Premier Donald Tusk i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk na tle podartej umowy o pracę. Reforma PIP wróci w nowej postaci.
Premier dał zielone światło na dalsze prace nad reformą PIP. Są już pierwsze, nieoficjalne detale. Fot. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk/X/Tomasz Kudala/Shutterstock

Premier Donald Tusk zatrzymał projekt reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Nowa Lewica nie poddaje się i zamierza odświeżyć propozycję, mającą na celu ostateczne zredukowanie w Polsce tzw. umów śmieciówek. Ujawniono jedną zmianę.

REKLAMA

Kontrowersyjny projekt, nadający inspektorom Państwowej Inspekcji Pracy uprawnienia do zmiany formy zatrudnienia pracowników, został zatrzymany przez Donalda Tuska praktycznie na ostatnią chwilę. Szef rządu po rozmowach z przewodniczącym Nowej Lewicy i marszałkiem Sejmu zgodził się, aby reforma ustawy była kontynuowana. Jak informuje PAP, są już pierwsze nieoficjalne ustalenia o nowej wersji.

Co dalej z reformą PIP?

Prace kontynuuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki społecznej pod przewodnictwem Agnieszki Dziemianowicz-Bąk z Nowej Lewicy. Przy nowej ustawie współpracuje resort sprawiedliwości, a także funduszy i polityki regionalnej.

Poprawki mają zapewnić, że ostateczną instancją decydującą o przekształceniu umów cywilnoprawnych w umowy o pracę pozostanie sąd, a konkretnie wydziały pracy sądów powszechnych. Wedle nieoficjalnych źródeł, w nowej propozycji pojawi się zapis dający pracodawcy i pracownikowi dwa tygodnie na odwołanie się od decyzji inspektora o konieczności przekształcenia umowy.

Aby zapobiec paraliżowi w sądach (co zapowiada się z takiej zmiany) minister sprawiedliwości Waldemar Żurek ma uruchomić 150 jednostek do obsługi spraw pracowniczych.

Reforma PIP dzieli Polskę

Problem: aby nie zatrzymywać strumienia pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy (KPO), Polska do 30 czerwca 2026 r. musi zrealizować kamień milowy pt. "zmniejszenie segmentacji rynku pracy". Wedle planu oznacza to likwidację umów śmieciowych, czyli cywilnoprawnych i B2B gdzie pracownik dostaje gołą pensję... i tyle. Tych mamy w Polsce za dużo, bo zwyczajnie umowa o pracę pracodawcy często się nie opłaca, generuje koszty poprzez składki i daniny.

Jeśli Polska nie wywiąże się z tego, z KPO może utracić nawet 8 mld zł. Reforma PIP, dająca inspektorom uprawnienia do wymuszenia zmiany formy zatrudnienia pracownika, budziła kontrowersje z tytułu (uzasadnionego) strachu przed wzrostem kosztów zatrudnienia w masie firm. Zmianę popierały związki zawodowe, które nie szczędziły premierowi ostrych słów za jego sprzeciw.

O ile nie dojdzie do zmiany samego kamienia milowego w KPO (co również się postuluje), trzeba jakoś się z tego wykaraskać. Czemu więc w ogóle premier podjął taką decyzję, a nie inną i to jeszcze tuż przed wejściem przepisów w życie?

Konrad Bagiński w swoim felietonie zastanawiał się, czy cały proces legislacyjny nie przechodził bez konsultacji z szefem rządu. Donald Tusk wyraził swój sprzeciw, ponieważ ostateczny kształt reformy ocenił jako bardziej szkodzący, niż pomagający.