Koszmar lokatorów w nowym bloku. Ścieki kapały im na głowę

Mateusz Czerniak
Portal money.pl opisał historię mieszkańców nowego bloku, którzy na co dzień muszą się mierzyć z zalewanymi garażami, awaryjnymi windami oraz domofonami, pękającymi ścianami. Kilkudziesięciu właścicieli ma dość i idzie wojować z deweloperem.
Mieszkańcy skarżą się na fatalny stan bloku. Deweloper odrzuca oskarżenia. ZDJĘCIE ILUSTRACYJNE Piotr Skornicki / Agencja Gazeta
Budynek, o którym mowa, to nowy budynek osiedla Ursa Home na terenie byłej fabryki ciągników Ursus. Mieszkańcy zaczęli się tam wprowadzać się w styczniu 2021 r. Jak pisze money.pl, od początku roku aż do teraz trzykrotnie dochodziło do zalania garażu, pękały rury i własność mieszkańców została zniszczona.

Deweloper twierdzi, że zalania to wina mieszkańców. Pewnie jesteśmy też odpowiedzialni za pęknięcie rury, przez którą ścieki wylewały się nad wejściem do klatki na głowę wychodzących – odpowiada “Moneyowi" Joanna, mieszkanka osiedla

Dlatego 61 właścicieli mieszkań w bloku podpisało pismo do dewelopera, żądając sprawdzenia zarówno projektu, jak i instalacji w budynku. Jak pisze money.pl, deweloper jednak w odpowiedzi miał “przerzucić winę na mieszkańców". Zażądał także od mieszkańców podpisania umowy przeniesienia własności. Mieszkańcy z pomocą prawnika przeanalizowali jej zawartość.


– Jego analiza mówi, że znajdują się w niej zapisy, które mogą utrudnić nasze dociekanie swoich praw w przyszłości w zakresie reklamowania wad, usterek, awarii. Dlatego w kilka osób poprosiliśmy dewelopera o zmianę niekorzystnych dla nas zapisów. Deweloper odrzuca wszelkie dyskusje – opisuje Joanna.

Deweloper dewastuje rezerwat?

Problemy z deweloperami w Polsce to chleb powszedni. Jedna z takich firm postanowiła postawić osiedle w otulinie rezerwatu “Łosiowe Błota", podwarszawskich torfowiskach, gdzie znajduje się m.in. ostoja łosia.

Jak donosił portal rmf24.pl, deweloper w celu postawienia osiedla wykorzystuje koronawirusowe, prawne kruczki. Z ostatnich informacji wynika, że utrudnia także urzędnicze kontrole.

Gmina Babice Stare poinformowała prokuraturę okręgową w Warszawie w tej sprawie. Chodzi o to, że deweloper miał blokować działania urzędników. Pracownicy wydziału środowiska zostali wpuszczeni na teren działki tylko na kilka godzin w środę i nie mogli w pełni przeanalizować przebiegu i zakresu prac.

Tymczasem z informacji, które przekazują mieszkańcy do urzędu gminy, wynika, że robotnicy - mimo okresu lęgowego ptaków - wycinają drzewa w otulinie rezerwatu.