
My szykujemy miski na (względnie) tanią mizerię, ale polscy rolnicy ocierają łzy. "Zielone złoto", wspaniałe, smaczne i zdrowe ogórki stały się ich przekleństwem. Jest ich za dużo, bo każdy chciał na nich zarobić. Teraz na naszych stołach króluje sezonowy optymizm, ale w szklarniach pod Sieradzem czy na Mazowszu panuje czarna rozpacz.
Sytuacja na rynku jest drastyczna. Ceny ogórków szklarniowych runęły do poziomu, który nie pokrywa nawet kosztów produkcji. Rolnicy zostają z towarem, którego nikt nie chce odebrać, mimo że sezon grillowy w pełni. Sosy, mizerie, ogórki z miodem – chętnie się nimi zajadamy, ale wszystkiego nie przejemy.
Dramat w liczbach: farmer dostaje grosze, market trzyma cenę
– Jak mamy żyć? Ogórek poniżej opłacalności 1,5 zł za kg u rolnika, a w markecie 6 zł – pyta retorycznie Mariusz Borowiak, rolnik spod Sieradza. No jak to możliwe? Eksperci wskazują na kilka kluczowych powodów ogórkowej klęski urodzaju.
Pierwsza to błyskawiczny cykl uprawy. Od posadzenia do pierwszych zbiorów ogórka mija zaledwie miesiąc, podczas gdy pomidory potrzebują trzech. Wielu plantatorów liczyło na szybki zysk i postawiło na ten sam kierunek, co doprowadziło do gigantycznej nadpodaży.
Druga to import. Tylko w styczniu 2026 roku do Polski wjechało ponad 11,5 tysiąca ton ogórków z Hiszpanii, Grecji i Turcji o wartości niemal 107 mln zł. To akurat czas, kiedy świeżych polskich ogórków za dużo nie ma, ale zakontraktowany import nadal kwitnie.
Zobacz także
Ratunek w systemie, którego nie ma
Specjaliści z rynku hurtowego Bronisze podkreślają, że problem jest systemowy. Rolnicy sadzą "na czuja", co regularnie prowadzi do tzw. górek podażowych. Eksperci postulują utworzenie krajowego systemu monitorowania powierzchni upraw. Taka kontrola pozwoliłaby władzom i rolnikom przewidzieć, ile towaru trafi na rynek, i zapobiec drastycznym dołkom cenowym, które rujnują gospodarstwa.
Konsumenci prawdopodobnie dostaną niedługo tanie ogórki. Tylko co dalej? Brak planowania na szczeblu krajowym sprawia, że konsument cieszy się chwilową promocją, ale długofalowo tracimy wszyscy przez upadek lokalnych producentów.
Oczywiście trudno wyobrazić sobie sytuację, w której państwo narzucać rolnikom limity upraw, by chronić ich przed takimi spadkami cen. Ale wskazać kierunek już może.
Źródło: Tygodnik Rolniczy
