Twierdzą, że ograniczenie przemieszczania jest nielegalne. Zapytaliśmy o to prawnika

Izabela Wojtaś
Rząd podjął decyzje o zaostrzeniu środków bezpieczeństwa podczas panującej pandemii koronawirusa. Od 25 marca do 11 kwietnia obowiązują ograniczenia w przemieszczaniu się poza niezbędnymi sytuacjami i kary za ich łamanie. Internauci zaczęli się zastanawiać, czy przyjęte rozporządzenie jest zgodne z prawem. Zapytaliśmy o to prawnika.
Koronawirusowe rozporządzenie ministra zdrowia daleko ingeruje w prawa i wolności osób, ale jest zgodne z przepisami Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
20 marca Łukasz Szumowski, minister zdrowia, zmienił stan zagrożenia epidemiologicznego na stan epidemii. To pociągnęło za sobą zaostrzenie rygoru. Między innymi wzrosła kara za złamanie obowiązku poddania się kwarantannie z 5 do 30 tys. zł. Premier poinformował też, że limit osób w zgromadzeniach z 50 zmniejsza się do dwóch. Kary za niestosowanie się do zakazu zgromadzeń mogą wynieść nawet 5 tys. zł.

Czy tak można w ogóle?


W sieci zawrzało. Pojawiało się mnóstwo komentarzy, że takie ograniczenia są niezgodne z prawem, że łamią wolność, którą gwarantuje nam Konstytucja. – Koronawirusowe rozporządzenie Ministra Zdrowia określa znamiona czynów zabronionych, których naruszenie skutkuje uruchomieniem sankcji karnej z ustawy o chorobach zakaźnych. Można tak w ogóle? – pyta Patryk Wachowiec. Post z zapytaniem udostępniono kilkadziesiąt razy. Od razu pojawiły się też komentarze. Najczęściej te podważające zasadność rządowych działań.


– Nie. Bo to rozporządzenie wykracza poza delegacje samej ustawy. Nie mówiąc już o tym, że bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego nie można w ten sposób ograniczać (praktycznie do zera) praw i wolności obywateli. Nawet jeśli to ma sens. Od tego są te stany nadzwyczajne – napisał jedne komentator.

A potem posypały się kolejne pytania: Według którego przepisu k.k./k.w. czy jakiejkolwiek innej ustawy należy kwalifikować złamanie ograniczeń lub zakazów? Czy bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego można w ten sposób ograniczać (praktycznie do zera) praw i wolności obywateli, nawet jeśli to ma sens?

– Hmm...[Rozporządzenie] Wskazuje klasy podmiotów, konkretne rodzaje działalności i zachowania, których w okresie stanu epidemii podejmować nie wolno – podsumował inny użytkownik.

Tak się sieje niepokój w czasie epidemii

Efekt? Wielu zaczęło się zastanawiać, czy faktycznie dochodzi tu do nadużyć. Potwór zwany „niepokojem”, który i tak już nam towarzysz, znowu został dokarmiony. To, że rząd działa nie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, to jedno, ale podawanie w wątpliwość działań, które mają służyć jedynie temu – by w szpitala nie zabrakło dla nas łóżek i respiratorów oraz by drodzy nam bliscy nie umierali tak jak Włosi czy Hiszpanie – to drugie. Zapytałam więc o zdanie eksperta.

– Kary za wykroczenie czy przestępstwo polegające na narażeniu innych osób na zarażenie czy też za nieprzestrzeganie zasad i nakazów wydanych w drodze Rozporządzenia, na mocy którego ogłoszono stan epidemii, są już od dawna w kodeksie karnym, kodeksie wykroczeń oraz ustawie z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz.U. z 2009 r. poz. 1239) – powiedziała mi mec. Agata Jaczyńska, senior associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Pani mecenas wyjaśniała w rozmowie z INNPoland.pl, że rozporządzenie, które zostało wydane przez ministra zdrowia na podstawie ww. ustawy o chorobach zakaźnych, ma umocowanie w ustawie, więc po jego ogłoszeniu w Dzienniku Urzędowym RP obwiązuje od dat wskazanych w tym akcie prawnym.
Zaostrzenie zakazów ma przeciwdziałać lawinowemu przyrostowi liczby zakażonych.Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Dodała, że sama ustawa o chorobach zakaźnych już od dawna przewiduje daleko idące ograniczenia wolności człowieka poprzez nawet zastosowanie przymusu bezpośredniego. Wspomniała, że przepisy, o których mowa, są aktualnie doprecyzowywane i dodała, że faktycznie obecne obostrzenia daleko ingerują w prawa i wolności osób.

Zapytałam więc wprost, czy bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego można w ten sposób ograniczać (praktycznie do zera) prawa i wolności obywateli, nawet jeśli to ma sens? Pani mecenas kiwnęła tylko głową.

– Tak, obowiązujące przepisy pozwalają na takie ograniczenia. Ocena zastosowanych środków będzie mogła mieć zastosowanie w każdym przypadku indywidualnie, po ustaniu epidemii, w drodze środków odwoławczych przewidzianych w kodeksie postępowania karnego i kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia – powiedziała mi mec. Agata Jaczyńska.

Dodała jednak, że rozstrzygnięcie tego, czy ustawa, inny akt prawny czy też decyzja organu była zgodna z Konstytucją pozostaje wyłącznie w gestii Trybunału Konstytucyjnego, do którego można złożyć skargę.

Liczy się tu i teraz

Może dochodzi tu do naciągania przepisów. Jeśli tak, to jest to nie pierwszy i nie ostatni raz. Na rozliczenia „akcji koronawirus” przyjdzie jeszcze czas. Na razie sami musimy zdecydować, co jest dla nas ważniejsze: zdrowie czy prawo?

Dla mnie istotni są bliscy. Babcia, rodzice. Rozmawiałam wczoraj z mamą. Pracuje w wojsku, więc praca zdalna jej nie dotyczy. Opowiedziała mi historię z koronawirusowego frontu. W pracy w ostatnich dniach stawił się pan, którego żona wylądowała w szpitalu zakaźnym, bo jest zakażona koronawirusem. Przyjechał, żeby poprosić swojego szefa o urlop. Resztę dopowiedzcie sobie.

Na tę chwilę wolę obostrzenia, które daleko ingerują w prawa i wolności osób, niż słuchanie takich historii. Nie traćmy czujności, ale też nie nakręcajmy się niepotrzebnie, zmartwień już i tak zanadto.