
Myślicie, że obecne zamieszanie z butelkami i puszkami to problem? Błąd. Tykać zaczyna prawdziwa bomba (biologiczna). Rząd walczy w Brukseli o to, by system kaucyjny nie objął opakowań po mleku. Jeśli ta misja się nie uda, czeka nas sanitarny koszmar: smród sfermentowanego nabiału, automaty zapchane pleśnią i logistyczny paraliż.
Wiceministra klimatu Anita Sowińska zapowiada walkę. Polska chce przekonać Komisję Europejską, że wrzucanie butelek po mleku, jogurtach czy kefirach do tych samych automatów co butelki po wodzie, to proszenie się o kłopoty. Branża handlowa i producenci żywności od dawna biją na alarm, ale unijne rozporządzenie PPWR (o opakowaniach i odpadach) jest nieubłagane. Na ten moment wyjątku dla mleka nie ma.
Bomba z opóźnionym zapłonem
Dlaczego mleko to taki problem? Bo to nie woda. Resztki mleka w temperaturze pokojowej (a taka panuje w sklepach i automatach) psują się błyskawicznie. Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym unijny walec miażdży polskie obiekcje. Klienci zaczynają przynosić do sklepów tysiące niedomytych butelek po mleku.
Fermentujące resztki w maszynie recyklingowej to zapach, którego nie zabije żadna klimatyzacja. Butelki po nabiale to idealna pożywka dla bakterii i pleśni. Sklepy spożywcze, które muszą dbać o sterylność (zwłaszcza przy stoiskach z mięsem czy pieczywem), nagle staną się składowiskiem biologicznych odpadów. Lepkie resztki mleka i jogurtów to zabójstwo dla mechaniki recyklomatów. Maszyny będą się zacinać częściej niż drukarki w urzędzie.
Sowińska jedzie do Brukseli
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdaje sobie sprawę, że to "zamieszanie na cztery fajerki". Dlatego Polska oficjalnie postuluje wyłączenie opakowań po mleku i produktach mlecznych z systemu kaucyjnego.
– Będziemy przekonywać Unię Europejską i Komisję Europejską do tego, żeby jednak te opakowania po mleku wyłączyć – deklaruje wiceministra Sowińska.
Argumenty są logiczne: kwestie sanitarne i bezpieczeństwo żywności. Problem w tym, że Bruksela kocha ujednolicone standardy, a "polski wyjątek" może być trudny do przeforsowania.
Jeśli przegramy, utoniemy w... problemach
Sytuacja jest napięta. Jeśli Polska nie ugra wyłączenia dla mleka, system kaucyjny – który i tak rodzi się w bólach – dostanie cios, po którym może się nie podnieść.
Handlowcy są przerażeni wizją składowania śmierdzących butelek na zapleczach. Klienci – wizją brudnych i cuchnących automatów. A politycy? Cóż, dla nich to kolejna mina, na którą mogą wdepnąć. Bo jeśli Polacy poczują smród zepsutego mleka przy każdej wizycie w dyskoncie, to winą obarczą tych, którzy ten system wprowadzili.
Marudziliście na kaucję za puszki? To cieszcie się tym, co jest. Bo mleczna rewolucja może sprawić, że zatęsknicie za czasami, gdy jedynym problemem było zgniecenie puszki po coli.
Zobacz także
