
Pracownikom polskiej oświaty od dawna nie jest łatwo. Jednym z problemów są nierozliczane nadgodziny, które stały się regularnym elementem pracy nauczyciela. Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) przedstawiło propozycję rozwiązania problemu, która jest jak kamień u szyi.
Nadgodziny w sektorze edukacji publicznej wynikają z obłożenia szkół i braków kadrowych. Te rodzą się z nadmiernego obciążenia pracą nauczyciela, niskich zarobków i cofanych benefitów. Nauczyciele sami apelują, aby to błędne koło przerwać. Propozycja MEN jest jednak jak policzek dla związków zawodowych, bo ma nie tyle zapewnić nauczycielowi godziwą stawkę za dodatkowe godziny pracy, a unormować je jako pracę za grosze.
Co zaproponowało MEN?
O sytuacji poinformował Portal Samorządowy: podczas spotkania grupy roboczej Zespołu ds. pragmatyki zawodowej, zaprezentowana przez MEN propozycja spotkała się z krytyką Związku Nauczycieli Polskich (ZNP) i Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność" (NSZZ "Solidarność").
Z jednej strony resort edukacji rzuca jasne definicje czasu pracy nauczyciela jako czasu, w którym pozostaje on do dyspozycji pracodawcy w szkole lub innym miejscu. Normą jest 40-godzinny czas pracy i za przekroczenie średniej przez wykonywanie zadań w godzinach ponadwymiarowych, wszedłby obowiązek ewidencjonowania tego czasu pracy nauczyciela. Sam musiałby zgłaszać dyrektorowi szkoły, że doszło do przekraczania limitów. Z kolei przełożony mógłby wtedy zlecić nauczycielowi te nadgodziny, ograniczyć zadania lub uznać, że praca nadal mieści się w normach.
Co w zamian za pilnowanie każdej minuty pracy? No więc... mniejsze pieniądze. Kontrowersje związków zawodowych wzbudził zapis o wydłużeniu okresu rozliczeniowego z comiesięcznego do co 4 lub 6 miesięcy. Dopiero po tym czasie następowałoby weryfikowanie nadgodzin. Czyli wtedy nauczyciel przynosi raport o przekroczonej średniej 40 godzin w tygodniu, a dyrektor ma ostatnie słowo, również odnośnie co do formy rekompensaty.
Tutaj dyrektor mógłby zdecydować między udzieleniem czasu wolnego a wypłatą wynagrodzenia. Stawka za nadgodziny ma być ustalana przez podzielenie wynagrodzenia przez średnią miesięczną liczbę godzin pracy nauczyciela, zamiast przez wymiar pensum dydaktycznego (zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych).
W czym leży problem?
Aby to policzyć, przyda się nauczyciel matematyki. W gruncie rzeczy, zamiast dostawać swój wymiar pensum za każdą nadprogramową godzinę nauczyciel będzie mieć to rozliczane w mniej korzystny sposób. Na wysokość rekompensaty negatywnie wpłynie sam kilkumiesięczny okres ewidencji, bo może się okazać, że ostre nadgodziny przez np. trzy tygodnie rozmyją się z powodu normalnych dni pracy przez resztę okresu, przez co średnia będzie niska i nieadekwatna do obowiązków.
"To znaczy, że nie będzie ona liczona tak jak ponadwymiarowe – wynagrodzenie / 75, lecz jako wynagrodzenie / 160. To też będzie źródłem zaskoczenia na paskach wynagrodzenia, jak dyplomowany zobaczy 40 zł za każdą nadgodzinę zamiast spodziewanych 85 zł" – pisze autor profilu Dealerzy Wiedzy na Facebooku.
Inaczej rozliczane będą też wielodniowe wycieczki szkolne. Tutaj zamiast normalnej stawki za nadgodziny wejdzie specjalny dodatek wyrażony w procencie od wynagrodzenia zasadniczego, zróżnicowanego w zależności od długości wyjazdu. Czyli znów: efektywnie mniej pieniędzy do kieszeni.
Zobacz także
Co można jeszcze zmienić?
Jak zwraca uwagę NSZZ "Solidarność", projekt MEN nie przewiduje wprowadzenia dobowej normy czasu pracy. Innymi słowy, dyrektor, jeśli zechce, może przydzielić nawet pracę 12 godzin dziennie. Lub, jak zauważa autor Dealerzy Wiedzy, wręcz ograniczyć przydział nadgodzin, jeśli dyrekcja uzna to za nieopłacalne dla szkoły. Nie jest to też opłacalne dla rodziców, którzy mogą nagle zderzyć się z potrzebą umawiania dzieci na drogie korepetycje.
Wedle krytyków proponowane rozwiązania prowadzą do dodatkowego obciążenia nauczycieli, generowania napięcia na linii pracownicy-dyrekcja, dodatkową biurokrację dla wszystkich i za mniejsze pieniądze. Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, jeśli nauczyciel pracuje w kilku szkołach.
"Solidarność" przedstawiła własną propozycję zmian w Karcie Nauczyciela, z m.in. liczeniem nadgodzin jako 150 proc. stawki godzinowej zgodnie z Kodeksem pracy, rozliczeniem miesięcznym i rocznym limitem nadgodzin. Konsultacje trwają.
Warto przypomnieć, że sytuacja między MEN i nauczycielami od dawna jest na ostrzu noża na tle wynagrodzeń. W 2026 r. pracownicy oświaty otrzymali podwyżkę 3 proc., co ZNP ocenił jako "waloryzację". W ujęciu kwotowym oznacza to bowiem wzrost miesięcznego wynagrodzenia tylko o 151 do 186 zł brutto (w zależności od stopnia awansu i grupy zaszeregowania).
