
Miało być o trudnej sytuacji mieszkaniowej i problemach ze znalezieniem własnego kąta, a wyszła z tego wizerunkowa katastrofa. Po ujawnieniu, że w materiale "Faktów" TVN w rolę klientki wcieliła się pracownica firmy deweloperskiej, na jaw wychodzą kolejne absurdy. Syn drugiego bohatera reportażu – polityk Nowej Nadziei – stając w obronie rodziców niechcący przyznał, że... posiadają oni własną kamienicę. Do zamieszania oficjalnie odniósł się również Dekpol Deweloper.
Internet nie wybacza, o czym boleśnie przekonali się twórcy niedawnego reportażu z targów mieszkaniowych oraz jego bohaterowie. Kiedy internauci zdemaskowali młodą mężatkę jako specjalistkę ds. wsparcia sprzedaży w firmie Dekpol Deweloper (która dopytywała o ofertę na stoisku własnego pracodawcy), wydawało się, że to koniec tej tragikomicznej historii. Okazuje się jednak, że to był dopiero wierzchołek góry lodowej.
"Biedni" klienci z własną kamienicą
W reportażu, jako jeden ze zwykłych klientów, wypowiadał się również starszy mężczyzna – pan Wiesław Łasiński. Głos w sprawie jego występu postanowił zabrać na platformie X (dawniej Twitter) jego syn, Marcin Łasiński. W swoim pierwszym wpisie próbował on merytorycznie bronić rodziców i prostować narastające wokół nich spekulacje.
Obrona przybrała jednak niespodziewany obrót. Wdając się w polemikę z internautami, Marcin Łasiński w kolejnym wpisie przyznał wprost, że jego rodzice w rzeczywistości... są właścicielami całej kamienicy. Oczywiście nie jest to nic złego, ale biorąc pod uwagę kontekst materiału telewizyjnego, który miał ukazywać zmagania przeciętnych Polaków z rynkiem nieruchomości i wysokimi cenami, obecność właścicieli kamienicy w roli "typowych klientów" nadała całej sprawie dość groteskowego wymiaru.
Łasiński junior tłumaczy, że jego rodzice pojawili się w materiale zupełnie naturalnie. "Ogólnie rozumiem nastawienie do "kreatywnych" materiałów TVNu, ale udział mojej rodzinki był w tym wypadku przypadkowy. Rozumiem, że fanów spiskowych teorii dziejów i zawodowej cebuli nie przekonam, ale takie były fakty" – pisze na X.
Pikanterii całej sytuacji dodaje jeszcze fakt, że Marcin Łasiński nie jest postacią całkowicie anonimową – to polityk związany z partią Nowa Nadzieja (ugrupowaniem Sławomira Mentzena). Jego internetowa interwencja, zamiast wyciszyć sprawę i uciąć domysły, tylko dolała oliwy do ognia, obnażając kolejne kulisy doboru bohaterów do materiałów newsowych.
Zobacz także
Warto jeszcze dodać, że pan Łasiński senior też nie jest człowiekiem nieznanym: to przedsiębiorca od lat zasiadający we władzach Kujawsko-Pomorskiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Bydgoszczy. Jest też podstarszym Cechu Rzemiosł Różnych i Przedsiębiorczości w Grudziądzu.
Internauci dopatrzyli się, że ojciec polityka Konfederacji pojawiał się w sejmowych komisjach. Odnaleźliśmy informację, iż faktycznie reprezentował środowisko rzemieślnicze podczas obrad Parlamentarnego Zespołu ds. Rzemiosła w polskim Sejmie. Jego obecność dotyczyła m.in. kwestii problemów z refundacją kształcenia młodocianych pracowników.
Dodajmy z całą stanowczością: to po prostu ciekawostki, które w żaden sposób nie mogą wpływać na postrzeganie obu panów Łasińskich i całej rodziny.
Dekpol Deweloper przerywa milczenie po materiale TVN
Z kolei w odpowiedzi na potężny kryzys wizerunkowy, głos w sprawie pani Kolaski – czyli pracownicy udającej przed kamerami TVN zatroskaną klientkę – zabrał wreszcie jej pracodawca. Spółka Dekpol Deweloper opublikowała na swojej stronie internetowej oficjalne oświadczenie.
W dokumencie firma odnosi się do faktu, że to właśnie jej przedstawicielka wcieliła się w rolę osoby zainteresowanej zakupem. Wizerunkowa wpadka wywołała w sieci falę oskarżeń o telewizyjną manipulację, tworzenie sztucznego popytu na nagraniach oraz łamanie zasad etyki biznesowej (w tym Kodeksu Dobrych Praktyk Polskiego Związku Firm Deweloperskich, do którego firma należy).
"Osoba występująca w materiale jest pracownicą Dekpol Deweloper, jednak w dniu wydarzenia nie wykonywała obowiązków służbowych ani nie reprezentowała spółki. Uczestniczyła w targach w czasie wolnym, prywatnie, wraz z mężem. W materiale wypowiada się jako osoba prywatna, zainteresowana zakupem mieszkania i odnosi się wyłącznie do własnych planów życiowych" – czytamy w oświadczeniu Dekpol Deweloper.
Firma dodaje, że nikomu nie można zabronić wygłaszania prywatnych opinii. A także, że jej pracownica natyka się w internecie na "liczne obraźliwe komentarze, wulgaryzmy, a także wpisy o charakterze zastraszającym i groźby". To oczywiście godne potępienia.
Ale warto zauważyć, że cała afera z reportażem z targów mieszkaniowych to dziś już nie tylko wpadka telewizyjna, ale studium przypadku pokazujące, jak nieostrożne kreowanie rzeczywistości zderza się z bezlitosną weryfikacją w dobie mediów społecznościowych. Od pracownicy dewelopera po właścicieli kamienicy – ten "casting" z pewnością przejdzie do historii największych wpadek polskiego rynku nieruchomości.
