
Krzysztof Stanowski w swoim programie postanowił wysłać urzędniczkę skarbową na średniowieczny pręgierz. Najlepiej nago. Miała być kolejna łatwa internetowa rewolucja i bicie braw od widowni, a skończyło się oficjalnym pismem do śledczych.
Pamiętacie pewnie historię o gdańskiej pizzerii, urzędniczkach w cywilu i niefortunnych krewetkach obłożonych złą stawką VAT. Sprawa bulwersująca, trochę głupia, niefortunna. Facet źle policzył VAT na pizzę z krewetkami, którą kupiły inspektorki skarbówki, dostał 2,5 tysiąca mandatu. Bo jak na pizzy jest krewetka, to VAT na danie nie wynosi zwyczajowych 8, ale 23 proc. Ten przepis jest mało mądry, ale znam go nawet ja, chociaż nie pracuję w branży gastro.
Sprawa mogła być modelowym przyczynkiem do poważnej, publicznej debaty o skomplikowanym polskim systemie podatkowym. Mogła, gdyby do gry nie wkroczył Krzysztof Stanowski.
Krewetka, mandat i średniowieczne metody
Cała sprawa zaczęła się od głośnego wpisu właściciela pizzerii Sabroso. Pisaliśmy o niej szczegółowo – tajniacy fiskusa zamówili pizzę i wyciągnęli legitymacje po pierwszym kęsie krewetki, nakładając mandat 2500 zł za błędnie naliczoną stawkę VAT. Restaurator z humorem zareagował na Facebooku: "Z dumą wprowadzamy do menu najdroższą pizzę w historii naszego lokalu. Cena: jedyne 2500 zł za sztukę". I wszystko mogło się skończyć dyskusją o absurdach polskiego systemu podatkowego – bo te są realne, a 23-procentowy VAT na krewetkę na cieście to faktyczna kuriozalna pułapka.
Właściciel medialnego imperium postanowił jednak przekroczyć pewną granicę. W swoim programie, komentując nałożenie 2,5 tysiąca złotych mandatu na restauratora, zamiast analizować przepisy, postanowił zająć się anatomią i godnością kontrolującej urzędniczki. Nazwał ją "obrzydliwym babskiem" i "głupią, wredną babą", po czym odpalił festiwal osobliwych sugestii.
"Przecież ciebie to powinni trzymać na rynku, rozebraną do naga, przypiętą do jakiegoś słupa, żeby wszyscy widzieli, jak głupi potrafi być urzędnik" – perorował przed kamerą.
Jasne, że przepis nie jest przesadnie mądry i logiczny, można i warto go krytykować. Ale tak nawoływanie do linczu na urzędniczce stanowi przekroczenie granic krytyki. Reakcja państwa była natychmiastowa.
Państwo staje w obronie pracowników
– W ostatnich dniach w mediach pojawił się absolutnie obrzydliwy, plugawy wręcz komentarz dotyczący jednej z naszych urzędniczek, która wykonywała swoje czynności – mówił w poniedziałek na konferencji prasowej minister finansów Andrzej Domański i zapowiedział reakcję w tej sprawie.
Zaznaczył, że "o ile dziennikarze, publicyści mają oczywiście prawo atakować polityków, to nigdy nie pozwoli na ataki na urzędników Krajowej Administracji Skarbowej".
Słowa nie pozostały bez konsekwencji. W poniedziałek, 8 czerwca 2026 roku, Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku oficjalnie skierował do Prokuratury Regionalnej w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Stanowskiego, wnioskując jednocześnie o ściganie tego czynu z urzędu.
Zobacz także
Mandat na krewetkę to nie wyjątek, tylko codzienność
Co istotne, mandat na właściciela Sabroso nie był żadnym aktem złośliwości pojedynczej urzędniczki. To rutynowy element pracy KAS – w 2024 r. służba przeprowadziła dziesiątki tysięcy prowokacji, w trakcie których wystawiono 18 tys. mandatów. Branża gastronomiczna jest szczególnie na celowniku, bo to tu wykrywanych jest najwięcej nieprawidłowości (odsetek przekracza już 35 proc.). Każda urzędniczka czy urzędnik wykonujący nabycie sprawdzające realizuje konkretne, jasno opisane w ustawie zadanie służbowe. Nie ma w tym żadnej "głupoty" – jest realizacja prawa, którego sami nie napisali.
Wielki sojusz amnezji i historycznej ignorancji
Jak celnie zauważyła Katarzyna Kotula, sekretarz stanu w KPRM, Stanowski wykazał się potężną amnezją polityczną. W swoim monologu ani słowem nie zająknął się o tym, że te rzekomo "absurdalne" przepisy dotyczące owoców morza i krewetek w gastronomii to nie jest wymysł gdańskiej urzędniczki, ani nawet obecnego rządu, lecz spuścizna po poprzedniej władzy.
Kotula, komentując uderzenie właściciela Kanału Zero w urzędniczkę, przypomniała, do czego słupy hańby służyły w historii: do systemowego, publicznego odzierania kobiet z godności, golenia im głów i barbarzyńskiego piętnowania za rzekome przewinienia obyczajowe czy pyskówki.






