Jarosław Kuźniar.
Jarosław Kuźniar. Fot. Kamila Kubat / Agencja Gazeta

Znany dziennikarz i podróżnik się nie spieszy, przynajmniej pozornie. O uruchomionej kilka tygodni temu aplikacji GoForGuide plotkowano od miesięcy, ale Jarosław Kuźniar nie zamiaru dodawać gazu. – Chcę mieć gotowy produkt, zanim ruszymy dalej. Tak, by na kolejnych etapach nie musieć tłumaczyć potencjalnym inwestorom, co chcemy robić, tylko pokazać im: to i to robimy, a pieniądze są w tym miejscu, o, tutaj – podkreśla.

REKLAMA
Podróżnicze pasje Jarosława Kuźniara nigdy nie były tajemnicą. Uruchomienie biura podróży GoForWorld było ich naturalną konsekwencją – rok temu dowidzieliśmy się, że znany dziennikarz chce pójść za ciosem i stworzyć specjalną aplikację, którą łączyłaby turystów z przewodnikami miejskimi. Minęło kilkanaście miesięcy i... słowo stało się ciałem.
Komisja mówi: ok
– Mniej więcej przed rokiem, przy okazji GoForWorld, trafiłem do środowiska BUSINESS LINK w Warszawie – opowiada INN:Poland Kuźniar. – Poznałem tam ludzi, którzy – słysząc o pomyśle na takie miejsce w sieci, który integrowałoby wszystkich przewodników miejskich – powiedzieli: ruszaj na casting przed naszą komisją API Seed Capital, może dostaniesz na to pieniądze – dodaje.
W ekspresowym tempie luźne refleksje na temat aplikacji trzeba było przenieść na papier. Przed spotkaniem z inwestorami pomysłodawca musiał zasięgnąć opinii ekspertów, czy takie przedsięwzięcie robić na skalę dużą czy też małą, jak się do tego zabrać. – Kiedy pojawiłem się na tym castingu, z odpowiedziami na wszelkie pytania, okazało się, że komisja mówi: ok, spróbujmy – mówi twórca GoForGuide. Za decyzją komisji poszły pieniądze: nie 250 tysięcy, jak plotkowano rok temu, lecz około 100 tysięcy. Pozwoliły one zacząć prace, które właśnie dobiegają końca.
Wkrótce aplikacja mobilna GoForGuide ma być dostępna w AppStore i Google Play.
Wkrótce aplikacja mobilna GoForGuide ma być dostępna w AppStore i Google Play. Fot. GoForGuide.com
Powstała aplikacja bardzo prosta, a jednocześnie skrajnie przejrzysta i intuicyjna. Przeglądać serwis można bezpłatnie i bez rejestracji. Rejestracja otwiera jednak drogę do korzystania z GoForGuide w bardziej wyrafinowany sposób: turysta może tu poznawać i oceniać przewodników, kontaktować się z nimi i uzgadniać detale potencjalnej wspólnej wycieczki. Taki użytkownik podaje też numer swojej karty kredytowej, którą uiści należność za wycieczkę.
Rejestracja pozwala też zarejestrować się jako przewodnik: można oszacować swój stan wiedzy w pięciu kluczowych kategoriach, podać rozszerzony opis oraz wyliczyć języki, którymi się posługujesz. No i, rzecz jasna, cenę. Prościej już nie można.
Siedzi dwóch facetów, jeden z licencją, drugi bez...
GoForGuide zresztą niemal natychmiast po tym, jak rozeszły się wieści o jego powstaniu, zyskał sobie miano „turystycznego Ubera” czy „drugiego AirBNB”. – Jeden z członków komisji, przed którą występowałem, rzucił hasło, że to może być „Uber dla przewodników”. Trochę się tego trzymaliśmy – mówi Kuźniar.
Obyło się jednak bez kontrowersji pierwowzoru. Do GoForGuide dołączyć mogą zarówno amatorzy, którzy są pasjonatami historii i miast, w których żyją, jak i zawodowcy – profesjonalni przewodnicy z licencją. Wśród dwudziestu osób, które zarejestrowały się w pilotażowej wersji serwisu – koncentrującej się na Krakowie, jako najchętniej odwiedzanym przez turystów mieście w Polsce – proporcje wynoszą niemal idealnie pół na pół. Odróżnić jednych od drugich można po cenie: amatorzy wyceniają godzinę swojego czasu na kilkadziesiąt złotych (minimum to 30 zł), ceny u profesjonalistów zaczynają się od, mniej więcej, 100 złotych.
Na poligon testowy GoForGuide został wybrany Kraków, miasto najpopularniejsze wśród turystów.
Na poligon testowy GoForGuide został wybrany Kraków, miasto najpopularniejsze wśród turystów. Fot. Pixabay
Prawo w tym zakresie pozwala zresztą na więcej: dziś po polskich miastach oprowadzać mogą wszyscy. Początkowo twórcy GoForGuide „celowali” w amatorów, okazało się, że zawodowcy dołączają równie chętnie.
– Pomyśleliśmy sobie, że zrobimy takie miejsce, które pogodzi jedno i drugie środowisko – mówi Jarosław Kuźniar. – Na pierwszym spotkaniu w Krakowie, z ludźmi, którzy już do nas dołączyli i tymi, co do których mamy nadzieję, że dołączą, miała miejsce taka scenka: na końcu sali siedziało dwóch facetów, jeden z licencją, drugi – bez. Ten pierwszy w środowisku przewodników od lat, z ogromną chęcią do współpracy. Ten drugi tak samo, choć bez licencji, jako szef takiego stowarzyszenia, które pielęgnuje podziemia i różne bunkry w Krakowie. W którymś momencie zaczęli rozmawiać: ten pierwszy pyta, czy ja się nie boję, że brak licencji obniży jakość oferowanych usług. Na to ten drugi: ja nie mam licencji i pewnie nigdy nie będę miał, ale mam taką wiedzę historyczną, jakiej nikt z licencją w Krakowie nie ma. W fajny sposób zaczęli wymieniać argumenty i emocje, to pokazuje miejsce, że w GoForGuide jest miejsce dla wszystkich – kwituje twórca serwisu.
Miły początek
Pytanie, czy pierwszych i drugich wystarczy, by przedsięwzięcie finansowo stanęło na własne nogi. Trudno oszacować liczbę tych, którzy chcieliby świadczyć takie usługi amatorsko. To mogą być studenci, pasjonaci czy osoby, które szukają jakiegoś zarobku. O ironio, niewiele łatwiej jest doliczyć się profesjonalnych przewodników. Jak podkreśla Jarosław Kuźniar, nie istnieje żadna baza licencjonowanych profesjonalistów. A próba znalezienia ich w sieci sprowadza się do niekończącego się oglądania pojedynczych witryn – czasem lepszych, czasem gorszych, z pomysłem, lub bez – ale bez możliwości porównania.
– Nie wychodziliśmy od tego, jaki jest rynek przewodników w Polsce, lecz od tego, ilu będzie chciało do nas dołączyć – podkreśla dziennikarz. – Wybraliśmy Kraków jako to miejsce, gdzie sprawdzamy, jak to działa, uczymy się, wysłuchujemy ludzi, poprawiamy błędy, jakie mogą się pojawić w działaniu aplikacji, słuchamy przewodników, by zmieniać aplikację zgodnie z ich oczekiwaniami. Bez żadnej reklamy zgłosiło się te dwadzieścia osób, co traktuję jako miły początek – dodaje.
Wystarczy przysłowiowa linijka kodu i GoForGuide stanie się usługą globalną.
Wystarczy przysłowiowa linijka kodu i GoForGuide stanie się usługą globalną. Fot. 123rf.com
Jak zapowiada, gdyby udało się podwoić liczbę przewodników w Krakowie i w każdym dużym (z punktu widzenia turystycznego potencjału) mieście mieć po pięćdziesięciu chętnych, aspiracje twórców GoForGuide byłyby spełnione. W grę wchodzą choćby Warszawa, Poznań, Lublin, Białystok, Szczecin, Wrocław, Sopot. Bez aspiracji, by stworzyć usługę dla milionów – bo zainteresowanych indywidualnie świadczonymi usługami przewodnika jest na pewno znacznie mniej niż w przypadku zorganizowanych grup.
Niewielka zmiana kodu
Tu jest jednak miejsce na efekt skali. Kilku chętnych w jednym czy kilku polskich miastach to żaden biznes. Ale po kilku chętnych w dziesiątkach światowych metropolii – to już gra warta świeczki. Jarosław Kuźniar nie ucieka od tej wizji. - Jestem po pierwszej prezentacji przed inwestorami z Azji. Byliśmy jedną z trzech firm, które mogły się przez kilka minut zaprezentować – mówi. Żartowaliśmy sobie, że testujemy w Krakowie, potem przyjdzie czas na Warszawę i Rzeszów, a tu pada hasło: może zróbcie to w Singapurze i śmiech na sali. Ale chcielibyśmy wykorzystać przyszłoroczne targi turystyczne w Berlinie i pokazać się również tam – dodaje.
Bo też GoForGuide z założenia jest serwisem mogącym działać globalnie. Po krakowskich testach i wprowadzeniu zmian do działania aplikacji, przejście na etap globalny powinno być dziecinnie proste. – Niewielka zmiana kodu – śmieje się twórca GoForGuide.
Ale i do tego potrzebne będą pieniądze. – Nasi partnerzy z pierwszej transzy już pytali, czy nie potrzebujemy transzy drugiej – informuje nas Kuźniar. Ale on nie chce się spieszyć. – Najpierw chciałbym mieć gotowy produkt, zanim ruszymy dalej. Żeby na kolejnych etapach nie musieć tłumaczyć inwestorom, „co chcemy robić”, tylko im pokazywać: mamy taką prostą rzecz, pieniądze są w tym miejscu modelu, o tutaj. Może to jest 5 złotych, ale przy innej skali, po zmianach, możemy tę kwotę zwiększyć – dodaje. Jednak moment przyspieszenia wydaje się nieodległy – w ciągu miesiąca aplikacja ma być dostępna w AppStore oraz Google Play.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl