Chaos i biurokracja. Jeśli chcą żyć i pracować w Polsce, czeka ich droga przez mękę
Chaos i biurokracja – takimi słowami opisują urzędowe realia stołecznego wydziału spraw cudzoziemców osoby próbujące legalnie funkcjonować w Polsce. Pracę urzędu miał usprawnić system informatyczny – ale na nic rozwiązania IT, gdy sprawa utyka w gąszczu procedur.
Lata płyną, a system nie zmienia się ani o jotę: implementacja systemu IT tylko na chwilę zlikwidowała kolejki przed urzędami i instytucję „stacza”, odsprzedającego w nich miejsce. Internetowa rejestracja nie działa, więc cudzoziemcy próbują załatwić swoje sprawy osobiście i... znów ustawiają się w kolejkach.
Płatni pośrednicy skuteczniejsi
W kolejkach spotykają się ludzie z całego świata: Amerykanie, Ukraińcy, Wietnamczycy. Ich opowieści to surrealistyczna podróż po świecie procedur – formalności, które są bez związku i znaczenia dla sprawy, którą chce się załatwić, informacyjnego chaosu, kolejnych wizyt, które nie dochodzą do skutku z powodu braków formalnych.
Charakterystycznym dodatkiem do tego obrazka są firmy, które krążą wokół obcokrajowców, obiecując odpłatnie przyspieszenie biegu spraw – a ponieważ mają renomę skutecznych, więc klientów im nie brakuje.
– Potrzebne są duże zmiany i przede wszystkim duże nakłady finansowe. Pracowników w wydziale jest za mało. Dziś to, co się w nim dzieje, jest niezgodne z przepisami postępowania administracyjnego – cytuje „GW” prawnika Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Daniela Witko. – Skandalem jest to, że do tego urzędu nie można się dodzwonić, nie da się porozmawiać z urzędnikiem, który zna sprawę. Nawet umówienie się na wizytę przez system elektroniczny jest często niemożliwe – kwituje.