nawet usuwanie gniazd ptaków nieobjętych ochroną jest uregulowane i możliwe wyłącznie w okresie od 16 października do końca lutego, gdy przemawiają za tym względy bezpieczeństwa ludzi lub sanitarne. Mieszkańcy miast mogą nadziać się przede wszystkim, jeśli na ich działkach zagnieździła się sójka, objęta ścisłą ochroną i lubiąca miejskie tereny.
Zgodnie z ustawą o ochronie przyrody zniszczenie gniazda bez zezwolenia to wykroczenie. Grozi za to areszt lub grzywna do 5 000 zł. Dodatkowo sąd może nakazać przywrócenie stanu poprzedniego lub orzec nawiązkę do 10 000 zł.
Jeszcze surowsze sankcje przewiduje ustawa o ochronie zwierząt. Jeśli podczas wycinki ucierpią same ptaki, sprawcy grozi do 3 lat więzienia (przy okrucieństwie do 5 lat) oraz nawiązka do imponujących 100 000 zł. O bezwzględności prawa świadczy wyrok z listopada 2024 r. – mężczyzna za strącenie gniazda jaskółek otrzymał 5 000 zł grzywny i 3 000 zł nawiązki, choć tłumaczył się niewiedzą.
Zobacz także
Jak legalnie ściąć drzewo z gniazdem?
Jeśli na drzewie znajduje się gniazdo, zgoda gminy na usunięcie pnia (wymagana m.in. dla dębów, których obwód pnia przekracza 50 cm) to za mało. Urząd, zauważając problem, zawiesi postępowanie. Właściciel posesji musi wystąpić do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska (RDOŚ) o wydanie zezwolenia na odstępstwo od zakazów.
Rozpoznanie starego gniazda często przekracza kompetencje laika. Przy planowaniu wycinki drzew z widocznymi konstrukcjami, najbezpieczniejszym rozwiązaniem ekonomicznym jest wynajęcie ornitologa. Koszt opinii to ułamek potencjalnych kar, a ekspertyza stanowi skuteczną tarczę prawną.






