
Kurs bitcoina nie spada, ale też nie rośnie. Inwestorzy spoglądają na sytuację w Iranie, ale też czekają na zmiany, jakie mają wkrótce zajść w banku centralnym USA. W tle trwa walka o regulacje rynku kryptowalut w Polsce, która nie ma znaczenia globalnego, ale jest istotna dla polskich fanów BTC.
W momencie ataku USA na Iran, kurs bitcoina (BTC) zanurkował. Równie szybko zaczął rosnąć, ale nie przebił kluczowego poziomu (70 000 USD). Na co więc czekają inwestorzy? Przed wami podsumowanie tego, co dzieje się i może się wydarzyć na rynku kryptowalut.
Kurs bitcoina czeka na sygnał
Kurs bitcoina z reguły negatywnie reaguje na wojny i inne geopolityczne wstrząsy. Tym razem było inaczej. Tak, to prawda, w momencie ataku USA i Izraela na Iran kryptowaluta potaniała do 63 030 USD. I gdy wydawało się, że zaczynamy serię dramatycznych spadków, cena zaczęła rosnąć.
Wiele wskazuje na to, że inwestorzy zaczęli zakładać scenariusz z krótkim konfliktem zbrojnym. A Amerykanie przekonali ich, że tak właśnie będzie, gdy zabili Najwyższego Przywódcę Aliego Chameneiego.
Śmierć irańskiego lidera nie zakończyła konfliktu. W Iranie powstała rada, która ma rządzić krajem do czasu wyboru nowego przywódcy. Nic nie wskazuje na to, aby powtórzył się scenariusz z Wenezueli, gdy obalenie (a dokładniej: porwanie przez USA) Nicolasa Maduro wystarczyło do zmiany polityki rządu. Deep state Iranu jest o wiele stabilniejszy.
Donald Trump pozostaje jednak optymistą i uważa, że wojna zakończy się w marcu.
– To zawsze był proces czterotygodniowy. Zakładaliśmy, że to potrwa około czterech tygodni. Zawsze chodziło o czterotygodniowy proces, więc, jakkolwiek silnym i dużym krajem jest Iran, zajmie to cztery tygodnie lub mniej – powiedział dziennikowi "Daily Mail".
Jeżeli ma rację, bitcoin, jako walor uważany za ryzykowny i potrzebujący spokoju, by drożeć, powinien zacząć zyskiwać na wartości, gdy tylko wojna się zakończy. Czyli za maksymalnie miesiąc.
W oczekiwaniu na Fed
Warto dodać, że wpływ na kryptowaluty będzie miał też bank centralny USA. Cyfrowe waluty (i inne ryzykowne aktywa) drożeją, gdy Fed obniża stopy procentowe. A proces ten powinien przyspieszyć, gdy na czele instytucji stanie Kevin Warsh, wskazany przez Trumpa na następcę Jerome'a Powella. Ten zacznie zarządzać Rezerwą Federalną już w maju.
Jako zwolennik niższych stóp procentowych, Warsh powinien sprawić, że na rynku pojawi się tańszy pieniądz, który może trafić na kryptowalutowy parkiet. To kolejny z czynników potencjalnie wzmacniających cyfrowe aktywa.
I kolejna sprawa: regulacje w USA. W Kongresie mocarstwa trwają prace nad CLARITY Act, ustawą, która ma wyjaśnić, jak rynek kryptowalut w USA ma dokładnie działać. Jeżeli dokument zostanie przegłosowany, branża otrzyma kolejną partię paliwa do wzrostów.
Zobacz także
Polacy nie gęsi?
Skoro mowa o regulacjach, warto wrócić do Polski. Ostatnio pisałem na InnPoland o tym, że prof. Krzysztof Piech przedstawił swoją wersję ustawy o kryptoaktywach. Teraz dokument trafił w końcu do Sejmu. Przedstawił go tam Sławomir Mentzen.
Projekt autorstwa znanego ekonomisty jest pójściem najprostszą drogą: próbą wprowadzenia w Polsce unijnych regulacji MiCA, bez niepotrzebnych rządowych nadregulacji.
Sam pomysłodawca odcina się też od polityków. "Jest to (...) wersja ekspercka, a nie branżowa (...). Nie jest to też inicjatywa Prezydenta, również ze względu na realia polityczne (pozakonstytucyjna "zamrażarka"). Nie jest to też projekt zgłaszany w trakcie kampanii wyborczej, bo nie chodziło o branie udziału po danej stronie sporu, ale by rozwiązać realny problem rynkowy, którego politycy w obecnej sytuacji nie są w stanie rozwiązać. No i nie jest to projekt obywatelski, bo tenże wymagałby 100 tys. podpisów na papierze", opisał dokument w social mediach prof. Piech.
Wiadomo, że projekt uzyskał poparcie Warsaw Enterprise Institute, Polish Blockchain Association i Polskiego Stowarzyszenia Bitcoin.
Życie bez ustawy
Bez stosownej ustawy, branża po prostu formalnie ucieknie do innych krajów, choć będzie działać w Polsce na zasadzie paszportowania.
– Polskie firmy kryptowalutowe, zamiast rozwijać zatrudnienie i kompetencje w kraju, są dziś zmuszone do składania wniosków licencyjnych w innych państwach UE. To oznacza budowanie tam zespołów od podstaw albo przenoszenie już istniejących struktur. Wejście w nową jurysdykcję wiąże się z koniecznością nauczenia się od zera lokalnych zasad raportowania, księgowości, podatków czy nadzoru regulacyjnego - a to proces kosztowny, czasochłonny i operacyjnie skomplikowany – ostrzega Sławek Zawadzki, Co-CEO Kanga Exchange
– W praktyce część firm powinna już przygotowywać się do wygaszania działalności w Polsce, a inne – intensywnie działać w kierunku uzyskania zezwoleń za granicą. To oznacza odpływ kompetencji, podatków i miejsc pracy, których przy obecnej dynamice rynku może być trudno w przyszłości odzyskać – dodaje.
Kto będzie głosować w Sejmie?
Czy w Sejmie wystarczy polityków, którzy zagłosują "za".
W Sejmie zasiada 460 posłów, z czego PiS, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej mają razem 207 (dotąd te partie popierały liberalizację prawa dotyczącego kryptowalut). To za mało, by przegłosować projekt ustawy. Konieczne jest zebranie 231 głosów (oczywiście przy założeniu, że głosować będzie pełny skład izby).
Jak łatwo policzyć, uratować sytuację może 24 polityków. W samym tylko klubie PSL zasiada 32. Ludowcy mogą skusić się więc o walkę o głosy fanów bitcoina, których w Polsce, wedle różnych badań, jest od 1 do 3 mln (niektórzy sugerują nawet większe liczby).
By zobrazować, o jakiej sile mówimy, wystarczy spojrzeć na ostatnie wyniki wyborów do Sejmu. Na Konfederację głos oddało nieco ponad 1,5 mln obywateli, na Trzecią Drogę 3,1 mln. Możemy więc pokusić się o wniosek, że "bitcoiniarze" stanowią już naprawdę duży elektorat, który może przesądzić o tym, kto będzie rządzić w kolejnej kadencji.
Powyższe to nie teza oderwana od realiów. W USA w czasie ostatniej kampanii o kryptowalutowych wyborców otwarcie walczył Donald Trump (a wcześniej jego rywal w prawyborach, Ron DeSantis). Pokazuje to, że społeczność BTC zyskuje na znaczeniu także w świecie polityki. Możliwe, że i my doczekamy się w naszym kraju Polskiej Partii Bitcoina.
