mężczyzna oglądający telewizję, na ekranie dziwne męskie postacie
Cieszysz się z likwidacji abonamentu RTV? Nie ma z czego, teraz nie umkniesz przed nową opłatą Fot. Mathieu Improvisato / Unsplash

Rząd ogłasza koniec archaicznego abonamentu RTV. W rzeczywistości zamienia go na obowiązkowy podatek od każdego podatnika. Nowa opłata audiowizualna ściągana przez PIT to koniec ery unikania płacenia na media publiczne. Od 2027 roku nikt nie zapyta Cię, czy masz telewizor. Opłata zostanie automatycznie pobrana przy rozliczaniu PIT.

REKLAMA

Od 1 stycznia 2027 roku system, który Ministra Kultury Marta Cienkowska nazwała "słabo ściągalnym tworem", przechodzi do historii. Ale nie dajcie się zwieść terminologii. To nie jest abolicja, tylko profesjonalizacja ściągania haraczu.

Państwo mówi: "koniec tej fikcji, zdejmujemy wam ciężar z pleców", po czym dyskretnie instaluje nam w kieszeni odkurzacz do monet. Jeśli myśleliście, że pożegnanie z archaicznym abonamentem RTV to powód do otwierania szampana, to mamy dla was kubeł zimnej wody.

Owszem, system, który do tej pory opierał się na uprzejmym ignorowaniu kontrolerów z Poczty Polskiej, odchodzi do lamusa. W jego miejsce wchodzi nowy, przed którym nie uciekniecie, bo waszym poborcą będzie sam fiskus.

Jak to będzie działać?

Po pierwsze: koniec z rejestrowaniem odbiornika. Nowa opłata audiowizualna zostanie zintegrowana z waszym rozliczeniem PIT. Urząd Skarbowy po prostu odliczy należność podczas rocznego rozliczenia podatku. Szacuje się, że będzie to od 8 do 9 zł miesięcznie. Rocznie każdy obywatel zapłaci więc ok. 100–108 zł.

Można by pomyśleć: "przecież to taniej niż obecne 30,50 zł za telewizor". I tu tkwi haczyk. Obecnie abonament płaci garstka ludzi (według szacunków ok. 10–15 proc. zobowiązanych). Nową opłatę zapłacą wszyscy, co oznacza, że wpływy do mediów publicznych wzrosną drastycznie, mimo niższej stawki jednostkowej.

Nie masz telewizora? I tak zapłacisz

To najbardziej irytujący wątek całej reformy. Argumentacja rządu jest prosta: skoro konsumujecie treści na tabletach i telefonach, to musicie płacić, nawet jeśli wasz telewizor służy tylko jako podstawka pod kwiaty.

Dodatkowo od stycznia tego roku weszła w życie tzw. opłata reprograficzna. To nic innego jak ukryty podatek od zakupu sprzętu elektronicznego. Stawka wynosi od 1 do 4 proc. wartości urządzenia. Jak to działa w praktyce? Jeśli kupujesz smartfona za 4000 zł, to w cenie masz już ukryte do 160 zł dodatkowej daniny dla twórców i organizacji zbiorowego zarządzania.

Wielki brat z Poczty nie odpuszcza

Jeśli liczyliście, że wprowadzenie nowych przepisów wymaże wasze stare grzechy (czyt. zaległości), to mamy złą wiadomość. Poczta Polska zachowuje prawo do egzekwowania zaległego abonamentu aż do końca 2028 roku.

Skarbówka będzie ściągać nowe, a Poczta – z uporem godnym lepszej sprawy – będzie czyścić wasze konta z tego, co winniście im za lata ubiegłe.

To nie reforma, to uszczelnienie

Tak naprawdę państwo polskie przestało się bawić w prośby. Zrozumiało, że jedynym skutecznym sposobem na finansowanie mediów publicznych jest podpięcie się pod krwiobieg podatkowy. Teraz opłaty nie unikniesz, nawet jeśli nie masz telewizora, bo opłata nie jest zależna od jego posiadania.