sklep sieci Dino
Dino pędzi za Biedronką. Wyścig na kropki na mapie nabiera rumieńców Fot. Remigiusz Gora / Shutterstock

Tomasz Biernacki, tajemniczy twórca potęgi Dino, nie zwalnia tempa. Rok 2025 zamknął się wynikiem, który musi budzić respekt w centrali Jeronimo Martins. Polska sieć otworzyła aż 345 nowych marketów, przebijając barierę 3 tysięcy placówek. Matematyka jest nieubłagana: przy tym tempie Dino liczbowo prześcignie Biedronkę za 5 lat.

REKLAMA

To był rok gigantycznego przyspieszenia. Podczas gdy lider rynku, portugalska Biedronka, rośnie w tempie stabilnym (ok. 170 nowych lokalizacji rocznie), a niemiecki Lidl stawia ok. 100 sklepów, Dino Polska gra w innej lidze prędkości.

345 nowych otwarć w 2025 roku (z czego 100 w samym czwartym kwartale) to wynik, który pokazuje, że polska spółka wciąż widzi na mapie białe plamy do zagospodarowania. Na koniec grudnia licznik Dino wskazał 3033 sklepy. Dla porównania – Biedronka ten pułap osiągnęła pod koniec 2019 roku.

Matematyka pościgu: 900 sklepów różnicy

Jeszcze w 2010 roku Dino było lokalną ciekawostką ze 111 sklepami, a do lidera brakowało im ponad 1500 lokalizacji. Dziś ten dystans skurczył się do niespełna 900.

Ekstrapolując obecne trendy – Dino rosnące o ok. 350 punktów rocznie i Biedronkę rosnącą o ok. 170 – krzywe przecięcia obu sieci spotkają się w okolicach 2031 roku (wyliczył to Jacek Frączyk z Business Insider Polska). Wtedy to Dino mogłoby stać się siecią z największą liczbą placówek w Polsce. Teoretycznie.

Pułapka statystyki, czyli dlaczego porównanie kuleje

Tutaj jednak musimy postawić dużą gwiazdkę. Bezpośrednie zestawianie Dino i Biedronki, choć medialnie nośne, jest w rzeczywistości porównywaniem jabłek z gruszkami. Obie firmy grają na tym samym boisku (handel detaliczny), ale w zupełnie innych dyscyplinach.

Biedronka to dyskont celujący w masowego klienta, również w dużych miastach. Dino to klasyczny proximity supermarket (market sąsiedzki), który wyrósł na dominacji w małych miasteczkach i na wsiach.

Sklepy Dino są mniejsze. Mimo że sieć goni lidera liczbą placówek, łączna powierzchnia sprzedaży to 1,2 mln m kw. wobec znacznie potężniejszych zasobów Biedronki.

Efektywność z metra: to kluczowy wskaźnik. Biedronka, dzięki lokalizacjom o wielkim natężeniu ruchu, generuje średnio 2,4 mln zł przychodu na sklep miesięcznie. Dino, operując w mniejszych ośrodkach, wykręca wynik na poziomie nieco ponad 1 mln zł.

Zatem nawet jeśli Dino będzie miało więcej sklepów, Biedronka jeszcze długo pozostanie finansowym Goliatem pod względem obrotów.

Nowy front: Dino wchodzi do miast

Ciekawa zmiana zachodzi jednak w strategii polskiej sieci. Dino, które dotychczas kojarzyło się z Polską powiatową, coraz śmielej puka do bram Warszawy i innych metropolii.

To naturalny ruch – rynek wiejski powoli się nasyca. Wejście do dużych miast oznacza jednak starcie czołowe z Biedronką i Lidlem na ich terenie, a także wyższe koszty inwestycji (drogie grunty). Spółka jest na to gotowa, budując po dwa centra dystrybucyjne rocznie (koszt jednego to ok. 150 mln zł) i szykując się na jeszcze intensywniejszą ekspansję w 2026 roku.

Czy Dino zdetronizuje Biedronkę? W liczbie sklepów – prawdopodobnie tak. W przychodach – jeszcze długo nie. Ale dla klienta ten wyścig oznacza jedno: sklep w zasięgu spaceru, niezależnie od tego, czy mieszka w centrum Warszawy, czy w małej gminie na Podlasiu.

Źródło: Dino, Business Insider Polska