Głodna dziewczynka z problemem otyłości. W tle przetworzona żywność.
Dzieci dostają 800+, ale nadal są niedożywione. Ciepła dla INNPoland: "Problem wykracza poza skrajne ubóstwo" Fot. monticello/pakww/shutterstock Montaż: INNPoland.pl

800 plus nie rozwiązuje wszystkich problemów najmłodszych mieszkańców Polski. Czy dziecko może codziennie jeść, a mimo to być niedożywione? Coraz więcej danych pokazuje, że tak. W Polsce rośnie skala zjawiska określanego jako "ukryty głód dzieci". To problem, którego nie widać na pierwszy rzut oka, bo pełny talerz nie zawsze oznacza zdrowy organizm.

REKLAMA

Program 800+ pomógł tysiącom rodzin i ograniczył skrajne ubóstwo najmłodszych. Najnowszy raport Federacji Polskich Banków Żywności "Ukryty Głód Dzieci" pokazuje jednak, że problem niedożywienia nie zniknął. Zmienił jedynie swoje oblicze.

Coraz częściej dzieci otrzymują wystarczającą liczbę kalorii, ale ich organizmy nie dostają odpowiedniej ilości białka, witamin i składników mineralnych. Efekt? Gorsza koncentracja, słabsza odporność, problemy zdrowotne, a nawet nadwaga połączona z niedoborami żywieniowymi.

Raport "Ukryty Głód Dzieci" wskazuje na problem. Pełny brzuch nie oznacza zdrowego dziecka

Program 800+ poprawił sytuację wielu rodzin, ale nie rozwiązał wszystkich problemów związanych z żywieniem dzieci. Zwraca na to uwagę Beata Ciepła, prezes Federacji Polskich Banków Żywności.

– Program 800+ niewątpliwie poprawił sytuację wielu rodzin i przyczynił się do ograniczenia skrajnego ubóstwa dzieci. Widać to w danych – odsetek dzieci żyjących poniżej progu skrajnego ubóstwa spadł w ostatniej dekadzie niemal o połowę. Jednak nasz raport pokazuje, że sam transfer pieniężny nie rozwiązuje problemu niedożywienia dzieci. Dziś coraz częściej nie chodzi o ilość jedzenia, ale o jego jakość – tłumaczy Beata Ciepła w rozmowie z InnPoland.

To właśnie dlatego autorzy raportu mówią o ukrytym głodzie.

– Dziecko może być najedzone, a jednocześnie niedożywione. Jeśli jego dieta opiera się głównie na taniej, wysoko przetworzonej żywności, organizm otrzymuje kalorie, ale nie dostaje wystarczającej ilości białka, witamin i składników mineralnych potrzebnych do wzrostu i rozwoju – podkreśla Ciepła. Jak dodaje "pełny żołądek nie zawsze oznacza dobrze odżywiony organizm".

Alarmujące dane Federacji Polskich Banków Żywności. Wiemy co dzieci jedzą w szkole i w domu

Wyniki badań pokazują skalę problemu. Prawie co czwarte dziecko nie ma ze sobą w szkole drugiego śniadania. Słodzone napoje są wybierane częściej niż zwykła woda, a słodycze i słone przekąski zastępują pełnowartościowe posiłki.

Najważniejsze liczby z raportu o niedożywieniu dzieci w Polsce:

  • 23,2 proc. dzieci nie zabiera drugiego śniadania do szkoły,
  • 35 proc. uczniów częściej sięga po słodzone napoje niż po wodę,
  • 15,3 proc. dzieci odczuwa głód w domu lub szkole,
  • tylko 30,5 proc. uczniów zawsze czuje się sytych po posiłku.
  • – Badanie przeprowadzone na potrzeby raportu pokazuje niepokojący obraz. Prawie co czwarte dziecko nie ma w szkole nic na drugie śniadanie. W codziennym jadłospisie wielu uczniów dominują słodzone napoje, słodycze i słone przekąski – mówi Beata Ciepła. Dodaje również, że "dla części rodzin decydujące są cena, dostępność i szybkość przygotowania posiłku". A to sprzyja niezdrowym wyborom.

    Problem nie dotyczy tylko ubogich rodzin. Ceny żywności rosną, a wstyd bywa silniejszy niż głód

    Problem nie dotyczy wyłącznie rodzin żyjących w ubóstwie. Coraz większe znaczenie mają rosnące koszty życia, brak czasu oraz niewystarczająca wiedza żywieniowa.

    – Problem wykracza poza skrajne ubóstwo. Bieda pozostaje jednym z głównych czynników ryzyka, ale drugim jest brak kompetencji żywieniowych, przeciążenie rodzicielskie czy nałogi w rodzinie. Dziecko może doświadczać niedożywienia jakościowego również w rodzinie, która nie żyje w ubóstwie, jeśli jego codzienna dieta jest źle zbilansowana – wskazuje prezes Federacji Polskich Banków Żywności.

    Beata Ciepła zwraca uwagę również na rosnące ceny produktów spożywczych: "W takich warunkach rodzice często wybierają produkty, które są najtańsze, najbardziej sycące i łatwo dostępne. Problem polega na tym, że są to często produkty wysoko przetworzone, bogate w cukier, sól i tłuszcze, ale ubogie w składniki odżywcze".

    Prezes Ciepła podkreśla, że rosnące ceny jedzenia mają silny wpływ na jakość posiłków, które rodzice podają swoim dzieciom.

    – Wiele rodzin ma zbyt mały budżet na dietę uznawaną za minimalną lub społecznie akceptowalną: mówimy tutaj nie tylko o progu skrajnego ubóstwa w Polsce, ale także o innych szacunkach cytowanych w raporcie przez profesora Ryszarda Szarfenberga. W tym szerszym tle ekonomicznym 42,4 proc. osób znajduje się poniżej progu skrajnego ubóstwa żywnościowego, a 56,8-60,0 proc. poniżej progu niedostatku żywnościowego – mówi ekspertka.

    Jak to rozumieć?

    – Nie oznacza to, że tak wiele osób głoduje, ale to, że w wielu gospodarstwach domowych dużo powszechniejsze są lęk o jedzenie, gorsza jakość diety i codzienne wybory między żywnością, a innymi podstawowymi potrzebami – dodaje Beata Ciepła.

    Jak podkreśla rozmówczyni InnPoland, wielu potrzebujących nie korzysta z pomocy żywnościowej, bo obawia się oceny otoczenia. – W wielu przypadkach to właśnie wstyd okazuje się silniejszy niż głód – mówi prezes Ciepła.

    Najmocniejszy wniosek z raportu wybrzmiewa jednak gdzie indziej: "Najbardziej poruszające jest to, że współczesny głód często nie wygląda jak głód. Dziecko może mieć pełny brzuch, a mimo to cierpieć z powodu niedoborów żywieniowych" – podsumowuje Beata Ciepła.

    To problem, który coraz częściej ukrywa się nie w pustej lodówce, lecz w codziennych wyborach żywieniowych milionów rodzin. Nawet 800 plus nie wystarczy, by rozwiązać problem niedożywienia dzieci w Polsce, bo nie chodzi w nim tylko o pieniądze.