Te małe polskie firmy po cichu podbijają świat. Pogłoski o śmierci naszego przemysłu są przedwczesne

Wyspecjalizowane firmy tworzą krótkie serie maszyn produkcyjnych, a czasem - ich pojedyncze sztuki.
Wyspecjalizowane firmy tworzą krótkie serie maszyn produkcyjnych, a czasem - ich pojedyncze sztuki. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Nad Wisłą może istnieć nawet kilkaset niewielkich, bardzo wyspecjalizowanych firm produkujących dla największych koncernów wyrafinowane maszyny i linie produkcyjne, bardzo często nawet ich pojedyncze egzemplarze – precyzyjnie dopasowane do potrzeb zamawiającego. Przez lata były one zorientowane na nasz rodzimy rynek: w szczególności na filie zachodnich przedsiębiorstw nad Wisłą. Teraz jednak zaczynają wypływać na szerokie wody i podbijać rynki w Europie, a nawet poza jej granicami.


- W tej chwili mamy „na tapecie” zlecenie numer 1000 – liczy w rozmowie z INN:Poland Marek Strzelecki, partner w firmie PROMATIK, mającej siedzibę w Morawicy, w tamtejszej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. – A to oznacza, że przez około piętnaście lat działalności realizowaliśmy od kilkudziesięciu do setki projektów – kalkuluje.

Według niego, PROMATIK to firma, która projektuje i konstruuje maszyny na potrzeby m.in. rynku automotive, a także dla fabryk małego i dużego AGD. Co bynajmniej nie wyczerpuje listy potencjalnych klientów: przedsiębiorstwo z Morawicy realizowało też zlecenia dla przemysłu chemicznego, elektrotechnicznego czy metalowego. – Przy takim rodzaju działalności każde zlecenie jest niepowtarzalne, mocno nietypowe i charakterystyczne. Zdarzają się zlecenia, które można wykonać szybko, ale większość to projekty trudne i skomplikowane. Zdarzają się też projekty o charakterze, powiedzmy, humorystycznym – kwituje Strzelecki.

Humorystycznym? – Przykładowo, mieliśmy dosyć długo trwającą akcję ofertowania kinematyki, czy w zasadzie budowy maszyny, która docelowo miała zostać obudowana „skórą dinozaura” – mówi. – To miało być urządzenie, służące do animacji dinozaurów. Tyle że w końcu oferta nie przerodziła się w zlecenie – zastrzega. Ale gdyby tak się jednak stało, PROMATIK dałby radę.
Prężna biznesowa działka
Przede wszystkim jednak firma z Morawicy pracuje na potrzeby przemysłu motoryzacyjnego – jak podkreśla Strzelecki, ta branża odbiera około trzech czwartych produkcji. W większości są to krajowi producenci motoryzacyjni, ich dostawcy i poddostawcy. Wszyscy potrzebują maszyn, które mają zaspokoić bieżące potrzeby, związane z regularnie wprowadzanymi na rynek nowymi modelami, nowym designem, nowymi osiągami technologicznymi. – PROMATIK od dekady wykonuje niemal sto projektów rocznie. Większość produkcji sprzedajemy w Polsce, jednak aż 10-15 proc. jest eksportowane: do krajów europejskich, ale i poza Europę – informuje Strzelecki.


Odbiorcy maszyn z Morawicy to firmy we wszystkich zakątków świata, gdzie istnieje rozbudowany przemysł automotive – zdarzają się klienci z Czech, Rumunii, Serbii, Niemiec czy Francji. Ale na listę kontrahentów trafiają też odbiorcy z Chin, Meksyku, Brazylii, Turcji czy Iranu (to jakiś pojedynczy przypadek – zastrzega jednak w tym ostatnim przypadku Strzelecki).

– To prężna działka biznesowa. Jest to stosunkowo nowa gałąź polskiej gospodarki, która wciąż się rozwija. Można śmiało zakładać, że ten rozwój będzie trwał jeszcze od pięciu do dziesięciu lat. Dopiero w perspektywie dekady okaże się, co nas czeka dalej – ocenia wspólnik w PROMATIK. Trudno się tej ostrożności dziwić: gwałtowne tempo rozwoju w przemyśle maszynowym, robotyce i IT nie pozwala szczegółowo planować w dłuższej perspektywie.
Można odnieść wrażenie, że firmy takie PROMATIK wyrastają dziś w Polsce, jak grzyby po deszczu. – Przykładem może być firma, z którą współpracowaliśmy przy zleceniu na zbudowanie dla fabryki w Krośnie maszyny do montażu i testowania zespołu amortyzatora – opowiadał portalowi wnp.pl Tomasz Haiduk, członek zarządu koncernu Siemens. – Pierwszy prototyp został zbudowany w oparciu o dość prostą automatykę. Potem okazało się, że proces można przyspieszyć. Po roku powstała maszyna, będąca wieloosiowym agregatem do montażu, wykorzystująca napędy będące silnikami liniowymi stosowanymi w sterowanych numerycznie obrabiarkach najnowszej generacji. Firma została zasypana zamówieniami od innych producentów amortyzatorów – kwituje.

Inwestorzy wychowali dostawców
– Myślę, że to odpowiedź na naturalne potrzeby, które rodziły się na rynku – tłumaczy Strzelecki. – Firmy z obcym kapitałem, które ściągnęły do naszego kraju w latach 90., przejmowały zakłady produkcyjne lub powstawały na zasadach inwestycji greenfield. Bardzo powoli otwierały się na otoczenie: w pierwszym etapie wszystko, od maszyn po papier do ksero, kupowały za granicą. Stopniowo jednak zaczęły się otwierać na polskich dostawców i producentów, najpierw kupując produkty nisko przetworzone, potem coraz bardziej skomplikowane, aż po usługi inżynierskie – dodaje.

Zdaniem Strzeleckiego koncerny „wychowały sobie dostawców”. Ale też nie musiały kształcić dla nich kadr, bo te już były – dobrze wykształcone po transformacji lub odziedziczone po PRL. – Dzisiejsze firmy inżynierskie to niekoniecznie więc biznesy tworzone od zera. Takie firmy lub osoby, które produkowały coś samodzielnie, funkcjonowały już znacznie wcześniej – kwituje.
Odmienność dzisiejszej sytuacji polega jednak na profesjonalizacji tego typu usług i zindywidualizowanej produkcji. – Większość producentów maszyn na świecie nastawia się na produkcję seryjną – twierdzi Tomasz Haiduk. – Duże firmy koncentrują się na największych odbiorcach i seriach maszyn. Dzieje się tak ponieważ budowa maszyny jednostkowej jest skomplikowanym procesem także od strony projektowania i testowania. To wymaga od polskich dostawców rozwiązań produkcyjnych dużej elastyczności w projektowaniu, bo taka maszyna jest projektowana dla konkretnego klienta, do produkcji konkretnego elementu – dorzuca.

Dotyczy to, zdaniem Haiduka, przede wszystkim branży automotive. – Alokacja tego typu produkcji do Polski to 20-30 proc. rocznie – podkreśla menedżer Siemensa. Sam Siemens współpracuje z ponad setką tego typu firm – realizujących dla koncernu krótkie serie maszyn, nawet pojedyncze sztuki, „w bardzo krótkim czasie, na zaawansowanym poziomie technologicznym, w przystępnej cenie”.

Najważniejsze jest jednak to, że renoma polskich inżynierów dotarła nawet do tych klientów, którzy nie są obecni na polskim rynku, co potwierdza zresztą przykład firmy PROMATIK. – Jeszcze kilka lat temu były to maszyny o stosunkowo małym stopniu zaawansowanie, a więc i niewielkiej wydajności. Postęp był jednak tak szybki, że obecnie renoma naszych maszyn doszła do światowego poziomu – twierdzi Haiduk. – Stajemy się liderami w produkcji takich maszyn. To bardzo ciekawy trend. Moim zdaniem mogą one stać się naszą chlubą eksportową – kwituje.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Marek PorzeżyńskiMarek Porzeżyński

Unia Europejska zgodnie ustanowiła ramy umożliwiające karanie za dokonanie cyberataków zagrażających poszczególnym państwom.

Anna SzubertAnna Szubert

1 czerwca w Hali Expo w Łodzi odbędzie się siódma edycja pokazu polskich projektantów Marka Wspiera Markę. To wydarzenie wyjatkowe na skalę Polski.

Igor IluninIgor Ilunin

Nasze samochody jeszcze nie jeżdżą samodzielnie. Na pewno też nie latają. Ale postęp technologiczny ostatnich kilku lat jest zadziwiający.