Polski podwodny dron "Pirania"
O polskiej "Piranii" jest coraz głośniej. Bałtycki drapieżnik wywołał poruszenie w branży Fot. Dawid Linkowski / Politechnika Gdańska

Udany debiut przyniósł nowej gdańskiej konstrukcji duży rozgłos. Autonomiczny pojazd podwodny "Pirania", stworzony w zaledwie 5 miesięcy wyrasta na kluczowego strażnika polskiej infrastruktury krytycznej. Choć od oficjalnych testów minęło zaledwie kilka tygodni, liczba zapytań o polskiego drona podwodnego bije rekordy.

REKLAMA

Kiedy w kwietniu prototyp podwodnego drona Politechniki Gdańskiej bezbłędnie zlokalizował cele w wodach Sobieszewa, stało się jasne, że polscy inżynierowie stworzyli coś wyjątkowego. Dlaczego ten niepozorny pojazd jest tak ważny dla bezpieczeństwa strategicznego Polski i dlaczego jego komercyjny potencjał budzi tak duże emocje?

Ochrona infrastruktury krytycznej pod wodą to dziś jeden z największych bólów głowy strategów z NATO. Odpowiedzią na te wyzwania ma być właśnie "Pirania" – wspólne dzieło Politechniki Gdańskiej i firmy RADMOR S.A.

Sobieszewski chrzest bojowy: to nie była symulacja

Publiczny test, który odbył się w połowie kwietnia w Sobieszewie, miał za zadanie sprawdzić robota w warunkach maksymalnie zbliżonych do prawdziwych działań inspekcyjnych. Zamiast sterylnego basenu laboratoryjnego, "Piranię" wrzucono prosto na głęboką wodę ze zwykłego slipu.

Scenariusz misji zakończył się stuprocentowym sukcesem:

  • Po zwodowaniu system bezproblemowo nawiązał łączność i potwierdził gotowość do pracy.
  • Pojazd zanurzył się i rozpoczął autonomiczną misję poszukiwawczą.
  • Zadanie obejmowało odnalezienie, precyzyjne zobrazowanie oraz pełną identyfikację dwóch obiektów podwodnych.
  • Po wykonaniu misji "Pirania" bezpiecznie wróciła do punktu startowego.
  • – Mówimy nie o symulacji, lecz o realnie wykonanej operacji, w której "Pirania" odnalazła i zidentyfikowała wskazane obiekty, a następnie bezpiecznie wróciła do punktu startu – podkreśla Tomasz Sauer, Kierownik laboratorium Techniki Głębinowej Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Okrętownictwa.

    Podwodny pancerz dla infrastruktury krytycznej

    Konstrukcja powstała jako bezpośrednia odpowiedź na palące potrzeby związane z bezpieczeństwem strategicznym kraju. Chodzi m.in. o stały nadzór nad portami zewnętrznymi, rurociągami, kablami telekomunikacyjnymi oraz wykrywanie anomalii i obiektów niebezpiecznych na dnie morza. To zresztą nie jest scenariusz wzięty z thrillera – w ostatnich miesiącach kolejny podwodny kabel został przecięty, a dywersja na Bałtyku trwa w najlepsze; podejrzenia padają oczywiście na statki z rosyjskiej "floty cieni".

    Co ważne, projekt ma charakter dual-use – oznacza to, że z powodzeniem znajdzie zastosowanie zarówno w sferze cywilnej (np. inspekcje platform wiertniczych czy farm wiatrowych), jak i w działaniach specjalnych oraz stricte militarnych. Komercyjny potencjał jest tym większy, że gdy dobre wynagrodzenie i tysiące wakatów sprawiają, że firmy inwestują w offshore, zapotrzebowanie na rzetelne, polskie systemy inspekcji podwodnej będzie tylko rosło.

    Aby sprostać pracy w trudnym, bałtyckim środowisku, dron został wyposażony w zaawansowane systemy nawigacyjne, zaawansowane rozwiązania sonarowe oraz specjalistyczną kamerę przystosowaną do rejestrowania obrazu w warunkach skrajnie niskiego oświetlenia.

    Geny "Głuptaka" i potęga transferu technologii

    Choć "Pirania" to nowość, nie powstała w próżni. Politechnika Gdańska posiada unikalne kompetencje w budowaniu pojazdów podwodnych, sięgające jeszcze lat 80. XX wieku. Nowy dron bazuje na bogatych doświadczeniach zebranych przy tworzeniu słynnego pojazdu "Głuptak", który od lat jest z powodzeniem dostarczany przez gdańską uczelnię dla Marynarki Wojennej RP.

    To zresztą szerszy fenomen polskiej nauki – gdy spojrzymy na statystyki, wynalazki i patenty w Polsce okaże się, że w przeważającej większości zgłaszane są właśnie przez instytuty PAN i uczelnie, a nie przez firmy. Pytanie tylko, jak skutecznie przekuwać to know-how w produkty rynkowe.

    Trójnóg: nauka, transfer i przemysł

    W przypadku "Piranii" ten naukowy dorobek połączono z rynkowym rygorem. Sukces projektu to efekt ścisłej i dynamicznej współpracy na styku trzech podmiotów:

  • Politechniki Gdańskiej, która dostarczyła unikalne know-how i zaplecze badawcze.
  • PG Biznes Hub, czyli uczelnianej jednostki odpowiedzialnej za sprawny i nowoczesny transfer technologii do biznesu.
  • RADMOR S.A. (wchodzącego w skład GRUPY WB) – giganta polskiego przemysłu obronnego, który gwarantuje projektowi zaplecze produkcyjne i komercyjne.
  • – Tworzymy rozwiązania, które mają służyć bezpieczeństwu Polski, polskich granic i naszego Bałtyku. Wykorzystujemy najnowsze technologie po to, by skuteczniej diagnozować, identyfikować, rozpoznawać i wykrywać zagrożenia ukryte pod wodą – mówi Bartłomiej Zając, prezes zarządu RADMOR S.A.

    Warto pamiętać, że tak udany model współpracy nauki i przemysłu zdarza się rzadko – równie często polskie projekty kończą się symbolicznie, jak wtedy, gdy stępka ze szczecińskiego promu poszła na złom, zamiast obrosnąć resztą kadłuba. Tym mocniej kwietniowy test "Piranii" pokazuje, że da się inaczej.

    Produkt skrojony na miarę, czyli klocki dla wymagających

    To, co najbardziej przyciąga potencjalnych klientów do "Piranii" po kwietniowych testach, to jej modułowa konstrukcja. Twórcy zrezygnowali z budowania jednego, uniwersalnego modelu, który "jest do wszystkiego, czyli do niczego".

    Ostateczna wersja platformy będzie konfigurowana ściśle pod dyktando konkretnego odbiorcy. W zależności od charakteru zadań – czy ma to być ciche rozpoznanie minowe, czy techniczna inspekcja fundamentów wiatraków – dron może zostać doposażony w zróżnicowane systemy wizyjne, sensory, dodatkowe sonary, a nawet w komponenty robocze, takie jak mechaniczne ramię z manipulatorem.

    Polski eksport rośnie. Czas na podwodne drony?

    Ogromnym atutem biznesowym projektu jest również fakt, że pełna obsługa serwisowa i wsparcie techniczne są dostępne lokalnie, "od ręki" w Polsce, bez konieczności odsyłania sprzętu do zagranicznych serwisów. To wpisuje się w szerszy trend – od dawna już Polska wysyła w świat silniki odrzutowe i superkomputery, a stereotyp kraju jabłek i okien dawno się zdezaktualizował. "Pirania" wpisuje się dokładnie w tę nową, technologiczną ofertę eksportową.

    Wygląda na to, że udany test z zeszłego miesiąca był dopiero początkiem wielkiej rynkowej kariery gdańskiej "Piranii".