Leszek Hołda, prezes Bechtel Polska, na tle wizualizacji elektrowni jądrowej. Rozmawiamy z nim o budowie i planach.
Rozmawiamy z prezesem Bechtel Polska, generalnym wykonawcą pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Fot. Leszek Hołda/Vogtle.

Pierwszą polską elektrownię jądrową mają w znaczącej mierze wybudować polskie firmy – mówi w rozmowie z InnPoland Leszek Hołda, prezes Bechtel Polska, generalnego wykonawcy inwestycji. Żeby jednak tak się stało, rodzimy biznes musi zadbać o nabycie odpowiednich kwalifikacji. I mówimy zarówno o wielkich firmach, na przykład specjalizujących się w konstrukcjach stalowych, jak i o mikroprzedsiębiorcach, z właścicielami pensjonatów i restauracji włącznie.

REKLAMA

Maciej Bąk, InnPoland: W miejscu przyszłej, pierwszej polskiej elektrowni jądrowej cały czas trwają jeszcze prace przygotowawcze, a wy skupiacie się na zapewnianiu, że priorytetem przy jej budowie będzie local content. Czyli w praktyce elektrownię w Choczewie zbudują przede wszystkim polskie ręce?

Leszek Hołda, prezes Bechtel Polska: Naszą ambicją jest nie tylko wybudować pierwszą elektrownię jądrową w Polsce w ramach rządowego Programu Polskiej Energetyki Jądrowej, ale też wyjść dalej poza ten projekt i pomóc stworzyć w Polsce nowy sektor przemysłu: sektor jądrowy.

Budowa elektrowni w gminie Choczewo to gigantyczna szansa dla polskiej gospodarki i dla polskich przedsiębiorstw, żeby stworzyć potencjał do rozwoju, bazując na tym właśnie projekcie. Bechtel, realizując na całym świecie mega-projekty budowlane o wielkiej skali i wysokim poziomie trudności, wyznaje właśnie taką filozofię – by maksymalizować wykorzystanie i udział lokalnych przedsiębiorstw w tego typu przedsięwzięciach.

Czyli to jest takie budowanie lokalnej, krajowej społeczności "potrafiącej budować własne elektrownie"?

Dokładnie tak pracujemy. Wszędzie, gdzie realizowaliśmy i realizujemy tak wielkoskalowe projekty jak elektrownie jądrowe, na bazie tej filozofii powstawały krajowe łańcuchy dostaw, które później były wykorzystywane do celów eksportowych, a firmy z tego łańcucha brały udział w projektach budowlanych również w innych krajach.

Przed taką samą szansą stoi dzisiaj Polska i polskie firmy: know-how na bazie tego projektu, który wnosi Bechtel wraz z konsorcjantem Westinghouse, zostanie przetransferowany do Polski. A szeroka grupa polskich przedsiębiorstw, która będzie w stanie go zasymilować i zbudować nowy obszar biznesowy w ramach swojej działalności, może później pozwolić nie tylko na aktywny udział w projekcie pierwszej elektrowni, ale również miejmy nadzieję, pomóc zbudować drugą elektrownię w Polsce.

W dalszej kolejności będzie można wykorzystać ten potencjał jeszcze szerzej, globalnie – dzięki powszechnemu renesansowi energetyki jądrowej na całym świecie.

Czasu do pierwszego uruchomienia elektrowni jądrowej w Polsce jest jeszcze sporo, ale dzięki temu to również dużo czasu dla polskich firm na odpowiednie ukierunkowanie działalności. Albo na założenie przyszłego biznesu okołojądrowego od nowa.

Projekt jest długoterminowy, to prawda. Ale choć może wydawać się, że czasu jest dużo, to trzeba działać. Ten czas jest dzisiaj niezbędny do tego, żeby jak najlepiej przygotować się do tego projektu.

Żeby w tym pomóc, od dwóch lat organizujemy tzw. Dni Dostawcy – Supplier's Days. Jest to cykl regularnych spotkań z firmami i przedsiębiorcami zainteresowanymi włączeniem się w łańcuch dostaw projektu. Wydarzenia, w których do tej pory wzięło udział ok. 1100 przedstawicieli z kilkuset polskich firm, umożliwiają przedsiębiorcom zapoznanie się z wymogami jakościowymi i harmonogramem zamówień Bechtela, a docelowo udział w projekcie: zarówno tym realizowanym w Polsce, jak i też w projektach Bechtela w innych krajach w przyszłości. Część tych spotkań odbyła się na Pomorzu: w Gdyni, Sopocie i Gdańsku. Pozostałe: w Katowicach, Krakowie i Warszawie.

Latem br. wraz z Agencją Rozwoju Pomorza i Polskimi Elektrowniami Jądrowymi zainaugurowaliśmy też cykl skierowany do pomorskich przedsiębiorców pt. "Pomorski biznes dla atomu". W czterech spotkaniach w 2025 r. wzięło udział blisko 200 przedstawicieli firm z Trójmiasta i Pomorza.

Choć właściwa budowa elektrowni jądrowej na Pomorzu się jeszcze nie rozpoczęła – przypomnijmy, że pierwszy z trzech reaktorów ma zostać uruchomiony w 2036 r. - podpisaliśmy już szereg umów z polskimi firmami o łącznej wartości ponad 140 milionów złotych, a blisko 30 firm jest wstępnie zakwalifikowanych do największych pakietów przetargowych zaplanowanych na najbliższe lata. Być może liczby te nie wydają się jeszcze duże, ale trzeba pamiętać, że jesteśmy na samym początku projektu i za kilka lat będą znacznie większe.

Bo tak rozbudowanego projektu energetycznego w Polsce jeszcze nie było…

Musimy pamiętać, że to nie jest projekt polegający na wybudowaniu kolejnego kilometra autostrady czy modernizacji kolejnego odcinka torów kolejowych, tylko taki, który nie miał precedensu do tej pory w Polsce. Jest tak z dwóch powodów. Po pierwsze skala, która jest tutaj gigantyczna. W praktyce 500 tys. m³ betonu, który zostanie użyty do tego projektu, wystarczyłoby na wybudowanie blisko 20 stadionów piłkarskich. To pokazuje, z jakim wyzwaniem się mierzymy.

Z drugiej strony to projekt, który wymaga bardzo wysoko postawionej poprzeczki jakościowej. I tutaj używam często porównania szkolnego. Podczas gdy w szkole za wynik sprawdzianu na poziomie 100 proc. jest "piątka", za 99 proc. również, to w branży budowy obiektów jądrowych za zdobycie 99 proc. jest "jedynka".

To sprawia, że firmy, które chcą znaleźć się na pokładzie i działać w tym sektorze muszą odrobić naprawdę konkretne lekcje, zanim na dobre wejdą w projekt. Wierzymy w polskie kompetencje i zasoby, ale do wykorzystania tej gigantycznej szansy trzeba być naprawdę dobrze przygotowanym.

Jak słyszymy "local content", myślimy przede wszystkim: społeczność lokalna. Czyli gmina Choczewo, powiat wejherowski, województwo pomorskie. Czy może jednak dla was "local content" oznacza po prostu polski content, czyli zarobienie na elektrowni jądrowej przez ludzi z całego kraju?

Są różne poziomy local contentu i oczywiście myślimy tutaj o całej Polsce, bo skala powoduje, że będzie miejsce dla każdego w tym projekcie. To są jednakowo duzi gracze, którzy są w stanie realizować największe pakiety przetargowe, ale też mniejsze firmy. Staramy się maksymalizować udział lokalnych firm w jak największym stopniu i myślę tutaj także o regionie pomorskim oraz "kontencie" jeszcze bardziej lokalnym, czyli o Choczewie i okolicznych przedsiębiorcach, którzy są tam zlokalizowani.

Oczywiście, mówiąc o tego typu projekcie, w pierwszej kolejności myślimy o ciężkich pracach budowlanych, ale patrząc na to, że przy budowie elektrowni będzie pracowało ponad 10 tysięcy pracowników, to te osoby będą musiały korzystać z lokalnych usług. To nie są więc tylko obszary branży budowlanej, ale szereg innych branż, które będą mogły aktywnie uczestniczyć w projekcie: od mikroskali po gigaskalę.

Czyli będąc szefem małego bistro albo właścicielem kwatery, którą można przeznaczyć na wynajem dla pracowników, de facto też ma się swój udział w budowie elektrowni.

Oczywiście, łańcuch dostaw jest tutaj bardzo szeroki. Wyobrażamy sobie, że część przedsiębiorców, którzy dzisiaj, chociażby świadczą usługi turystyczne w postaci zakwaterowania, będzie mogło wykorzystać swój potencjał do tego, żeby przyjąć na osoby, które będą pracowały przy tym projekcie. I zapewnić sobie tym samym całoroczne obłożenie takiego obiektu turystycznego, a nie tylko w trakcie samego sezonu.

Chociaż to będzie wtedy już oznaczało porzucenie przynajmniej na kilka lat turystyki, bo trzeba będzie wtedy na poważnie wejść w tę współpracę. Budowa elektrowni jądrowej to, jeśli chodzi o długość inwestycji, prawdziwy maraton.

Tak, projekt jest wieloletni, jako że terminy oddania do użytku kolejnych reaktorów sięgają 2036, 2037 i 2038 roku. Ale to też potencjał na długoterminowy biznes, a dla przedsiębiorców to bardzo ważne i pomocne, żeby mieć w nim przewidywalność. Docelowo będzie to oczywiście decyzja i wybór każdego przedsiębiorcy, np. czy będzie chciał zdywersyfikować swoją działalność, czy też pozostać przy tej, którą prowadzi do tej pory.

Ale jedno jest pewne – to ogromna szansa, przed którą stoją polskie firmy i cały nasz kraj. Wykorzystanie tego potencjału jest kluczowe, żeby stać się nie tylko graczem lokalnym w energetyce jądrowej, ale też międzynarodowym.