
Mateusz Morawiecki rusza w Polskę z nowym planem. "500 zł na mieszkańca" to propozycja, która ma sprawić, że małe gminy przestaną czuć się jak ubożsi krewni metropolii. Polityk PiS uważa, że obecny rząd "zatrzymał maszynę rozwoju".
Mateusz Morawiecki wraca na polityczną trasę, a wraz z nim powraca magia liczb, która przed laty wyniosła PiS do władzy. Tym razem jednak "500 plus" ma nie trafić bezpośrednio do twojego portfela, ale pod twoje okno – w formie nowej drogi, nowoczesnej szkoły czy oświetlonego chodnika.
Były premier zaprezentował raport "Polska Jednej Prędkości". To próba wskrzeszenia mitu Polski jako "jednego wielkiego placu budowy".
500 plus na mieszkańca. "Pieniądze najbliżej Polaków"
Tak Mateusz Morawiecki nazywa swój nowy program inwestycyjny. Były premier chyba rośnie w siłę i prezentuje projekt, który uderza w sedno obaw mieszkańców mniejszych ośrodków. Morawiecki przypomina czasy, gdy w każdej gminie powstawały wodociągi i szkoły. Dziś alarmuje, że "rozwój został zatrzymany".
Mateusz Morawiecki nie daje sobie zapomnieć. Podczas prezentacji raportu "Polska Jednej Prędkości" były premier nie owijał w bawełnę: czas na powrót do masowych inwestycji "pod nosem" obywatela. Jego nowa propozycja to 500 zł rocznie na każdego mieszkańca gminy, przeznaczone wyłącznie na rozwój infrastruktury.
Polityk PiS proponuje mechanizm "podłogi i sufitu"
Morawiecki wie, że czyste "500 na głowę" bez bezpieczników promowałoby najbogatszych. Dlatego wprowadza nowatorski, a zarazem prosty mechanizm. Każda, nawet najmniejsza gmina, otrzymałaby minimum 5 milionów złotych rocznie. To gwarancja dla miejscowości, które z racji małej liczby ludności do tej pory przegrywały w wyścigu o dotacje. Ale największe miasta (jak Warszawa czy Wrocław) otrzymałyby maksymalnie 100 milionów złotych rocznie.
"W przeciwnym razie Warszawa otrzymywałaby miliardy bez procesu wyrównawczego" – tłumaczył Morawiecki, podkreślając, że program ma być "sprawiedliwy", a nie "metropolitalny".
Zobacz także
Koniec "strachu przed planowaniem"
Głównym argumentem byłego premiera jest stabilność. Według niego obecny model finansowania samorządów faworyzuje wielkie ośrodki i jest uzależniony od kaprysu centrali. Nowy program ma być "gwarancją na lata".
Dzięki temu wójtowie i burmistrzowie mieliby wiedzieć z góry, ile pieniędzy wpłynie na konto, co pozwoliłoby im planować budowę szkół, kanalizacji czy nowoczesnego oświetlenia bez drżenia o deficyt budżetowy.
Atak Morawieckiego na Tuska. "Zatrzymaliście plac budowy"
Mateusz Morawiecki nie szczędził złośliwości pod adresem Donalda Tuska. Zarzucił obecnemu premierowi, że ten celowo wygasił programy wsparcia dla Polski lokalnej, przywracając systematykę, w której "duży bierze wszystko".
Dla Morawieckiego sprawiedliwy rozwój to taki, w którym lokalny przedsiębiorca daje pracę lokalnemu mieszkańcowi, budując drogę, którą ten sam mieszkaniec dowiezie dzieci do szkoły. To wizja gospodarki jako domkniętego, lokalnego obiegu, który – zdaniem byłego premiera – został brutalnie przerwany, gdy Polacy odsunęli PiS od władzy.
500 zł na mieszkańca. Czy to się uda?
Krytycy natychmiast wytkną byłemu premierowi brak wskazania źródeł finansowania w obliczu napiętego budżetu państwa. Takimi sprawami Mateusz Morawiecki do tej pory się jednak nie przejmował.
Jednak z perspektywy mieszkańca gminy, w której chodnik kończy się w połowie drogi, obietnica stałego dopływu gotówki może być scenariuszem bardzo kuszącym, który potencjalnie może powtórzyć sukces 500 plus na dziecko.
