Stara porodówka i imiona dzieci. Tradycyjne imiona dalej są popularne.
Ranking polskich imion 2025 pokazuje, że tradycyjne imiona wciąż mają się dobrze. Fot. ovnelli/Shutterstock/Canva/kompozycja własan

Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało ranking najczęściej nadawanych imion w drugiej połowie 2025 roku. Na czele: Zofia i Nikodem. Zanim jednak zerkniecie na pełne dane, które są dostępne na portalu dane.gov.pl – sprawdźcie, gdzie podziały się "Dżesiki", kim są Janusze i czy PRL-owska legenda Isaury wciąż jest żywa. Rozmawiam o tym z Mariuszem Rutkowskim, profesorem nadzwyczajnym Instytutu Polonistyki i Logopedii Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie

REKLAMA

Ranking najpopularniejszych imion 2025:

Chłopcy:

  • Nikodem 5772
  • Antoni 5253
  • Leon 5079
  • Jan 5054
  • Aleksander 4687
  • Franciszek 4548
  • Ignacy 4222
  • Stanisław 3554
  • Jakub 3386
  • Mikołaj 3215
  • Dziewczynki:

  • Zofia 4415
  • Zuzanna 3881
  • Maja 3873
  • Laura 38221
  • Hanna 3452
  • Julia 3207
  • Oliwia 3067
  • Pola 2812
  • Alicja 2788
  • Emilia 2556
  • Agnieszka Porowska: Podobno ludzie nazywają swoje dziecko w konkretny sposób, ponieważ kierują się potrzebą oryginalności i wyróżnienia. Ja w klasie miałam pięć Magd i cztery Ole. Dziś prawie nie ma grupy przedszkolnej, gdzie nie królowałaby Maja i Laura. Jak to tłumaczyć?

    Prof. Mariusz Rutkowski: Chyba najlepiej wytłumaczymy to, odwołując się do działania mody. Czasem tylko wydaje nam się, że chcemy być oryginalni, jedyni w swoim rodzaju, a tak naprawdę poddajemy się wpływowi obowiązujących trendów. W jakiś sposób wszyscy się nimi "zarażamy". W kwestiach nazewnictwa też.

    Jeśli w jakimś czasie pewne imię zaczyna nadawać swojemu dziecku wiele osób, to staje się ono popularne i wytwarza się pewnego rodzaju "moda" na to imię. Dla przykładu: od kilku lat obserwujemy powrót imion tradycyjnych.

    Tak, ta pierwsza piątka 2025 w dużej mierze taka jest. Wśród chłopców na podium są Nikodem, Leon i Jan.

    To przewrotne, ale to co kiedyś było przedmiotem kpin – teraz hołubimy. Olek, Franciszek, te imiona jeszcze do niedawna wydawały się nam nawet obciachowe. Kojarzyły się mocno pokoleniowo, z wujkami i dziadkami, czymś staromodnym i minionym. Na trzepakach nabijaliśmy się z nich.

    Tak jak teraz nabijamy się z Januszów.

    Gdy kiedyś ze studentami próbowałem wyjaśnić, dlaczego Janusz jest nacechowany negatywnie, to w dyskusjach na pierwszy plan wysuwała się teza o pokoleniowej przynależności. Janusz to zawsze wujek, dziadek, stryj. Nigdy kolega. Samo wyrażenie "Janusze", które objęło całą grupę społeczną, wywodzi się ze slangu młodzieżowego. A z samego Janusza zrodził się potem tzw. "Janusz biznesu", czyli typ polskiego biznesmena o nieciekawej reputacji. To bardzo interesująca ewolucja imienia.

    "Janusz biznesu" to osoba starsza, doświadczona, często w białym podkoszulku i z wąsem. Jednak: albo nie potrafiąca robić interesów i mająca na nie często nietrafione patenty, albo robiąca je kosztem innych. Janusz biznesu, to ten, który wykorzystuje.

    Tu mówimy już o pewnym uszczegółowieniu, ale najpierw "Janusz" był po prostu "pewnym Polakiem". Potem często występował w internetowych memach: na wakacjach ubrany w skarpetki i sandały.

    "Janusze" w znaczeniu Polacy doczekali się także specyficznego wyobrażenia ikonicznego, jakim był nosacz. To było bardzo memetyczne i przez to atrakcyjne. Z memów wynikało, że Janusz zwykle opijał się piwem i reprezentował wszelkie negatywne, wyśmiewane cechy. Robił za narodową figurę wstydu i obciachu.

    Mówimy o modach wtedy gdy one już są, ale co modę kreuje? Od czego się zaczyna? Jak to się dzieje, że tysiące ludzi w całej Polsce chce nazwać dziecko tak samo?

    Zapewne działają tu te same prawa, co w innych obszarach funkcjonowania mody. W tym sensie popularność pewnych imion przypomina nieco popularność pewnych ubrań, stylów muzycznych czy wykonawców piosenek. Charakterystyczne są tu pewne odniesienia retro, a więc także popularność wspomnianych imion tradycyjnych, dawnych.

    Celebryci wymyślą coś nowatorskiego i odważnego, a potem podchwytują to inni.

    Dokładnie. Tak samo jest z imionami. Istnieją trendsetterzy, którzy w mediach opowiadają o swoich wyborach i rodzinach. Najpierw te imiona mogą wydawać się dziwne, a później się okazuje, że narzucony czy wytworzony trend przyjmuje się i jest podchwytywany przez kolejne osoby. W ten sposób moda się tworzy i rozprzestrzenia. Znani ludzie swoimi obyczajami i zachowaniami zawsze wpływali na innych.

    Ja nazwałam swoje dzieci prowokowana fascynacjami literackimi. Zainteresowania sportem czy popkulturą sprawiły, że np. Klara, imię nadane córce przez Lewandowskich – w jakiś sposób w moim kręgu też "odżyło". Jednak kiedyś mieliśmy tylko kilka programów w telewizji i to z niej czerpaliśmy wzorce i informacje. Dziś wszystko funkcjonuje w większym rozproszeniu.

    Przekaz był bardziej homogeniczny, były dwa programy telewizyjne, wszyscy podobne rzeczy odbierali i je kulturowo przetwarzali. Dziś żyjemy w bańkach informacyjnych. Każdy ma swój ograniczony świat przekazu i ten przekaz go formuje, dlatego trudniej rozpowszechniają się ogólne, powszechne tendencje w kulturze.

    Na pewno jednak funkcjonują wielkie tendencje kulturowo-społeczne, wśród których ważną rolę odgrywa tradycjonalizm, konserwatyzm, a więc pewnego rodzaju powrót do tradycji. Nadawanie imion takich jak Stanisław czy Antoni może się wiązać z tymi właśnie szerszymi tendencjami społecznymi.

    Ludzie są i zachwyceni, i przestraszeni nowymi technologami, AI i robotyzacją. Żyjemy w świecie, w którym nie wiemy co jest prawdziwe, a co wymyślone. Marzymy o przejrzystym życiu jak za dziada, pradziada.

    Zmiany przyspieszyły, więc chcemy się uchwycić tego co stare i dawne. Być może taką przestrzenią na celebrowanie tradycji są też imiona. Bardzo ważnym czynnikiem determinującym to, czy imię uznawane jest za atrakcyjne, czy też nie, jest również jego brzmienie. Ta kwestia jednak zawsze dotyczy indywidualnych upodobań estetycznych, które z natury rzeczy trudno poddają się uogólnieniom.

    Dalsza część tekstu poniżej.

    Łatwość wypowiadania i zapisu imienia w różnych językach może mieć spore znaczenie dla rodziców?

    Tak, to zauważalne, chociaż pewnego rodzaju międzynarodowość i kosmopolityzm imienia może kłócić z tym, co poprzednio mówiłem o tradycji i polskości. O czym to świadczy? O współdziałaniu różnorodnych, czasem sprzecznych czy wykluczających się tendencji. W efekcie mieszania się i nakładania się na siebie tych dwóch prądów, a więc tradycjonalizmu i nowoczesności, mamy w Polsce dość ustabilizowany "rynek" imion.

    Bywają też próby nadawania imion zupełnie spoza tych dwóch prądów?

    Jako członek Rady Języka Polskiego często opiniuję wnioski o nadanie imion, jakie kierowane są do Rady przez urzędy stanu cywilnego z całej Polski. W myśl polskiego prawa imię nadaje, w sensie rejestruje, urzędnik na wniosek rodzica lub prawnego opiekuna, jednak gdy ma wątpliwości co do formy imienia, może posiłkować się opinią Rady.

    Na ogół Rada wydaje opinie aprobatywne, mimo olbrzymiej wyobraźni i nazewniczej kreatywności rodziców.

    Czyli Rada nie robi niepotrzebnych problemów?

    Nie taka jej rola. Powołana została by pomagać, nie szkodzić. Jeśli imię nie jest ośmieszające i źle, czasem wręcz złowrogo się kojarzące, to przeważnie opiniujemy na "tak".

    Poda pan jakieś przykłady "złych" imion?

    Miałem problem z Lucyferem. Imię o tak wyrazistych konotacjach mogłoby przysporzyć wielu nieprzyjemności jego nosicielowi, dlatego w tym wypadku decyzja była negatywna. Swoją drogą, bardzo ciekawe, jakie były intencje rodziców w tym wypadku.

    Brian i Jessica – te imiona faktycznie były popularne, czy to tylko taka "kaczka dziennikarska"?

    Imię głośne nie oznacza od razu popularności, która ma potwierdzenie w cyfrach. Czasem można zaobserwować pewien skok zachodnich imion w rankingach, ale to nie oznacza że kiedykolwiek były one blisko szczytu.

    Michał Wiśniewski nazwał swoje córki Etiennette, Vivienne czy Fabienne i chyba też zbyt wielu naśladowców nie znalazł.

    Oryginalność może być wartością. Ale jeśli za oryginalnością idzie ciągłe tłumaczenie jak dane imię zapisać, jak wymówić i jak je odmienić, to ta wartość wydaje się bardzo kłopotliwa.

    Muszę wrócić jeszcze do słynnego żeńskiego imienia schyłku PRL. Chodzi oczywiście o Isaurę. "Niewolnica Isaura" to serial powstały w latach 70., ale w Polsce wyemitowano go w połowie 80. Krążą legendy jakoby wiele kobiet chciało nazwać córkę imieniem tytułowej bohaterki. Ale gdyby tak było, to bym jakąś w końcu "rówieśnicę – niewolnicę" tej mody spotkała, bo sama jestem rocznik 85., a jednak nie znam żadnej.

    W tamtym czasie obowiązywały inne, bardziej restrykcyjne przepisy w kwestii nadawania imion. Mimo to w bazie PESEL odnotowanych jest 38 nosicielek imienia Isaura oraz 54 Izaury – widać, że w polszczyźnie imię to doczekało się nawet dwóch wariantów zapisu.

    Obecnie prawo dotyczące nadawania imion mocno się zliberalizowało. Historia z Izaurami pokazuje, jak wielki wpływ na nasze wybory ma i miała popkultura, nawet gdy była czarno-biała i z egzotycznego importu. Odzwierciedlona jest tu tęsknota za wielkim światem, sukcesem, światowym życiem. Późniejsze otwarcie na świat sprawiło, że imię stawało się pierwszym atrybutem zachodniego, światowego, pełnego sukcesów życia. Internacjonalizm w modzie imienniczej zawsze trzymał się mocno.

    Podsumowując: im prościej tym lepiej?

    Prostota imienia zapewnia wygodę komunikacji. Imię to jest przecież znak, którym na co dzień się posługujemy i który ma nieść pewne wartości. I zawsze z czymś się kojarzy – znaczeniem, brzmieniem czy choćby tym, że jakieś znane osoby nazywają się tak samo jak my.

    Przepisu na imię idealne nie ma, bo zawsze jedni będą woleli polskie, inni zachodnie, jedni krótkie, inni wymyślne i oryginalne. Jakkolwiek by się nie nagimnastykować, nie ma takiej receptury, z której można upiec imię idealne. Zawsze jakiś składnik będzie kogoś uczulał.