
Wojciech Sobierajski, influencer znany z bicia rekordów, pochwalił się, że złowił wyjątkowo dużego szczupaka w Solinie. Problem w tym, że wcale tego nie zrobił, a wyjście tego na jaw duże spore poruszenie w sieci. Wygląda na to, że mężczyzna postanowił pobić inny rekord: szybkości, z jaką influencer przyznaje się do winy po wybuchu afery.
Miał być rekordowy, 133-centymetrowy szczupak, a wyszła co najwyżej szeroko zakrojona afera. Tak głośna, że nawet jak ktoś nie siedzi w wędkarstwie, to coś o niej słyszał. A ci, co siedzą, zaangażowali się w kilkudniowe śledztwo, a potem tworzenie memów wyśmiewających rzekomy wyczyn. Internauci udowodnili, że Wojciech Sobierajski skłamał, więc mężczyzna znany z bicia sportowych rekordów przeprosił i obiecał coś w ramach zadośćuczynienia.
Wyznanie Sobierajskiego. Influencer przyznał się do oszustwa ws. rekordowego szczupaka
Wojciech Sobierajski opublikował wpis w mediach społecznościowych, w którym przyznaje, że wcale nie złowił największego szczupaka.
"Ja, Wojciech Sobierajski, przyznaję się do podania nieprawdziwych w sprawie rekordowego szczupaka. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem. W ramach zadośćuczynienia, zobowiązuję się do przeprowadzenia w przyszłym tygodniu akcji sprzątania brzegów jeziora Żarnowieckiego. Tylko zwycięstwo!" – napisał na Instagramie influencer.
Dla wielu osób ta sytuacja oznacza, że mężczyzna właśnie zakończył karierę influencera. Jedno oszustwo sprawiło, że internauci mają teraz wątpliwości co do poprzednich osiągnięć Sobierajskiego, wśród których rzekomo znajdują się światowe rekordy. Błyskawicznie zareagowali jego sponsorzy: firmy powiązane z wędkarstwem, Favorite Fishing Polska i Humminbird & Minn Kota Polska podkreśliły, że już nie współpracują z Sobierajskim.
Czy sprzątanie jeziora jest wystarczającym zadośćuczynieniem za aferę szczupakową? Sądząc po reakcjach internautów – niekoniecznie. Niektórzy wprost zarzucają Sobierajskiemu "charity washing", czyli poprawianie swojego wizerunku przez działalność społeczną. Mechanizm ten był widoczny w przypadku innej sieciowej sławy: charity washing uprawiał Budda.
Innym komentującym trudno nie oprzeć się wrażeniu, że spacerowanie nad pięknym jeziorem, z widokiem na zbiorniki retencyjne nieukończonej elektrowni jądrowej "Żarnowiec", to bardziej wakacje niż pokuta, nawet jeśli Sobierajski zbierze kilka butelek i odda na kaucję w szczytnym celu. Wystarczy chwilę poszukać w sieci, by odkryć, że nie znajdziemy jeziora Żarnowieckiego na liście najbardziej zaśmieconych brzegów w Polsce.
Zobacz także
O co chodzi w aferze szczupakowej?
Jak pisaliśmy w InnPoland, rzekomo rekordowy szczupak z Soliny wywołał burzę w internecie. Wyjątkowa ryba miała zostać złowiona w tym jeziorze przez Wojciecha Sobierajskiego i jego ojca, Piotra Sobierajskiego.
Największe kontrowersje wybuchły po wpisach wędkarzy, którzy zaczęli porównywać umaszczenie ryby ze starszymi fotografiami publikowanymi w sieci. Według części internautów identyczny szczupak miał zostać złowiony wcześniej w Żarnowcu przez innego wędkarza, setki kilometrów od Soliny.
Poza tym jak wskazali wędkarze łowienie ryb na Żarnowcu po zachodzie słońca jest zabronione. Zdjęcie szczupaka Sobierajskiego, które obiegło internet, było wykonane właśnie w nocy.
Wojciech Sobierajski przez lata wyrósł na jedną z najbardziej charakterystycznych postaci polskiego internetu wyczynowego. Biegał maratony boso, przeciągał samochody, ustanawiał rekordy świata i Guinnessa. Media pokazywały go jako człowieka, który zamienia szalone pomysły w viralowe sukcesy. Wizerunek "rekordzisty" działał perfekcyjnie także pod względem marketingowym, bo wokół wyzwań Sobierajskiego pojawiały się marki i sponsorzy. Teraz, po zdemaskowaniu influencera, ich pieniądze zaczęły odpływać.
