
Najnowsze, alarmujące dane Krajowego Rejestru Długów i S&P Global odsłaniają ponurą prawdę o polskiej produkcji. Choć oficjalne raporty GUS mówią o wzroście, w kulisach rozgrywa się dramat płynności finansowej. Przemysł wyprodukował właśnie gigantyczną górę długów, a firmy finansują się kosztem swoich podwykonawców. Prześwietlamy mechanizm "obronnego" zamrażania gotówki.
Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu już dwunasty miesiąc szoruje pod kreską, a blokada strategicznych szlaków morskich zmusiła polskich menedżerów do panicznego kupowania surowców na zapas. Efekt? Gotówka utknęła w magazynach, a łączne zadłużenie sektora wzrosło do poziomu 1,35 mld zł. Zobacz, które branże nad Wisłą znalazły się w największych tarapatach.
Przemysł meblarski i spożywczy gwałtownie tracą płynność
W polskiej produkcji pękają kolejne łańcuchy dostaw. Z najnowszej analizy wiarygodności płatniczej wynika, że rzetelność producentów mebli i jedzenia drastycznie spadła w ciągu zaledwie roku. Długi rosną, a firmy boją się windykować swoich partnerów z obawy przed utratą kontraktów. Jako pierwsi publikujemy przedpremierowy raport o finansowej niewydolności polskiego biznesu.
Z oficjalnych komunikatów Głównego Urzędu Statystycznego wyłania się obraz umiarkowanego optymizmu. Dane za pierwsze cztery miesiące 2026 roku pokazują, że produkcja sprzedana przemysłu wzrosła o 3 proc. rok do roku. W samym kwietniu odnotowano skok o 3,1 proc. Mogłoby się wydawać, że maszyna ruszyła, a fabryki pracują pełną parą. Podobny rozjazd między statystyką a rzeczywistością widać było już wcześniej – fabryki od jakiegoś czasu łapią zadyszki, ale portfele mamy pełne, wzrost PKB ratują zaś konsumpcja i wielkie inwestycje publiczne.
Mamy w ręku najnowsze statystyki Krajowego Rejestru Długów (KRD) oraz wskaźników S&P Global, które brutalnie ściągają ten optymizm na ziemię. W polskim przemyśle narasta potężny, niewidoczny na pierwszy rzut oka zator płatniczy. Łączne zadłużenie sektora wpisane do KRD sięgnęło astronomicznej kwoty 1,35 miliarda złotych.
Paradoks roku 2026: produkcja na zapas zamiast realnego popytu
Mamy do czynienia z klasycznym ekonomicznym rozdźwiękiem: firmy produkują, ale pieniądze nie trafiają na ich konta. Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu w kwietniu osiągnął zaledwie 48,8 pkt. Wszystko poniżej progu 50 pkt oznacza kurczenie się sektora – i ten stan trwa już dwunasty miesiąc z rzędu. Co gorsza, nowe zamówienia lecą w dół trzynasty miesiąc z rzędu. Dla tych, którzy gubią się w tym wskaźniku, pomocne bywa wyjaśnienie, dlaczego kiepski wynik PMI Polski jest tak ważnym barometrem nastrojów w fabrykach.
Dlaczego więc produkcja według GUS rośnie, skoro zamówień ubywa? Odpowiedź brzmi: strach i blokada logistyczna.
Blokada Cieśniny Ormuz wydłużyła dostawy
Z powodu kryzysu i blokady Cieśniny Ormuz, czas dostaw surowców wydłużył się najbardziej od połowy 2022 roku. Polskie firmy, obawiając się całkowitego odcięcia od materiałów, zaczęły masowo i "obronnie" kupować surowce na zapas i produkować towary do magazynów, na później.
– W przemyśle wzrost produkcji nie zawsze oznacza poprawę sytuacji finansowej firm. Jeżeli przedsiębiorstwo produkuje na zapas, kupuje surowce z wyprzedzeniem i jednocześnie czeka tygodniami na zapłatę od odbiorców, to zamraża gotówkę w magazynie i fakturach – komentuje Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.
W efekcie przemysł ratuje się kredytami kupieckimi i leasingami, bo koszty produkcji trzeba ponieść natychmiast, a przelewy od klientów majaczą gdzieś na odległym horyzoncie.
Produkcja w Polsce. Mniej dłużników, ale długi znacznie cięższe
Z danych KRD wynika, że w Polsce nie przybywa lawinowo nowych bankrutów. Liczba dłużników w przemyśle spadła w ciągu roku o 1 proc. (w bazie widnieje obecnie 23 tys. firm). Problem polega na czymś znacznie groźniejszym: drastycznie pogarsza się sytuacja podmiotów, które już wcześniej miały problemy.
Łączna kwota nieuregulowanych zobowiązań wzrosła w ciągu roku o 80 mln zł (skok o 6 proc.). Średni dług jednej firmy produkcyjnej wzrósł o 7 proc. i wynosi obecnie 57 tysięcy złotych.
Zobacz także
Kto jest w największych tarapatach? Czarna lista branż
Zadłużenie nie rozkłada się równomiernie. Największy zator płatniczy generują branże ściśle powiązane z budownictwem oraz konsumpcją.
Sektory z największym zadłużeniem w KRD:
Jeśli chodzi o rekordzistów indywidualnych, to bezkonkurencyjny jest sektor motoryzacyjny. Producenci samochodów, przyczep i naczep notują najwyższy średni dług na jedną firmę – aż 159,5 tys. zł.
Zadłużenie. Meblarstwo i spożywka na równi pochyłej
Krajowy Rejestr Długów przeprowadził szczegółową analizę wiarygodności płatniczej. Wnioski? Grupa solidnych płatników (kategorie A, B i C) skurczyła się w ciągu roku z 84 do 80 procent. Najbardziej spektakularny zjazd zaliczyły dwie flagowe polskie branże: meblarska (z 85 do 71 proc.) i spożywcza (z 78 do 66 proc.).
Kontrahenci współpracujący z tymi dwoma sektorami muszą mieć się dziś mocno na baczności – ryzyko utraty płynności jest tam najwyższe. Sytuacji nie poprawia to, że choć w tabelkach inflacja hamuje, w praktyce zakupy są coraz droższe, choć inflacja spada – a rosnące ceny surowców i energii uderzają w producentów żywności równie mocno jak w konsumentów. Komu można ufać? Najbardziej rzetelne pozostają firmy zajmujące się naprawą i instalacją maszyn – tam w strefie alarmowej znajduje się niecałe 5 proc. podmiotów.
Długi w polskiej gospodarce. Efekt domina i strach przed windykacją
W przemyśle nikt nie jest samotną wyspą. Jeśli duży producent nie dostanie pieniędzy od klienta, natychmiast przestaje płacić dostawcy komponentów, firmie transportowej i leasingowej. Najbardziej bezbronni w tym łańcuchu są najmniejsi – jednoosobowe działalności gospodarcze (JDG) stanowią 55 proc. dłużników notowanych w KRD i odpowiadają za 43 proc. całego długu (582,2 mln zł).
Komu najczęściej zalega polski przemysł? Instytucjom finansowym (bankom i leasingodawcom) – na kwotę aż 804,2 mln zł, oraz dostawcom energii (134,9 mln zł).
Co najgorsze, firmy produkcyjne same mają dłużników (którzy wiszą im prawie 319 mln zł), ale... boją się ich windykować. W obawie przed utratą wieloletnich kontraktów i dużych zamówień, menedżerowie wolą kredytować swoich niesolidnych partnerów.
Jakub Kostecki, wiceprezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, ostrzega: "To ryzykowne podejście. Miękka windykacja nie musi oznaczać zerwania umowy. Przy rosnących kosztach transportu i surowców, przemysł musi pilnować nie tego, ile sprzedał, ale kiedy pieniądze fizycznie zameldują się na koncie".
Cała ta sytuacja dobitnie pokazuje, że dobre nagłówki o wzroście produkcji potrafią mocno rozjeżdżać się z rzeczywistością – podobnie jak słynna średnia płaca według GUS to mit, za którym kryją się znacznie skromniejsze realia większości pracujących. Im głębiej wchodzimy w dane o kondycji sektora, jakim jest przemysł, tym wyraźniej widać, że za fasadą rosnących statystyk czai się poważny problem z płynnością.
