"Ostatni nowoczesny lek powstał za PRL-u". Profesor medycyny odsłania kulisy patologii systemowych

Prof. d. hab. med. Krzysztof J. Filipiak, Prorektor ds. Umiędzynarodowienia, Promocji i Rozwoju Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Prof. d. hab. med. Krzysztof J. Filipiak, Prorektor ds. Umiędzynarodowienia, Promocji i Rozwoju Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Materiały własne WUM
Kiedy ostatnio wprowadzono innowacyjny lek z Polski? Jeszcze za PRL-u. Innowacyjność to modne słowo, popularne zwłaszcza wśród partii rządzącej. Rzadko jednak słyszymy o spektakularnej komercjalizacji polskiego wynalazku. A jeśli do tego dojdzie, patent sprzedawany jest na Zachód. Dlatego powstało Centrum Badań Przedklinicznych i Technologii, które ma wcielać nowe rozwiązania w życie. Profesor dr hab. med. Krzysztof J. Filipiak, Prorektor ds. Umiędzynarodowienia, Promocji i Rozwoju Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w rozmowie z INN:Poland tłumaczy, jak sami naukowcy próbują walczyć o komercjalizację i transfer technologii do biznesu.

Od 30 lat w Polsce nie wprowadzono innowacyjnego leku z naszego kraju. Dlaczego? 

Wprowadzenie na rynek leku innowacyjnego wymaga ogromnych nakładów finansowych. Stąd też na świecie zdominowane zostało przez wielkie koncerny farmaceutyczne. Stać je zarówno na badania podstawowe (research and development – R&D), ale i przedkliniczne i kliniczne substancji innowacyjnych.

I tylko one są w stanie to udźwignąć?

Oczywiście wiele pomysłów na nowe, innowacyjne leki pochodzi również z zakładów naukowych i ośrodków uniwersyteckich. One jednak muszą na pewnym etapie badań poszukać sobie strategicznych partnerów z przemysłu.

Na tym uniwersytety wykładają się w naszym kraju?

Tak. Problemem w Polsce jest ten właśnie aspekt innowacyjności – znalezienie partnera przemysłowego, który mógłby prowadzić dalsze etapy badań pod kątem komercjalizacji projektu.

Dlaczego?

Nie mamy w Polsce firm farmaceutycznych, które byłyby zdolne w chwili obecnej udźwignąć pełną komercjalizację takiego projektu. Nie są w stanie zasponsorować wielotysięcznych, wieloletnich badań klinicznych. A one są potrzebne do rejestracji nowego innowacyjnego leku w europejskiej procedurze centralnej (unijnej). Chociaż na horyzoncie jest już kilka podmiotów, które znacznie rozbudowały swoje działy R&D i mogą w przyszłości stać się źródłem nowych, polskich, innowacyjnych leków.

Jakie na przykład?

Myślę tu na przykład o takich podmiotach farmaceutycznych jak firma Adamed – znakomicie zarządzane przedsiębiorstwo z wizją i chęcią inwestycji w R&D.
Wychodzi na to, że problemy są właściwie na każdym polu: współpracy nauki i biznesu, transferu technologii czy finansowaniem badań. Jak ma się to do deklaracji rządu, że chce zmienić Polskę w kraj innowacji. Ile w tym PR-u, a ile faktycznych działań? 

Proszę nie namawiać mnie do ocen politycznych, chociaż wszyscy będziemy chyba zgodni, że nadal brak konkretów co do realnego, faktycznego wsparcia polskich innowacji.

Z punktu widzenia środowiska akademickiego, robimy, co, możemy. Konsolidujemy zespoły naukowe, aktywnie współpracujemy, budujemy struktury, które mają w swoim zamiarze „wyjść naprzeciw” sprawnemu transferowi technologii i komercjalizacji badań.

Tym jest właśnie nowa inicjatywa?

Tak, po to powołano między innymi Centrum Badań Przedklinicznych i Technologii (CePT). Nieskromnie można uznać, że CePT jest obecnie największym przedsięwzięciem biomedycznym i biotechnologicznym w naszym kraju i jednocześnie największą inwestycją w naukę w Polsce.

I czym się wyróżnia na tle innych?

To ośrodek naukowy, składający się ze ściśle współpracujących ze sobą centrów badawczych. Są w nich prowadzone interdyscyplinarne badania dotyczące najczęściej występujących chorób cywilizacyjnych. W szczególności chorób nowotworowych, neurologicznych, układu krążenia oraz schorzeń związanych ze starzeniem się.

A działalność z zakresu transferu technologii?

To integralna część koncepcji projektu CePT. Jego celem jest jak najszybsze wprowadzenie osiągnięć z zakresu badań przedklinicznych do medycyny praktycznej.

Opiera się on na współpracy z przemysłem, zarówno z dużymi firmami z sektora biotechnologicznego, jak również z małymi i średnimi innowacyjnymi przedsiębiorstwami działającymi w obszarze diagnostyki, telemedycyny i nanotechnologii. O czym zresztą będziemy mówić na konferencji "CePT – Platformą Rozwoju
Innowacyjnej Medycyny" pod koniec lutego.

Wspomniał Pan, że to kilka centrów badawczych – które ośrodki w nim działają?

Warszawski Uniwersytet Medyczny (WUM), Uniwersytet Warszawski (UW), Politechnika Warszawska (PW), Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego (IBD PAN), Instytut Biochemii i Biofizyki (IBB PAN), Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego (IMDiK PAN), Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej (MIBMiK), Instytut Podstawowych Problemów Techniki (IPPT PAN), Instytut Wysokich Ciśnień (IWC PAN), Instytut Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej (IBIB PAN).

Sporo.

Duża część naszej kadry naukowo-dydaktycznej z WUM pracuje nad rozwiązaniem problemów „od poziomu molekularnego do łóżka chorego”. Oczywiście, tutaj największym problemem jest skuteczny transfer pomysłu naukowego do potencjalnie stosowanej technologii.
Rewolucyjne odkrycie polskich naukowców, tak nagłośnione przez media pod koniec 2016 roku, powstało przy wydatnej pomocy zagranicznych koncernów. Sami naukowcy stwierdzili, że inaczej byłoby to niewykonalne; jak można to zmienić, aby patenty zostały w Polsce?

To już pytanie do dysydentów i organizatorów życia naukowego w Polsce. Głos środowiska akademickiego, które reprezentuję, jest tylko głosem doradczym.

Jak zatem władza może pomóc w tej kwestii?

Władze Ministerstwa Nauki muszą zaproponować takie regulacje prawne, które ułatwią przepływ środków finansowych z przemysłu na badania naukowego, ale z drugiej strony zagwarantują ośrodkom naukowym częściowy dochód ze skomercjalizowanych projektów.

Brzmi jak poważne wyzwanie.

Bo to cała skomplikowana sieć rozwiązań prawnych. Zarówno z obszaru nauki, ale również z obszaru finansów. Chodzi o ulgi podatkowe, zwolnienia podatkowe związane z innowacyjnością, możliwość odpisów od dochodu środków przeznaczanych na R&D. Taka symbioza nauki z przemysłem jest kluczem do innowacyjności.

Biotechnologia ma już pewne sukcesy w Polsce – dość wspomnieć firmę HiProMine.

HiProMine to podpoznańska firma, która może być wzorem pomysłu i innowacyjności przekutego na sukces rynkowy. Ale wybaczy Pan, że jako lekarz kardiolog, nie będę odnosił się do sfery badań biologicznych dość odległych temu, czym na co dzień się zajmuję.

Czy powinno być mniej czy więcej państwa przy tworzeniu innowacji? Nie lepiej zostawić tę kwestię wolnemu rynkowi? 

Odpowiem ogólnie: wolny rynek nie jest antidotum na wszystkie problemy współczesnych społeczeństw. Jeżeli zostawimy wszystko bez rozumnej ingerencji Państwa, pozostaną nam tylko takie pojedyncze HiProMine'y – perły pomysłu i realizacji. Ale takich „pereł” powinno by tysiące.

Bez Państwa tego nie osiągniemy?

Innowacyjność powinna być wspierana przez Państwo. Zwłaszcza, że w perspektywie przynosi wymierne korzyści finansowe. Sprzyja bogaceniu się społeczeństw, rozwojowi strukturalnemu, konkurencyjności, lepszemu postrzeganiu kraju i marki jego produktów. Wiele mówimy o „pułapce średniego rozwoju”. To właśnie kwintesencja braku zainteresowania innowacyjnością.

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...