Donald Tusk.
Tusk mówi "nie" reformie PIP. Związkowcy alarmują "niebezpieczna gra". Fot. paparazzza/Shutterstock

Premier Donald Tusk zdecydował, że prace nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy nie będą kontynuowane. Decyzja wywołała burzliwe dyskusje, a związki zawodowe alarmują, że może to kosztować Polskę miliardy złotych z Krajowego Planu Odbudowy.

REKLAMA

Podczas konferencji po wtorkowym szczycie "koalicji chętnych" w Paryżu, premier odniósł się do medialnych spekulacji dotyczących losów reformy prawa pracy.

Projekt ustawy, przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów na początku grudnia, zakładał m.in. zwiększenie uprawnień PIP, w tym możliwość przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę decyzją administracyjną bez zgody pracodawcy i pracownika.

Donald Tusk powiedział "nie" reformie PIP

Premier Donald Tusk poinformował o swojej decyzji, by "nie kontynuować pracy nad tego typu reformą". – Także sprawę uważam z mojego punktu widzenia za zamkniętą – mówił.

W zeszłym tygodniu podczas posiedzenia rządu zdecydowano, że projekt Ministerstwa Pracy nie zostanie przyjęty. Premier argumentował, że nadanie inspektorom zbyt dużej władzy w kwestii zatrudnienia mogłoby być destrukcyjne dla firm i potencjalnie zagrozić miejscom pracy.

– Jakakolwiek przesadna władza dla urzędników, którzy decydowaliby o tym, kogo i w jaki sposób się zatrudnia, byłaby bardzo destrukcyjna dla wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. Tak wynika z mojej analizy – powiedział Tusk.

Dodał również, że "w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami mówił o tym ministrom oraz tłumaczył, dlaczego dostrzega związane z tym ryzyka". Według doniesień medialnych, podczas posiedzenia rządu doszło do sporu między premierem a ministrami Agnieszką Dziemianowicz-Bąk i Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz.

Przypomnijmy, że projekt ustawy zakładał m.in.:

  • wymianę danych między ZUS, PIP i KAS w celu kontroli i analizy ryzyka;
  • usprawnienie kontroli poprzez wprowadzenie kontroli zdalnych i dokumentacji elektronicznej;
  • wprowadzenie wyższych kar grzywny za wykroczenia przeciw prawom pracowników, mających pełnić funkcję odstraszającą dla pracodawców.
  • Celem reformy było zwalczanie praktyki zastępowania umów o pracę umowami cywilnoprawnymi przy zachowaniu tych samych warunków pracy, co jest sprzeczne z Kodeksem pracy. Resort pracy argumentował, że nowe uprawnienia dla inspektorów byłyby odpowiedzią na ogromną skalę omijania prawa przez pracodawców.

    Kontrowersje i możliwe skutki

    Reforma PIP wzbudziła sporo emocji. Przedsiębiorcy byli przeciwni zmianom, podczas gdy związki zawodowe je popierały. Rządowe Centrum Legislacji zauważyło, że projekt mógłby naruszać konstytucyjne prawa do swobodnego prowadzenia działalności, wyboru pracy i miejsca jej wykonywania.

    Decyzja o rezygnacji z reformy może mieć poważne konsekwencje dla Polski. Był to jeden z tzw. "kamieni milowych" w ramach Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Jeśli przepis o przekształcaniu umów cywilnoprawnych w etat nie zostanie wprowadzony, Polska może stracić możliwość wypłaty znacznych środków z KPO. Nieoficjalnie mówi się nawet o 2 mld euro, czyli około 8 mld zł.

    Związkowcy ostrzegają, że rząd ryzykuje miliardami z KPO kosztem pracowników. Piotr Ostrowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, apeluje:

    "Jeśli rząd nie wzmocni Państwowej Inspekcji Pracy i nie zrealizuje kamienia milowego KPO, Polska straci miliardy złotych. To niebezpieczna gra premiera Donalda Tuska, która może zakończyć się utratą środków publicznych przeznaczonych na rozwój, inwestycje i bezpieczeństwo socjalne. Panie Premierze, proszę stanąć po stronie milionów polskich pracownic i pracowników, a nie po stronie milionerów".

    Źródło: next.gazeta.pl