
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) w dalszym ciągu jest rozważana przez rząd. Jak wynika z informacji "Rzeczpospolitej", temat wrócił na posiedzeniach Rady Ministrów, w sprawie rozpoczyna się "nowy sezon".
13 stycznia rząd ponownie omawiał zmiany dotyczące PIP. Według informacji ze źródeł rządowych dyskusja była krótka i spokojna. To różnica w porównaniu z końcówką 2025 roku, kiedy temat reformy doprowadził do ostrego sporu w rządzie i czasowego wstrzymania prac nad ustawą.
Reforma PIP nadal w grze
Głównym założeniem reformy jest nadanie Państwowej Inspekcji Pracy większych uprawnień, w tym możliwości wydawania decyzji dotyczących przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Zgodnie z obecnie rozważanym rozwiązaniem takie decyzje PIP miałyby jednak obowiązywać dopiero po zatwierdzeniu przez sąd.
Takie podejście popierają premier Donald Tusk oraz marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Problemem pozostaje jednak tempo pracy sądów. Obecnie sprawy pracownicze trwają długo, co byłoby niekorzystne zarówno dla pracowników, jak i dla pracodawców.
Dlatego też do prac nad reformą włączono Ministerstwo Sprawiedliwości. Resort ma przygotować rozwiązania, które umożliwią sądom szybsze rozpatrywanie spraw związanych z decyzjami PIP.
Nie zapadła jeszcze decyzja, czy zmiany zostaną wprowadzone jako poprawki do istniejącego projektu ustawy, który w ubiegłym roku trafił do Rady Ministrów, czy też powstanie całkowicie nowy projekt. Druga opcja wiązałaby się z wydłużenie procesu legislacyjnego.
Zgodnie z ustaleniami z Komisją Europejską reforma PIP miała wejść w życie 1 stycznia 2026 roku.
"Już w ubiegłym roku niektóre firmy podejmowały na własną rękę zmiany w formach zatrudnienia pracowników. Utrzymywanie się stanu niepewności nie służy więc nikomu zainteresowanemu. Okazja do rozmów na ten temat nadarzy się na kolejnym posiedzeniu Rady Ministrów. Polsce za niewykonanie tego kamienia milowego grożą miliardowe kary, jego renegocjacja z KE może być trudna" – zwraca uwagę "Rzeczpospolita".
Ministerstwa pracują nad nowymi przepisami
Nad nową wersją przepisów pracuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej kierowane przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, we współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości oraz innymi resortami.
Jeśli rząd przyjmie projekt, trafi on do Sejmu. Tam reforma może się spotkać z oporem części koalicji rządzącej. Przeciwko zmianom w PIP wypowiadały się wcześniej PSL oraz część posłów Polski 2050.
W tej sytuacji kluczowe mogą okazać się głosy Prawa i Sprawiedliwości. Warto dodać, że reformę publicznie poparł prezes partii Jarosław Kaczyński.
Po uchwaleniu ustawy przez parlament trafi ona do prezydenta Karola Nawrockiego. Premier Donald Tusk wcześniej mówił o obawach co do ewentualnego weta. Według nieoficjalnych informacji znaczenie może mieć stanowisko NSZZ "Solidarność", na czele której stoi Piotr Duda.
Jednocześnie doradcy prezydenta podkreślają, że jednym z głównych celów jego prezydentury jest ochrona interesów pracowników, co może przemawiać za podpisaniem ustawy.
Z sondażu IBRiS przeprowadzonego na zlecenie "Rzeczpospolitej" wynika, że ponad 60 proc. Polaków popiera przyznanie PIP nowych uprawnień dotyczących przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Wśród wyborców koalicji rządzącej poparcie to sięga 70 proc.
Jak pisaliśmy w INNPoland, premier Donald Tusk zatrzymał projekt reformy PIP, ale Nowa Lewica zamierza odświeżyć propozycję ograniczenia tzw. umów śmieciowych. Po rozmowach premiera z przewodniczącym Nowej Lewicy i marszałkiem Sejmu ustalono, że prace nad reformą będą kontynuowane.
Poprawki przewidują, że ostateczną instancją decydującą o przekształceniu umów cywilnoprawnych w umowy o pracę pozostaną sądy pracy, a pracodawca i pracownik będą mieli dwa tygodnie na odwołanie się od decyzji inspektora PIP.
Aby przyspieszyć postępowania i uniknąć przeciążenia sądów, minister sprawiedliwości Waldemar Żurek planuje uruchomienie około 150 dodatkowych jednostek zajmujących się sprawami pracowniczym.
Zobacz także
Źródło: Rzeczpospolita
