
W tym miejscu wszystko było zgodne z procedurami. Schronisko działało, kontrole się odbywały, a umowy z gminami obowiązywały. Problem pojawił się wtedy, gdy na miejscu była tylko jedna osoba, a do tego przyszły silne mrozy. Wtedy wyszło na jaw, jak kruchy jest model opieki nad setkami zwierząt. Wybuchł skandal.
Sprawa schroniska "Zielone Pole" w Ostrowitem stała się jednym z powodów ogólnopolskiej fali kontroli placówek dla zwierząt. Przyczynił się też sprytny reporter oraz wcześniejsze doniesienia z Bytomia, gdzie miasto nie reagowało na zgłoszenia dotyczące łamania praw zwierząt. Przypomnijmy, że obecnie w Polsce panują ostre mrozy, więc zaniedbania mogą przynieść tragiczne skutki bardzo szybko.
Schronisko dla zwierząt. Jedna osoba tego nie ogarnie
W schronisku we wsi Ostrowite (woj. kujawsko-pomorskie, gmina Golub-Dobrzyń) przebywa około 250 psów. Jeden z lokalnych reporterów przyszedł na miejsce z ukrytą kamerą i słowami, że adoptować jedno ze zwierząt. Podczas wizyty powstały niepokojące nagrania. W schronisku znajdowała się tylko właścicielka placówki, a zwierzęta przebywały w niedobrych warunkach.
W części kojców widoczna była zamarznięta woda w miskach, brak świeżej słomy oraz zamarznięte odchody. Nagrania stały się impulsem do przeprowadzenia kontroli weterynaryjnej. Doda nagłośniła sprawę, a wojewoda kujawsko-pomorski zlecił pilne kontrole wszystkich schronisk w regionie.
Konkretne zalecenia
Powiatowy lekarz weterynarii nie zarekomendował odebrania psów ze schroniska w Ostrowitem. Zwierzęta uznano za zadbane, dokarmione i niechorujące.
Wydano jednak konkretne zalecenia. Częstsze wymienianie wody, uzupełnianie słomy, naprawę kurtyn w budach oraz zwiększenie liczby pracowników. W czasie mrozów lekarz weterynarii ma pojawiać się w schronisku nawet dwa razy dziennie.
"To było zgodne z przepisami"
Właścicielka schroniska przekonuje, że wiele zarzutów wynikało z chwilowej sytuacji i prowokacyjnego nagrania, które trafiło do sieci i zostało udostępnione przez Dodę. Jak tłumaczy, psy same wyrzucają słomę z bud, a przy silnych mrozach woda w miskach zamarza nawet wtedy, gdy jest regularnie dolewana.
Powiatowy Inspektorat Weterynarii potwierdził, że podczas kontroli zwierzęta były w dobrej kondycji fizycznej i nie wykazywały objawów zaniedbania. Jednocześnie zapowiedziano wzmożony nadzór nad schroniskami.
Ogólnopolski problem
Sprawa z miejscowości Ostrowite i sprawa ze schroniska w Bytomiu pokazują coś więcej niż pojedyncze uchybienia. Pokazuje model opieki, który działa tylko wtedy, gdy wszystko idzie zgodnie z planem. Jedna osoba, setki zwierząt i formalna zgodność z przepisami okazują się niewystarczające w momencie, gdy warunki stają się trudne. To nie news o jednym złym schronisku. To historia o systemie, który przy pierwszym poważniejszym teście zaczyna trzeszczeć. Wystarczy jedna kontrola, by wyszło na jaw, jak cienka jest granica między "zgodnie z procedurami", a zagrożeniem dla zwierząt.
Zobacz także
