"Spłonęła żywcem, bo nie mogła wydostać się z auta". Bracia z Krosna wymyślili siłowniki, które ratują ofiary wypadków

Od lewej: bracia Nowak: Wiesław, Zygmunt i Janusz. Opracowali innowacyjne siłowniki do wyciągania ludzi z płonących samochodów.
Od lewej: bracia Nowak: Wiesław, Zygmunt i Janusz. Opracowali innowacyjne siłowniki do wyciągania ludzi z płonących samochodów. Materiały prasowe
Wiele ofiar wypadków samochodowych ginie, zanim przyjedzie straż pożarna i przetnie karoserię. Wszystko dlatego, że nie ma jak wydostać się z płonącego auta. Trzech braci z Krosna wymyśliło sposób, jak zwiększyć szansę na przeżycie ofiarom wypadków. Stworzyli pirotechniczne siłowniki, które otwierają zakleszczone drzwi i przecinają pasy bezpieczeństwa w samochodach.

– Zobaczyliśmy we Francji wypadek. Dachował samochód. Wewnątrz była uwięziona młoda kobieta. Nie można było w żaden sposób jej wydobyć. Samochód zaczął się palić – mówi w rozmowie z INN:Poland Zygmunt Nowak. – Kobieta spłonęła na oczach ludzi, którzy próbowali ją ratować. Do dziś widzę jej twarz i naszą bezradność. A wystarczyło małe, proste urządzenie, które mogłoby te drzwi otworzyć. To nie są potężne siły – opowiada Zygmunt.

Zygmunt Nowak ma 58 lat. Na zrobieniu matury zakończył swoją edukację, bo musiał pójść na operację. Skręcił na WF-ie staw kolanowy i konieczna była dwuletnia rehabilitacja. Dlatego nie poszedł na studia. Nie przeszkodziło mu to jednak w stworzeniu wynalazku, który być może odmieni branżę motoryzacyjną.

Zygmunt jeszcze w peerelowskiej Polsce lat 80. potrafił wraz z braćmi Januszem (62 lata) i Wiesławem (54 lata) sprawić, że ciężarówka jechała powyżej 30-stopniowego mrozu. Przepuścili przewody oleju napędowego przez chłodnice w metalowej rurce. Paliwo dzięki temu przez cały czas było ciepłe i samochód mógł jechać.
Zygmunt z braćmi po dramatycznym przeżyciu we Francji postawili więc sobie za cel uratowanie tych ofiar wypadków samochodowych, które będą się palić czy tonąć w samochodach. – Próbowaliśmy różnych opcji. Myśleliśmy o elektrycznym otwieraniu. Okazało się to nierealne do powszechnego zastosowania. Powodowało wyginanie, a nie rozerwanie zakleszczonych blach. Poza tym nie ma możliwości zgromadzenia tak dużej energii, by dało radę otworzyć drzwi. Możliwe są też zwarcia instalacji elektrycznej. Z kolei siłowniki pneumatyczne wymagały specjalnych zbiorników z powietrzem – opowiada.


Zastosowali więc siłowniki, w których użyto generatorów gazu. Po wypadku aktywuje się ładunek pirotechniczny zamontowany w siłowniku umieszczonym w drzwiach pojazdu. Drzwi zostają otwarte.

Siłowniki zaczynają działać dopiero po zatrzymaniu się pojazdu. Jeśli nastąpi zderzenie lub samochód dachuje i dalej się stacza, system nie reaguje. Po zatrzymaniu się pojazdu najpierw otwierają się zamki drzwi, które nie są niszczone. Potem drzwi.

Siłowniki otwierają drzwi w pojeździe wojskowym

Drugi wynalazek przecina pasy bezpieczeństwa. Prawie połowa osób, które w USA utonęły w samochodach z powodu szoku, nie odpięła pasów bezpieczeństwa. – Ludzie panicznie próbują otworzyć drzwi, a ciśnienie wody na to nie pozwala – tłumaczy Nowak. Wynalazek braci przecina w sytuacji zagrożenia pasy automatycznie.

Pierwsze testy siłowników bracia przeprowadzili w Skocie, transporterze wojskowym. Na 10 prób, za każdym razem siłowniki zadziałały. Okazało się, że spełniają wymogi bezpieczeństwa (gorący gaz nie wydostawał się na zewnątrz) i posiadają bardzo dużą energię. Otworzyły drzwi, które były zespawane drutem stalowym o średnicy 3 milimetrów i wymagały siły 300 kilogramów (kG). Mało tego, udało się otworzyć drzwi zespawane trzema drutami, do których była potrzebna siła 1000 kilogramów. Sfilmował to Reuters, nagrania poszły w świat, jest więcej szansa, że rozwiązaniem Nowaków zainteresują się inwestorzy.

Kolejne testy odbyły się w Fordzie Mondeo. Wypadły podobnie jak w transporterach. W ponad 100 próbach siłowniki zadziałały i także całkowicie spełniły wymogi bezpieczeństwa. – Mają siłę 1000 kilogramów (kG). Oznacza to, że bardzo łatwo mogą rozerwać drzwi. Volkswagen mierzył siłę potrzebną do otwarcia drzwi po zderzeniu modeli Polo z Phaetonem i tam wystarczyła siła około 50 kilogramów, a więc 20-krotnie mniejsza – opowiada Nowak. Siłowniki można zamontować zarówno w nowych, jak i używanych samochodach.
Pan Zygmunt z braćmi pracował nad siłownikami od 12 lat. W tym czasie utrzymywali się z firmy transportowej i handlu odzieżą oraz tkaninami. Dzięki temu mogli sfinansować budowę prototypów, które są ich pasją. W 2014 roku, kiedy prototypy były już gotowe, powstała spółka Nowak Innovations. Od tego czasu Nowakowie starają się wdrożyć prototypy do masowego użytku. Opatentowali już siłowniki w Stanach Zjednoczonych, w Polsce, w Unii Europejskiej i w Hong Kongu.

Obecnie Nowakowie szukają inwestorów w USA. Zgłosiła się do nich amerykańska firma PR-owa, która ma za zadanie dotrzeć do Forda. Będzie pokazywać wyniki testów w Fordzie Mondeo i promować rozwiązania Nowak Innovations wśród tamtejszych celebrytów.

Bo to Paul Walker, aktor znany z „Szybkich i Wściekłych” spalił się w Porsche. Żył po wypadku, ale 80 sekund po nim wybuchł pożar. Próbował uwolnić się z pasów bezpieczeństwa, ale pasy go trzymały bardzo mocno, drzwi były zakleszczone, a na oczach ludzi się spalił.

Jak mówi Zygmunt Nowak, rozmowa z firmami motoryzacyjnymi jest trudna, bo stosują one własne patenty. Łatwiejsza jest branża zbrojeniowa. Pojazdy wojskowe także nie mają żadnych urządzeń, które ratowałyby żołnierzy. Nowakowie rozmawiają z ich twórcami, którzy są zainteresowani wprowadzeniem ich rozwiązań.
Zgodę musi wyrazić jeszcze Ministerstwo Obrony Narodowej. Wtedy wspomniany producent uruchomi produkcję pojazdów zawierające siłowniki Nowaków. – Na targach przemysłu obronnego w Kielcach rozmawialiśmy z najlepszymi amerykańskimi i europejskimi koncernami, które były zaskoczone, że to nasza polska technologia – przekonuje Nowak.

Od 1 sierpnia 2017 roku w USA wejdą w życie przepisy nakazujące, aby we wszystkich noworejestrowanych samochodach osobowych i lekkich ciężarowych wszystkie boczne szyby były wykonywane ze szkła laminowanego, a nie hartowanego, które łatwo się rozbija. – To będzie bardzo niebezpieczna sytuacja. Rocznie w USA około 10 tys. samochodów wpada do wody, a tonie w nich od 400 do 600 osób. Podobne jest zagrożenie w przypadku pożarów. Szyby laminowane mogą przyczynić się do drastycznego wzrostu śmiertelnych ofiar wypadków drogowych, które spłoną lub utopią się – opowiada Zygmunt Nowak.

Napisz do autora: rafal.badowski@innpoland.pl

Trwa ładowanie komentarzy...